Ustawa degradacyjna: Degradacja myślenia

Rząd przyjął dziś projekt ustawy, na mocy której będzie można odebrać oficerskie stopnie wojskowe tym, którzy służyli w Ludowym Wojsku Polskim. Z mocy ustawy zostaną one odebrane członkom Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego, ciała które zarządzało stanem wojennym w Polsce po 13 grudnia 1981.

Degradacji w stosunku do wojskowych, którzy służyli w innych organach aparatu represji PRL, będzie mógł dokonać minister obrony narodowej.

Reklama

Proste? - proste. Moim zdaniem, aż za bardzo.

Nie mam cienia sympatii do WRON-u i innych wojskowych instytucji czynnie wprowadzających i podtrzymujących w Polsce komunizm. Od Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego i Informacji Wojskowej poczynając, a na Wojskowej Służbie Wewnętrznej kończąc.

Komunizm został do Polski przyniesiony na lufach sowieckich czołgów, a formacje te wprowadzały w czyn sowiecki plan zniewolenia Polski. W żadnym wypadku nie uważam za uprawnione stawiania w jednym szeregu przeciętnego majora/ pułkownika/ generała... przedwojennego Wojska Polskiego z przeciętnym majorem/ pułkownikiem/ generałem... Ludowego Wojska Polskiego.

Nie tylko dlatego, że tu szyk i elegancja, a tam słoma z butów, ale również i przede wszystkim dlatego, że tu służba Polsce niepodległej, a tam służba Polsce zsowietyzowanej. To są dwa odrębne, odległe od siebie pod każdym względem światy. I takimi powinny pozostać, zaś ta kolejna próba uregulowania historii za pomocą prawa te światy ze sobą jakoś miesza. Miesza się je w taki sposób, że degradując Jaruzelskiego i innych jako niegodnych noszenia munduru oficera, dowartościowuje się LWP. To jest powód, dla którego uważam projekt ustawy degradacyjnej za chybiony.

Generał Jaruzelski całą karierę wojskową zrobił w strukturach wojskowych podległych ZSRR. Oceniam tę armię jak najgorzej, głównie ze względu na jej rolę interwenta wewnętrznego (jak w 1970 r. na Wybrzeżu) oraz jej rolę u interwenta zewnętrznego - ale, co ważne, w ramach bloku komunistycznego w Europie Środkowej - w roku 1968 w Czechosłowacji.

Tym niemniej ta struktura naprawdę istniała, miała jakąś wewnętrzną organizację, jakąś hierarchię, po szczeblach tej hierarchii piął się Wojciech Jaruzelski. Można uważać, że służył złej sprawie (takie jest i moje zdanie), ale służąc jej przebywał jakąś drogę kariery, jej śladem były także jego awanse na kolejne stopnie wojskowe, aż do dystynkcji generała armii. Tak było.

Degradacja Jaruzelskiego jest - tak mi się zdaje - częścią chorej ambicji napisania historii na nowo (tu konieczne zastrzeżenie: jest obowiązkiem historyków odkrywanie nieznanych dotąd faktów i w tym sensie "pisanie historii na nowo" jest uprawnione, ale tylko w tym). Co się zdarzyło, już się wydarzyło i nie wydarzy się drugi raz inaczej. Choćbyśmy, nie wiedzieć jak, moralnie się wzmagali, gen. Jaruzelski naprawdę miał w Ludowym Wojsku Polskim stopień generała armii, a nie chorążego, który to stopień zostanie mu zapewne nadany po degradacji. Podobnie nasze moralne wzmożenie nie zmieni tego, że płk Kukliński był wtedy tylko pułkownikiem, a nie generałem, jak go dziś - bez sensu - tytułujemy.

Jedna rzecz zdaje się umykać uwadze naszych poprawiaczy historii. Kiedy awansujemy płka Kuklińskiego, to sugerujemy, że należał mu się wyższy stopień w ramach struktury, której skądinąd (i słusznie) odmawiamy moralnej prawomocności. Kiedy degradujemy gen. Jaruzelskiego, to sugerujemy, że w gruncie rzeczy nie należał mu się tak wysoki stopień - znowu - w ramach tej struktury. Inaczej mówiąc, dowartościowujemy tę strukturę, Ludowe Wojsko Polskie, które skądinąd nazywamy narzędziem sowieckiej dominacji. Jak to się wszystko składa do kupy?

Wielu więźniów politycznych, zwolnionych w wyniku odwilży 1956 roku, pisało następnie wnioski rehabilitacyjne. Zazwyczaj te wnioski były pozytywnie rozpatrywane, wszczynano wtedy procesy, w wyniku których ci ludzie uzyskiwali taką, czy inną satysfakcję. Nie chcę ich oceniać, nie wiem, jak bym się w takiej sytuacji zachował. Ale zawsze budził mój najwyższy respekt płk Franciszek Niepokólczycki, prezes II Zarządu WiN-u, który po wyjściu z więzienia nigdy o rehabilitację nie wystąpił.

Wydaje mi się, że rozumiem motywację Pułkownika. Jeśli dobrze ją odtwarzam, byłaby ona taka: odmawiam prawomocności komunistycznemu państwu i jego organom, także sądowi (w 1947 r. Niepokólczycki został skazany na trzykrotną karę śmierci, zamienioną przez Bieruta na dożywocie), jeśli więc jego wyroki skazujące nie mają dla mnie moralnej prawomocności, nie mają jej także jego ewentualne wyroki uniewinniające. Tak mógł rozumować Franciszek Niepokólczycki i pod takim rozumowaniem podpisuje się obydwoma rękami.

W tym jest spójny pogląd na komunizm. A spójności takiej brakuje poprawiaczom historii, dla których z jeden strony komunizm był tak zły, że trzeba jego wysokich funkcjonariuszy ścigać jeszcze po śmierci, a z drugiej strony nie był wcale zły, skoro uważa się, że ci ludzie nie zasługują na miano oficerów Wojska Polskiego. Przepraszam, jakiego Wojska Polskiego? To było wojsko w służbie Sowietom i nic nam do jego dystynkcji i do jego honorów.

Roman Graczyk

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje