Igranie z ogniem

Polska jest ostatnim krajem, jaki powinien rozpętywać kampanię roszczeń i rewindykacji wobec Niemiec, bowiem jedną trzecią obecnego terytorium naszego państwa stanowią ziemie im odebrane. Najbardziej skłonne do historycznych rozliczeń i rewizji, w tym także granicznych, są obecnie Węgry - nasz ostatni (a i tak niepewny) sojusznik. Czynne działania, takim rewizjom i rewindykacjom służące, podejmuje zaś Rosja, która zabrała Ukrainie Krym i wzbudza obawy, że to nie ostatnie jej zakusy. W takim oto towarzystwie i kontekście sytuują nas żądania formułowane przez rządzącą ekipę pod adresem naszych zachodnich sąsiadów.

Polacy wydają się rozsądniejsi od rządzących nimi. 40 proc. ankietowanych w niedawnym sondażu przyznało, że w przeszłości bywaliśmy krzywdzeni, ale sami też krzywdziliśmy. Kolejne prawie 30 proc. zaś uważa, że najpierw powinniśmy się rozliczyć z własnych win wobec innych, a dopiero potem domagać się zadośćuczynienia od nich. Zatem miażdżąca większość zdaje sobie bodaj sprawę, że wszczynanie kampanii wystawiania rachunków za dawne krzywdy może być dla nas niekorzystne. Chyba też rozumie, że mogłoby wywołać łańcuch reakcji prowadzących do katastrofy.

Reklama

Poniechanie wzajemnych rozliczeń, obwiniań, oskarżeń i roszczeń było i pozostaje nadal jednym z fundamentów pokoju w Europie (było także intencją listu biskupów polskich do niemieckich wystosowanego ponad 50 lat temu). Na kontynencie, gdzie każdy niemal od każdego zaznał w przeszłości rozmaitych krzywd i szkód, ich przywoływanie to igranie z ogniem. A próby egzekwowania reparacji i wyrównywania rachunków to balansowanie na krawędzi tragedii. Dlatego tak bardzo niebezpieczne są rewindykacje i roszczenia, jakie niemal oficjalnie zgłaszają Węgrzy pod adresem swoich sąsiadów, na rzecz których prawie 100 lat temu (na mocy jednego z traktatów kończących I wojnę światową) utracili dwie trzecie swojego dawnego terytorium.

Popieranie jakichkolwiek roszczeń i rozliczeń historycznych przez Polskę, a już zwłaszcza zgłaszanie swoich, to dowód bezmyślności i nieodpowiedzialności, zważywszy na polskie nabytki terytorialne oraz trudy pojednania z Niemcami i historyczną doniosłość pozyskania w nich sojuszników. Niestety, są w Polsce szaleńcy podnoszący jakieś pretensje i rewindykacje także wobec wschodnich sąsiadów. I co gorsza, mają sprzymierzeńców w rządzie, którego agenda zaproponowała umieszczenie na nowych polskich paszportach wizerunków lwowskiego Cmentarza Łyczakowskiego i wileńskiej Ostrej Bramy. Jak zareagowaliby, gdyby Niemcy na przyszłe 150-lecie zjednoczenia (przypada za cztery lata) postanowili wydać nowe paszporty z widokami gdańskiego żurawia, wrocławskiego ratusza czy szczecińskiego nabrzeża?

Po brexicie to Polska mogłaby dołączyć do nowego twardego jądra Unii Europejskiej i współdecydować o przyszłości kontynentu. Niestety, zamiast zacieśniać w tym celu współpracę z Niemcami i włączać się do procesów decyzyjnych Unii Europejskiej, nasi dyplomatyczni pomyleńcy skłócili nas z Niemcami i Unią Europejską, spychając Polskę na margines Europy i pozbawiając wszelkiego wpływu na jej przyszły rozwój. Inicjowaniem rozliczeń historycznych i formułowaniem roszczeń prowokują zaś procesy mogące doprowadzić do geopolitycznej tragedii. Kto nas, osamotnionych i porzuconych przez wszystkich, przed nią obroni? Tępe osiłki z zaciągu Macierewicza?

Przytoczono wyniki sondażu Kantar Public dla tygodnika "Polityka" przeprowadzonego 19-20 lipca br.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje