Janusz A. Majcherek: Nazi i nasi

​Wydany pracownikom TVP nakaz, by w relacjach poświęconych rocznicy wybuchu II wojny światowej o ówczesnych agresorach używać określenia "Niemcy", a nie "naziści" czy "hitlerowcy", to znana sztuczka, polegająca na przypisywaniu złych ludzi do innej narodowości, a dobrych do swojej własnej.

Podobno mistrzami w tej dziedzinie są Austriacy, którzy zdołali wmówić światu, że Hitler był Niemcem, a Beethoven Austriakiem. Skądinąd wiadomo, że Austriacy byli nadreprezentowani w aparacie III Rzeszy, dlatego wykonawcy poleceń w TVP powinni głosić, że Polacy zostali napadnięci i byli represjonowani przez Austriaków i Niemców (a ściślej to i przez Węgrów, ich sojuszników). Ale co do tego represjonowania też stosowane są manipulacje. Najgorsza eksterminacja dotknęła ludność pochodzenia żydowskiego, która została prawie w całości bestialsko wymordowana.

Reklama

Przed wojną zamieszkiwało Polskę ponad 3 mln Żydów, zginęło ok. 3 mln. Aby nie dopuścić do pomniejszania cierpień i strat doznanych przez Polaków, powojenne władze dla równowagi nakazały przyjąć, że zginęło ich też 3 mln. Razem dawało to "6 milionów polskich obywateli" i tak to było przedstawiane w propagandzie, także dla uzasadnienia roszczeń wobec powojennych Niemiec. Obecnie Antoni Macierewicz już bez niuansowania mówi o "sześciu milionach Polaków". Przed wojną nacjonaliści polscy odmawiali ludności pochodzenia żydowskiego prawa przynależności do narodu, a nawet społeczeństwa polskiego, po wojnie ich śmierć zawłaszczali na potrzeby propagandy obrazującej polskie straty wojenne. Żywych Żydów nie uznawali za Polaków, ale martwych jak najbardziej. Dzisiejsi nacjonaliści kontynuują te manipulacje. Niektórzy chcieliby na dodatek za śmierć Żydów dostać jeszcze pieniądze od Niemców.

Jak się jednak okazuje, nazista może być dobrym Niemcem, o ile popiera obecny polski rząd w sporze z Unią Europejską. Niektórzy prawicowi (choć mieniący się niezależnymi) komentatorzy ciepło przyjęli antyeuropejskie i propisowskie wystąpienie niemieckiego eurodeputowanego z partii NPD. Nie wiedzieli, że NPD to neonaziści, głoszący pochwały III Rzeszy i roszczenia wobec polskiego terytorium?

Czy Dzierżyński był Polakiem, a zatem można powiedzieć, że sowiecki aparat represji to polskie dzieło? Oczywiście nie, bo Dzierżyński to nie Polak, ale bolszewik. Czy zatem Hitler to Niemiec, Austriak czy nazista? Niektórzy twierdzą, że lewak (aby osłabić jego parantele z nacjonalistyczną prawicą), zatem byłby pobratymcą Stalina, który według tej wykładni nie był Gruzinem, lecz komunistą. Zresztą niektórzy Żydzi też stosują taką interpretację, przekonując że funkcjonariusze komunistycznego aparatu represji w powojennej Polsce nie byli Żydami, lecz komunistami. Dla polskich nacjonalistów pozostaną oni jednak Żydami, nawet jeśli ta genealogia była im obojętna, albo wręcz się jej wyrzekali. Magdalena Ogórek choćby ich najdalszym krewnym te rodzinne powinowactwa wypomni. Ani jej, ani innym zwolennikom "dobrej zmiany" nie przyjdzie natomiast do głowy by nazwać Niemcem ulubionego pisarza tego obozu politycznego, opiewającego swego imiennika, będącego prezesem PiS (zresztą w młodości poeta ów równie żarliwie opiewał Stalina). Oczywiście w tej logice Bierut i Jaruzelski nie byli Polakami (choć ten drugi pochodził z herbowej szlachty, jak Dzierżyński).

Tą metodą łatwo wykazać, że nie było złych Polaków, bo źli ludzie nie byli Polakami. I oczywiście chełpić się Kopernikiem (choć Niemcy urządzili mu jako swojemu wielkiemu rodakowi jubileuszowe uroczystości w środku okupacji w 1943 r.), Witem Stwoszem (niewątpliwie Niemiec, ale jego największe dzieło znajduje się w Krakowie; aż dziw, że na tej zasadzie nie uznaje się za Polaka autora "Damy z łasiczką"), Marią Curie (bo z domu Skłodowska, choć nikt poza Polską nie zna i nie potrafi wymówić tego nazwiska), Chopinem (czysto polskie nazwisko?!), Mickiewiczem (mówił, że jest Litwinem, ale Litwa przecież - wraz z Ostrą Bramą - także jakby nasza), Lemem (Żyd, ale pisał po polsku i tęsknił za rodzinnym Lwowem) oraz plejadą innych dobrych i sławnych ludzi.

A złych i niesławnych uznać za Niemców, Ukraińców lub Żydów. Co do morderców z Jedwabnego natomiast, to albo Niemcy (wersja preferowana), albo jakieś bezpaństwowe społeczne szumowiny (wersja mniej aprobowana), ale na pewno nie Polacy.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje