​Kalanie świętości

Niegdyś w jednym z amerykańskich kanałów telewizyjnych prowadzący program komentator odczytywał fragmenty księgi uznawanej za objawioną przez pewną popularną wśród hollywoodzkich gwiazd sektę, a po każdych kilku zacytowanych zdaniach podnosił wzrok ku kamerze, czyli telewidzom i patrząc im prosto w oczy powtarzał powoli i ze zdumieniem w głosie: "proszę państwa, oni w to na-pra-wdę wierzą". Jakiś czas temu otrzymałem od misjonarzy pewnej amerykańskiej wspólnoty wyznaniowej księgę objawień przez nich wyznawanych i próbowałem ją z ciekawości przeczytać. Przebrnąłem z trudem jedynie przez kilka stron, więcej nie byłem w stanie. Trochę podobnie było z broszurami pozostawionymi mi przez sympatycznych skądinąd wysłanników innej wspólnoty; wprawdzie przeczytałem je, ale z rozbawieniem.

Liczne przykłady świadczą, że ludzie są zdolni i gotowi uwierzyć w dowolne bzdury i niedorzeczności. Jeśli przypisują im jednak uświęconą genealogię lub nadają taką sankcję, wówczas domagają się aby te ich wierzenia i wynikające z nich przekonania oraz zachowania chronić przed krytyką i drwiną. Twierdzą, że te obrażają ich uczucia religijne. Niekoniecznie jednak gotowi są przyznać taką ochronę innym wierzeniom niż własne. Ludzie bowiem w większości zgadzają się, że wszystkie wierzenia oraz dające im świadectwo obrzędy, rytuały czy ceremonie są dziwaczne i śmieszne, z wyjątkiem wszakże tych, które sami podzielają i którym się oddają. Znany polski podróżnik, boso przemierzający świat i często wypowiadający się o uświęconej wielkości katolicyzmu oraz wychwalający wszelkie związane z nim wzory kultury, podczas wizyty w dalekowschodniej świątyni buddyjskiej naśmiewał się z pielgrzymów odprawiających tam rytuały oraz z wierzeń w ten sposób manifestowanych, a także sakralnych i obrzędowych przedmiotów temu towarzyszących. Pod pewnymi względami, zwłaszcza swoją naiwną i nazbyt kolorową estetyką, przypominały one świątki i inne obiekty adorowane przez pątników nawiedzających znane centra pielgrzymkowe w Polsce, na pewno zaś były ładniejsze i sympatyczniejsze od tych eksponowanych w Licheniu i paru podobnych miejscach. Cudze świątki i świętości są dziwaczne i śmieszne, u adorowanych przez siebie tej dziwaczności i śmieszności na ogół się nie dostrzega. Dopóty dopóki zewnętrzny obserwator ich nie wytknie, ale wtedy się go potępia jako obrazoburcę, bluźniercę i gwałciciela uczuć religijnych.

Reklama

Protestujący przeciw kalaniu uznanych przez nich świętości, katolicy polscy często wypominają obrazoburcom, że nie mieliby tyle śmiałości i bezczelności aby wyszydzić symbole drogie muzułmanom, bo się boją ich zemsty. To nie całkiem prawda, bo ukazywały się i były także przedrukowywane w Polsce (w poważnym dzienniku "Rzeczpospolita") karykatury Mahometa i inne satyryczne rysunki wykpiwające pewne aspekty islamu, a niektóre formy islamskiej religijności i obrzędowości (od uboju rytualnego, przez wznoszenie minaretów, do zasłaniania kobiecych twarzy) są zakazywane w wielu europejskich państwach. Ale rzeczywiście muzułmańskie fatwy skazujące (jak Salmana Rushdiego) na śmierć twórców dzieł artystycznych uznanych za obrazoburcze czy bluźniercze są skandaliczne i nie jest sensowne powoływanie się na takie formy retorsji czy represji jako godne naśladowania czy choćby uwzględniania do porównań.

Szarganie świętości to zjawisko subiektywne, bo różni ludzie różne przedmioty i symbole mogą uważać za święte. Jezus z Nazaretu właśnie za szarganie świętości uznawanych za takie przez fanatyków i dogmatyków religijnych (faryzeuszy) był prześladowany i został zamęczony. "Wtedy arcykapłan rozdarł swe szaty i zawołał: zbluźnił! Czyż potrzeba nam jeszcze świadków? Oto słyszeliście bluźnierstwo. Co sądzicie? A oni, odpowiadając, rzekli: winien jest  śmierci. Wtedy pluli na jego oblicze i policzkowali go, a drudzy bili go pięściami" (Mt 26. 65-67). Fanatyzm religijny jest dziwnie niezmienny, bez względu na epoki.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje