Opozycja opozycji

Odkąd lewica, z powodu własnej nieudolności organizacyjnej i wewnętrznego skłócenia, poniosła sromotną klęskę wyborczą i nie posiada własnej reprezentacji sejmowej, usiłuje wymóc na liberalnej opozycji parlamentarnej aby reprezentowała także lewicowe środowiska i postulaty. A ponieważ obie liberalne partie nie chcą się dać przerobić na lewicową modłę, więc są przez lewicowych działaczy i publicystów zwalczane bardziej natarczywie niż obóz rządzący, będący deklaratywnie ich głównym przeciwnikiem.

To lewica właśnie pomogła mu objąć pełnię władzy, wystawiając dwie alternatywne listy wyborcze, z których żadna nie przekroczyła progu, a zmarnowane w ten sposób głosy zostały przeliczone w lwiej części na mandaty dla PiS. Głosy oddane na listy lewicowe wzmocniły więc partię prawicową, zapewniając jej samodzielne rządy. Na pewno nie tego chcieli lewicowi wyborcy, ale tak działa mechanizm progu wyborczego, czego lewicowi działacze nie pojęli albo nie uwzględnili. Jest więc sporo hipokryzji w obecnym lewicowym naśmiewaniu się z opozycyjnych parlamentarzystów, którzy nie biorąc udziału w głosowaniu nad projektem poszerzenia dopuszczalności aborcji, w istocie doprowadzili, wbrew swoim intencjom i nie zdając sobie sprawy z konsekwencji, do przyjęcia przeciwnego mu, zaostrzającego antyaborcyjne zakazy. Wystawiając niegdyś dwie konkurencyjne listy wyborcze, środowiska lewicy popełniły błąd o wiele poważniejszy i dotkliwszy w skutkach, obecnie stale odczuwanych. Zwalczając dziś opozycję parlamentarną jeszcze skutki tego błędu utrwalają.

Reklama

Taka linia propagandowa lewicowych działaczy i publicystów ma pozornie oczywisty sens. Dezawuując i zwalczając opozycję parlamentarną, przedstawiciele opozycji pozaparlamentarnej dają do zrozumienia lub wprost zapewniają, że ona w tej roli spisywałaby się lepiej, co ma przekonać wyborców, aby to na nią oddali głos przy najbliższej okazji. Jedna z takich publicystek bez ogródek wyraziła nadzieje i pragnienia tych środowisk, wzywając polityków i zwolenników Platformy Obywatelskiej, by porzucali tę skompromitowaną w lewicowych oczach formację i... przenieśli się do partii Razem.

Szkopuł w tym, że wyborcy na razie takich odczuć i pragnień masowo nie podzielają. Rozczarowani liberalną opozycją parlamentarną nie przerzucają swoich sympatii na lewicową opozycję pozaparlamentarną. Im ostrzejsze są natomiast wewnątrzopozycyjne antagonizmy i konflikty, tym wyższe poparcie dla obozu rządzącego. Znalazł się on wprawdzie w wysoce kłopotliwej sytuacji po dymisji Macierewicza, który okazał się mieć wielbicieli i wyznawców na tyle licznych i do tego stopnia sfanatyzowanych, że wywołali ostre napięcia na zapleczu ekipy rządzącej. Ale Barbara Nowacka przyszła tej ekipie w sukurs, podrzucając kłopotliwy dla parlamentarnej opozycji projekt złagodzenia przepisów antyaborcyjnych.

Stawiać liberalną opozycję parlamentarną w kłopotliwych sytuacjach, wymuszać na niej jednoznaczne stanowisko w niejednoznacznych kwestiach, wyśmiewać za chwiejność i słabość, mnożyć i eskalować wobec niej żądania - to byłaby z punktu widzenia lewicowej opozycji pozaparlamentarnej sensowna strategia, gdyby przynosiła jej samej korzyści polityczne. Dotychczas nie przynosiła.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje