​Przekłuty bąbel

Ostatnimi czasy dużo się mówiło i pisało oraz wciąż mówi i pisze o powstawaniu i funkcjonowaniu tzw. bąbli informacyjnych. Wytwarzane są one przez nawyki i preferencje aktywnych uczestników debaty publicznej, którzy czytają ulubione gazety, słuchają ulubionych stacji radiowych, oglądają ulubione kanały telewizyjne i w ten sposób otrzymują obraz rzeczywistości zgodny ze swoimi przekonaniami, zamykając się na inne kanały przekazu, a więc sposoby postrzegania rzeczywistości.


Reklama

W rezultacie aktywni obywatele (nieaktywni niczego nie czytają, niczego nie słuchają i niczego nie oglądają) zamykają się w izolowanych i diametralnie niekiedy się różniących światach. Dotyczy to także, a może zwłaszcza, internautów, zaglądających na  ulubione portale, klikających wpisy zgodne z własnymi przekonaniami, mających facebookowych przyjaciół podzielających ich przekonania, a więc mogących odnieść wrażenie, że wszyscy myślą tak jak oni, albo że ich sposób widzenia i rozumienia świata jest szeroko rozpowszechniony.

Za analizą owych bąbli informacyjnych idzie niekiedy sugestia, że są one równoprawne albo przynajmniej równoliczne (to wyraz tzw. postprawdy). Jedni żyją w swoim bąblu, drudzy w swoim, jest w tym pewna symetria, a może i równowaga, rozstrzygnięcie zaś kto ma rację lub czyja wizja rzeczywistości jest bardziej adekwatna, nie jest możliwe, bo przecież każdy jest usytuowany w jakimś bąblu. Nie ma widoku znikąd, a więc spoza bąbla.

Antytuskowa szarża PiS, jej przebieg i wynik, podważają jednak tezę o równoważności, a nawet równotrwałości bąbli informacyjnych. Bąbel, w jakim żyje prezes i jego wyznawcy okazał się w skali realnego świata mikroskopijny i na dodatek został rozbity. Nie ma w nim nikogo poza zaślepionymi fanatykami, cały realny świat jest na zewnątrz i dominuje pod każdym względem. Owszem, można nadal dezawuować Tuska, wbrew całej Unii Europejskiej, która go uznała za najodpowiedniejszego kandydata na urząd nieformalnego jej prezydenta i przedstawiać premier Szydło jako zwyciężczynię, choć nikt jej nie poparł i została sama, przegłosowana stosunkiem 27:1. Ale do tego nie wystarczy już tkwienie w żadnym bąblu, bo ten pękł, lecz potrzeba zamykania oczu na rzeczywistość, w stylu dzieci, które myślą, że kiedy zasłonią lub zamkną oczy, nikt ich nie dostrzeże i nie zobaczy jak wyglądają. Udawajmy sukces i urągajmy rzeczywistym zwycięzcom, a wtedy może uda się kogoś utrzymać w przekonaniu, że to my jesteśmy zwycięzcami, zaś nasi pogromcy ponieśli porażkę. W tym właśnie kierunku podąża narracja obozu rządzącego i jego medialno-propagandowego zaplecza. To już jednak jest kreowaniem tzw. faktów alternatywnych, innego ze zjawisk zatruwających ostatnio publiczne przekazy i debaty. Lecz król okazał się nagi i żadne fikcyjne szaty już jego obnażenia nie zakryją. A za obnażonym królem podążają już tylko jego zaślepieni dworacy i poddani.

Jacek Saryusz-Wolski zacytował "złotą" myśl: "kto ma rację dzień wcześniej od innych, przez dobę uchodzi za idiotę". Mijają kolejne doby i coraz wyraźniej widać kto wyszedł na idiotę.   

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje