Sekularyzatorzy

Czy przygotowana przez PiS-owskich posłów hołdownicza uchwała sejmowa na stulecie objawień fatimskich, zmiana godła państwowego, dodająca orłu krzyż do korony i spełnienie życzenia episkopatu o zakazie handlu w niedziele umocnią pozycje katolicyzmu, religii i wiary w życiu Polaków, jak marzą zapewne inicjatorzy tych poczynań? Przeciwnie, bo wywołają antyklerykalne i antykościelne reakcje, a także wzmocnią sekularyzacyjne trendy, w polskim społeczeństwie występujące od lat.

Coraz mniej Polaków uczestniczy w praktykach religijnych (w dziesięcioleciu po 2005 roku, czyli od kulminacji religijności wywołanej śmiercią Jana Pawła II, ilość praktykujących zmniejszyła się z 58 do 50 proc.), przestrzega kościelnych przykazań i podziela oficjalne interpretacje dogmatów katolickich (spadek z 66 do 39 proc.). Wierzą coraz bardziej selektywnie i po swojemu (wzrost z 32 do 52 proc.), do kościoła chodzą coraz rzadziej (tylko niecałe 40 proc.), wzrasta ilość Polaków ambiwalentnych religijne i zdeklarowanych ateistów (tych ostatnich podwoiła się z 4 do 8 proc., wśród młodzieży niewierzących jest już 15 proc.)*.

Reklama

Podejmowane przez dewotów, religiantów i klerykałów próby instytucjonalizacji wpływów katolicyzmu na życie publiczne i prywatne polskich obywateli są wyrazem desperackich nadziei na postawienie tamy procesom sekularyzacji. Wzrost siły i obecności w życiu publicznym ruchów i inicjatyw fundamentalistycznie religijnych i dewocyjnych jest objawem słabości religii i słabnięcia wiary w społeczeństwie. 

Radykalizacja stanowi - nie tylko w przypadku ruchów i ideologii religijnych - reakcję na utratę znaczenia, domaganie się instytucjonalizacji i prawnej kodyfikacji to dowód, że faktyczne wpływy i oddziaływanie są niezadowalające. 

Gdyby Polacy, a choćby tylko zdeklarowani katolicy, przestrzegali nakazów wiary, respektowali wymogi katolickiej doktryny, kierowali się nauczaniem kościelnego magisterium, nie trzeba byłoby zapisywać ich w prawie państwowym, przypominać o nich w dokumentach i aktach administracyjnych, włączać ich do porządku instytucjonalnego, obnaszać w przestrzeni publicznej w  formie religijnych symboli. Radykalizm, fundamentalizm i fanatyzm nie wyrażają więc siły i witalności religii, lecz są objawami jej słabości. Co więcej, przyczyniają się do dalszego jej osłabiania, odstręczają bowiem od instytucji, samozwańczo przez takie ruchy reprezentowanych, których wizerunek i reputację szargają. Nawet wśród osób wierzących coraz mniej jest utożsamiających się z instytucjami religijnymi reprezentowanymi przez tępych fanatyków, zapiekłe dewotki, prymitywnych agitatorów.

Wciąż aktualna pozostaje uwaga ks. Tischnera, że marksiści i wojujący ateiści nie odstręczyli od wiary i kościoła tylu ludzi co proboszczowie. Od czasu jego śmierci zmieniło się tyle, że mentalność owych ograniczonych proboszczów przejęli hierarchowie znacznie wyżej ulokowani w polskim kościele, a więc mający większy wpływ na jego wizerunek. To, co w przypadku proboszcza można uznać za wyskok niedouczonego kościelnego urzędniczyny czy prowincjusza, w przypadku biskupa staje się oficjalnym głosem kościoła, więc silniej go kompromituje. 

W mocy pozostaje też niegdysiejsza uwaga Jarosława Kaczyńskiego, że fanatyzm i fundamentalizm religijny (wówczas utożsamiany z ZChN), prowadzi prostą drogą do dechrystianizacji Polski. Szkoda, że on sam tej uwagi nie chce pamiętać albo uwzględniać w swojej dzisiejszej działalności, włączając do swojego obozu politycznego i pozwalając swobodnie działać w nim i w jego imieniu rozmaitym fundamentalistom, fanatykom i dewotom. To element strategii niepozostawiania miejsca na radykalizm po prawej stronie od PiS, mającej destrukcyjny wpływ na wizerunek tego ugrupowania, a pośrednio i na kościół, który tak silnie się z nim związał.

Godząc się na połączenie swojego losu z Jarosławem Kaczyńskim i jego obozem politycznym, kościół ryzykuje upadek wraz  z nim. Niegdyś Kaczyński religijnych fanatyków ze swojej partii i politycznego obozu bezpardonowo wyrzucał (vide: Marek Jurek), a Tadeusza Rydzyka przedstawiał nieledwie jako rosyjskiego agenta wpływu. Teraz ministrowie najsilniej z Rydzykiem powiązani (Macierewicz i Szyszko) są najbardziej samodzielnymi i nieusuwalnymi członkami tej ekipy, a dewoci i dewotki wśród PiS-owskich posłów i działaczy forsują coraz bardziej fundamentalistyczne pomysły. 

Reakcją na nie będzie - już jest - narastające zdegustowanie Polaków, także tych wierzących, a w rezultacie odwracanie się ich zarówno od kościelnych, jak i politycznych ruchów forsujących taką postać religijności. 

*Dane statystyczne za CBOS oraz Instytutem Statystyki Kościoła Katolickiego

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje