Stolice, ulice, kamienice

Miasta były zawsze wielokulturowe, bo stanowiły miejsca osiedlania się przybyszy z bliższych i dalszych okolic. Im miasto większe, tym te okolice rozleglejsze, zatem bardziej urozmaicony skład mieszkańców. Dotyczy to zwłaszcza miast stołecznych. Im państwo potężniejsze i rozleglejsze, tym bardziej wieloetniczna i wielokulturowa jego stolica.

Tak było w starożytnym cesarstwie rzymskim, którego stołeczna metropolia w okresie największego rozkwitu liczyła około miliona mieszkańców pochodzących z rozmaitych terytoriów imperium, w tym przybyszy z Bliskiego Wschodu krzewiących w niej chrześcijaństwo. Tak też było w Bizancjum, późniejszym Konstantynopolu, a wreszcie Stambule, który jeszcze niedługo przed upadkiem imperium otomańskiego stanowił mozaikę narodowościowo-kulturową, w której Turcy stanowili tylko relatywnie niewielką część. Aleksandria, stolica kulturalno-intelektualna świata hellenistycznego, przez wieki ściągała i asymilowała przybyszy z całego Śródziemnomorza i tak długo stanowiła ich mieszaninę, że jeszcze w XX wieku tworzył w niej jeden z najwybitniejszych poetów greckojęzycznych Konstandinos Kawafis. Dzisiaj wszędzie tam wielokulturowość jest przeszłością, która przeminęła wraz z dawną potęgą i chwałą, po której pozostało jednak wiele wspaniałych zabytków i innego dorobku kulturowego.

Reklama

Stołeczny Kraków w okresie największego rozkwitu Rzeczypospolitej zamieszkały był przez mieszczan pochodzących z całej Europy, a nawet spoza niej (np. Ormian). Dlatego tak dobrze czuł się w nim studiujący na lokalnym uniwersytecie niemieckojęzyczny Kopernik czy tworzący największe dzieła Wit Stwosz (Veit Stoß). Podobnie wieloetniczne i wielokulturowe było największe ówczesne miasto należące do Korony, czyli Gdańsk. Ale także Wilno, gdzie polskojęzycznych Litwinów oraz Żydów było prawie tyle samo, a skład etniczno-kulturowy miasta dopełniali przedstawiciele wszystkich licznych nacji zamieszkujących Wielkie Księstwo Litewskie, którego było stolicą. Dlatego tak dobrze czuli się w nim polskojęzyczni Litwini Adam Mickiewicz czy Czesław Miłosz, a Żydzi nazywali je Jerozolimą Północy, bo tak bujnie kwitła w nim ich kultura. W Pradze - stolicy Czech - wielokulturowość utrzymywała się tak długo i spektakularnie, że jeszcze po I wojnie światowej równocześnie tworzyli w niej Jaroslav Hašek i niemieckojęzyczny Żyd Franz Kafka. Bratysława - dzisiejsza stolica Słowacji - przez wieki nazywała się Pressburg i była jednym z wielokulturowych miast monarchii austro-węgierskiej. Dziś niemal we wszystkich tych i innych ośrodkach miejskich środkowo-wschodniej Europy panuje jednolitość etniczno-kulturowa, jeśli nie liczyć turystów. Bo przybysze są pożądani tylko wtedy gdy przyjeżdżają wydać pieniądze i wyjechać.

Jeszcze całkiem niedawno w znaczącym i liczącym się państwie o nazwie Jugosławia największe miasta były narodowościowymi, językowymi i wyznaniowymi tyglami. Dziś każde z państewek powstałych na jej gruzach i trupach ma swoją etnicznie oczyszczoną stolicę.

Owszem, Paryż, Londyn czy Nowy Jork to metropolie wciąż wieloetniczne, wielokulturowe, wielobarwne. Ale Anglicy (choć nie londyńczycy - co znamienne) postanowili się zamknąć na imigrację (w tym zwłaszcza polską), a Amerykanie (choć nie nowojorczycy - co znaczące) wybrali na prezydenta ksenofoba, który zaczął urzędowanie od ograniczenia imigracji.

Uznanie Jerozolimy za stolicę Izraela nie musiałoby zatem być groźne czy niepokojące, gdyby nie te tendencje do ograniczania wielokulturowości i wieloetniczności miast stołecznych. Dziś nie te czasy kiedy władcy potężnych i prężnie rozwijających się państw (jak u nas Kazimierz Wielki i Jagiellonowie) otwierali swoje stolice na przybyszy z całego świata i otaczali ich wszelaką ochroną. Można się więc obawiać, że w Izraelu stanie się tak, jak w prawie całej reszcie globu, gdzie stołeczne miasta oczyszcza się z grup etnicznie i kulturowo innych niż dominująca w państwie. Zamiana Jerozolimy na miasto czysto żydowskie byłaby o tyle gorzką ironią historii, że to właśnie Żydzi nadawali przez stulecia kolorytu europejskim i bliskowschodnim metropoliom, miastom i miasteczkom, dopóki nie zostali z nich wysiedleni, wygnani, wypędzeni, wymordowani. Bo to na ogół takimi metodami odbywa się etniczne ich oczyszczanie i ujednolicanie.     

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy