Dylematy biskupów

Święta mają tę dobrą moc, że z mediów znikają politycy. Nie musimy słuchać ich mądrości, odczytywanych z SMS-owych partyjnych przekazów dnia. W święta ich nie ma, za to pojawiają się duchowni.

Media dość dokładnie relacjonowały ich homilie, przesłania, wywiady, nie ma co tego powtarzać. W każdym razie, pojawiała się w nich polityka, ale też - co warto odnotować - różne spojrzenie na obecną wojnę na górze. Myślę, że to świadczy o różnicach w polskim Kościele. O toczącej tam się dyskusji - co poprzeć? Czy liberalno-demokratyczną III RP, czy też katolicką wersję PRL-u, do której zmierza PiS?

Reklama

Nie mam jakichkolwiek złudzeń, opcja druga, ta wiążąca Kościół z PiS-em, jest w zdecydowanej przewadze i ona wygra. A w zasadzie - już wygrała.

Dziś w Kościele rządzą biskupi sympatyzujący z PiS-em, z prawicą, i z rozgłośnią księdza Rydzyka. Tak widzą to również zwykli obywatele. Nazwisko prymasa Polski mało kto zna, za to nazwisko szefa radiowej stacji z Torunia - każdy.

Wiadomo więc, kto jest górą.

Ale co dalej?

Dlaczego Kościół w 100% postawił na prawicę, i jakie wiąże z tym rachuby? Czyżby uznał, że w liberalno-demokratycznym państwie skazany jest - jak Kościoły na Zachodzie - na odwrót?

W dużym stopniu, na pewno tak jest. 

Kościół wyczuwa, że jego wpływy w społeczeństwie są słabsze. Że pewne przemiany społeczne są nie do zatrzymania. Pokazuje to chociażby spadająca z roku na rok liczba uczestniczących w niedzielnych mszach.  Po raz pierwszy od 1980 r. na niedzielne msze chodzi mniej niż 40 proc. wiernych. Od 2003 r. polski Kościół stracił blisko dwa miliony wiernych. Następuje też przemiana obyczajowa - takim jej wskaźnikiem jest chociażby liczba dzieci rodzących się w związkach pozamałżeńskich. Co piąte dziecko w Polsce rodzi się w takim związku. To ponad trzy razy więcej niż 20 lat temu.

Poza tym, coraz bardziej głośne są środowiska antyklerykalne, to już nie jest margines.

W takich czasach warto więc schować się za plecy państwa. Wzmocnić się finansowo. A także wykorzystać aparat państwa, by zatrzymać procesy laicyzacji.

Państwo PiS-u jest na te oczekiwania otwarte. Kwitnie Fundusz Kościelny (118 mln zł), państwo dało 170 mln zł na Światowe Dni Młodzieży, dało kolejne miliony na Świątynię Opatrzności Bożej itd. Ksiądz Rydzyk uzyskał 26 mln zł (plus odsetki) tytułem odszkodowania na zatrzymane przez rząd Tuska odwierty geotermalne. Poza tym PiS chciał obdarować szkołę dziennikarską księdza Rydzyka sumą 20 mln zł. To skończyło się wielką awanturą w Sejmie.

W jej cieniu zniknęły zupełnie mniejsze dotacje, typu 200 tys. z MSZ na program "współpracy w dziedzinie dyplomacji publicznej", czy też pieniądze dla Telewizji Trwam z Ministerstwa Kultury na akcję mającą propagować...  czytanie.

Ważniejsze od finansów są wszakże gesty innego rodzaju. Oto władza jedzie w komplecie na Jasną Górę, by modlić się w świetle kamer. Oto środowiska katolickie zyskują wielki wpływ na kształtowanie programów nauczania. A religię będzie można zdawać na maturze. No i za chwilę doczekamy się zakazu pracy handlu w niedziele, które mają być czasem dla rodziny (i Kościoła).

Władza, tak szczodra dla Kościoła, ma też swoje kalkulacje. Jej potrzebne jest wsparcie biskupów, i 10 tys. parafii. Przeciwko opozycji, którą określa jako komunistów, ubeków, złodziei, i wrogów Pana Boga.

Kościół i PiS... Czy to jest związek z rozsądku, czy też z emocji?

Na pewno emocji jest tu wiele. Wielu polityków  PiS nie ukrywa związków z Kościołem, i tego, że chcieliby, by jego wpływ na społeczeństwo był jeszcze większy. Wielu biskupów otwarcie sprzyja PiS-owi. Ich wszystkich łączy też podobna wizja państwa. Różnie je można określać. Albo jako PRL , ale bez centralnego planowania, za to z wszechobecnym Kościołem, albo jako replikę Portugalii Salazara, czy Hiszpanii Franco - w każdym razie chodzi o państwo autorytarne, zamknięte, wspierające się na armii i Kościele.

Z drugiej strony, są kalkulacje polityczne.

Hierarchowie, przynajmniej ci bardziej światli, przecież widzą, że jednostronne partyjne zaangażowanie ma także swoje minusy. Bo odpycha od Kościoła wszystkich tych, którzy są wierzący, ale PiS-u nie lubią. Biskupi muszą więc wybrać - czy warto z tych wiernych rezygnować? Czy warto, angażując się w spór dzielący Polaków, stawać po jednej stronie, przeciwko drugiej? PiS, to przecież też oczywiste, nie będzie rządził do końca świata. Co wówczas, gdy będzie słabł? Czy warto więc angażować autorytet Kościoła w przedsięwzięcie chwilowe?

Część osób związanych z Kościołem pamięta też Kaczyńskim rozprawę z arcybiskupem Wielgusem. I zadaje sobie pytania - czy to się może powtórzyć, czy władza świecka powinna wtrącać się w wewnętrzne sprawy Kościoła? Bo od czasów stalinowskich to jedyny przypadek, że miała ona siłę zmienić decyzję władzy kościelnej.

W III RP w ogóle to było nie do pomyślenia! Unia Demokratyczna wprowadziła religię do szkół, SLD drżał przed hierarchami, Platforma się wdzięczyła... A PiS się nie boi. Przynajmniej jej lider. Więc nasuwa się pytanie - czy nie będzie miał pokusy czynić tak ponownie? Na przykład gdy uzna, że Kościół nie jest wystarczająco lojalny wobec władzy świeckiej?   

To są dylematy, które biskupi muszą rozstrzygnąć, tak żeby zjeść ciastko, i mieć ciastko. Te dylematy nie są nowe, Kościół w Polsce stawał przed nimi wielokrotnie. I zawsze z powodzeniem. Ale też miał nietuzinkowych przywódców, których teraz brakuje.

Robert Walenciak

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje