Kiedy z tragedii robi się odpust

Im jestem starszy, tym gorzej to znoszę, tym mocniej do mnie to wraca. Wiem, że tak będzie i tym razem, gdy radio i telewizję zaleją materiały o Powstaniu Warszawskim. Te opowieści z komiksowej czytanki, te wszystkie akademie tzw. patriotyczne, te pohukiwania jakichś weteranów, co podobno walczyli, choć nawet dziecko wie, że ich tam nie było, bo dziś musieliby mieć po 90 lat. Więc może kilku to prawdziwi kombatanci, ale ta reszta, gwiżdżąca, dumnie się obwieszająca jakimiś znaczkami, to przebierańcy, i to tacy, którzy bezczeszczą tamtą tragedię.

Tfu!

Reklama

A przecież wiem, że będę na to patrzył. Za parę dni.

Wychowałem się w domu, w którym pamięć Powstania była dniem dzisiejszym. Wtedy na to nie zwracałem uwagi, dziś czuję to coraz silniej. Moja rodzina mieszkała na warszawskiej Woli, cudem przeżyła rzeź (Piotr Gursztyn, który napisał książkę "Rzeź Woli" wyjaśnił mi, że to dlatego, że babcia mieszkała - ku swemu szczęściu - przy bocznej uliczce, którą pominęły hordy morderców). Więc najpierw niemieccy bandyci poszli głównymi ulicami, a potem przyszedł rozkaz, że kobiet i dzieci się nie zabija. Więc jej, i mojego ojca - nie zabili.

Zabili innych.

Pamiętam, jak miałem jedenaście-dwanaście lat, grałem w piłkę z kolegami, szczęśliwy, zziajany, i przyszedł mój tata, odebrać mnie z boiska, a ja z dumą przedstawiałem mu moich kumpli, takich samych chłopców jak ja.  "A ty, tatusiu, też tak lubisz swoich kolegów, tak? Też masz takich fajnych?" - pytałem z ciekawością kilkunastoletniego chłopca. I pamiętam ten straszny smutek na jego twarzy i tę odpowiedź: "nie mam kolegów, oni wszyscy zginęli w Powstaniu. Cała moja klasa." Cała klasa... A ja się naiwnie dopytywałem - walczyli? - "Nie synku, nie walczyli, byli za mali".

Pierdolę taką wojnę, w której mordowane są dzieci.    

Nie mam szacunku dla takich dowódców, którzy wywołują powstanie, nie bacząc, że trzymają w rękach los setek tysięcy bezbronnych ludzi.

Pamięć o Powstaniu była w moim domu pamięcią zagłady. Każdy album o tamtych dniach, każda książka, wycinek prasowy - były jak relikwie. Jako dziecko, najbardziej lubiłem przeglądać album ze zdjęciami... Ale też nie znosiłem spacerów na Powązki, a ojciec ciągnął mnie na nie bez litości, żeby zapalić światełko "harcerzom". Nie lubiłem spacerów pod kościół św. Wojciecha, w którym moja babcia i tata spędzili kilka dni, a potem, żeby z niego wyjść, musieli iść po trupach, czy wypraw na cmentarz na Woli... Dla dziecka to było monotonne, nieciekawe, smutne... Dziś jest inaczej, ale wtedy...

Tak samo nieciekawe były dla mnie rozmowy sąsiadek o tamtych dniach, o ludziach, którzy żyli, i zginęli. Żałuję, że ich nie słuchałem, tak niewiele z ich wspomnień pamiętam, poza atmosferą smutku, oblepiającą wszystko jak mgła.

Nie umiem tego opisać. Tak jak wspomnień stryjenki o kuzynie, wybitnie zdolnym gimnazjaliście, matematyku, który poszedł do powstania i nie wrócił.

Ciała nie znaleziono. Więc gdzie może być? Gdzie zginął? Gdzie go zakopali? Taki zdolny! Kim by dziś był! - to był temat rodzinnych debat. Obowiązek pamięci.

O tych co przeżyli, co szukali ciał swych dzieci, pisał w "Ziele na kraterze"  Melchior Wańkowicz. Czytałem te fragmenty dziesiątki razy, za każdym razem tak jakbym czytał po raz pierwszy...

"W jednej z okolicznych piwnic znalazła na murze napis: "Żołnierze Parasola". Przechodzący robotnik powiedział, że pochowano tu siedem ciał. Zula mówiła, że słyszała, że na tej ścieżce pod cmentarzem, którą wycofywał się ubezpieczający oddziałek Krysi, poległo wówczas siedmiu.

Odnaleźli grób zbiorowy i to miejsce w nim, gdzie złożono tych siedmiu.

Skleciła siedem trumien. Zdobyła dwa prześcieradła dla owinięcia ciała Krysi. Poznałaby je. W lutym, kiedy zaczynała kopać, był mróz, jeszcze by widziała resztki rysów. Potem już może tylko plisowaną spódniczkę. Ale wiosną ziemia była podmokła, więc pewnie już tylko warkocze... panterkę... krzyżyk od załogi "Śmiałego".

W grobie było sześciu chłopców i dziewczyna. Krysia była jedyną kobietą w oddziale. Więc - już kres... I pewność.

Nachyliła się nad zetlałymi resztkami. Wie nieomylnie - to nie Krysia. To nie jej układ rąk, to nie Krysia (zwłoki zidentyfikowano następnie jako sanitariuszkę Irenę z grupy "Józka", też z "Parasola").

(...)

Gdzież i jak było szukać, jak i gdzie jeszcze kopać w milczącej ziemi?  

Odpływała fala matek, które znalazły i pochowały pomordowane dzieci. Tym samotniejsze te, które szukają. Na Skorupki dzień w dzień wynędzniała kobieta prymitywnymi narzędziami odwala ruiny domu. W Ogrodzie Krasińskich blondyna ze śladami piękności, dosyć starannie ubrana, mówi z pogodnym uśmiechem, że już zebrała wszystkie części syna, tylko jeszcze nie może znaleźć głowy. Ludzie pierzchają od tego uśmiechu.

Matka Krystyny ma dyżury dla "Parasola", szuka jego poległych wśród zwożonych ciał w Ogrodzie Krasińskich, choć tam przecież nie zwożą poległych z Woli, Krysi tam nie będzie. Leżą rzędami w długich butach, w panterkach. Czy może, że tak leżą rzędami, czy że już rysy ich są bezimienne, wyglądają jak dęby, wspaniali.

(...) rozmowy na ławeczce nad dołem trupów przerywa każda kolejna ciężarówka ze zwłokami. Tych, przy których znaleziono legitymacje, kładzie się w trumnę i wiezie na kwaterę "Parasola" na Powązki. Trumien jest mało, mniej niż zidentyfikowanych żołnierzy, trzeba się bardzo z tym liczyć.

Jana, dziewczyna ze szturmówki "Parasola", pracująca przy selekcji zwożonych trupów najprzód tam na Woli, a teraz tutaj, brnie przez usypisko zbiorowego grobu w lekkich prunelowych bucikach zabranych z resztek spalonego zakładu pogrzebowego.

Zionąc straszliwym fetorem, zbliża się i mówi, że jest ciało małego chłopca, musi mieć nie więcej niż czternaście lat. Na kartce splamionej posoką można jeszcze rozeznać tekst: "Pałacyk Michla..." Piosenka "Parasola".

- Weźmiemy go na naszą kwaterę - mówi matka Krystyny.

Widzi w oczach Jany troskę. Prawda... brak trumien.

Więc chwilę się przemaga i mówi:

- Wiesz, Jana, ja mam trumnę nadetatową."

Koniec.

1 sierpnia znów to wszystko powróci.

Boli mnie, gdy z tragedii robi się odpust, i handluje nią, tak jak handlowali kupcy w świątyni.
 


Dowiedz się więcej na temat: Powstanie Warszawskie

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje