Rządzenie przez pręgierz

To, że podczas reprywatyzacji warszawskich nieruchomości (i nie tylko warszawskich) doszło oszustw, to jasne jak słońce. Czy jednak właściwą odpowiedzią na to jest wywrócenie do góry nogami wszystkich procedur i ustanowienie jakiejś superkomisji o nadzwyczaj szerokich kompetencjach? Wątpię. Ta sprawa pokazuje zresztą PiS-owską metodę rządzenia. No bo zobaczmy tylko...

Wszyscy przytomnie myślący ludzie wiedzieli za poprzednich rządów, że w mediach publicznych ma przewagę nurt liberalno-lewicowy, że ich niezależność od rządzącej większości jest mocno kulawa. Tak było, ale co z tym zrobiło PiS? Nie przywróciło chwalebnej (chociaż szalenie trudnej do realizacji) zasady niezależności, lecz postanowiło wziąć wszystko. Nie ma co udawać, że te media są niezależne - owszem, są zależne od rządu, my wyciągamy z tego wszelkie konsekwencje. Jacek Kurski, jako twarz tych mediów, mówi właściwie wszystko, bo za Kurskim stoi legion menedżerów i dziennikarzy, którzy czytają z ust Prezesa, jak przedstawiać fakty. I tak je przedstawiają.

Reklama

Wszyscy, którzy przed 2015 rokiem nie dali się uwieść PO-wiackiemu dyskursowi państwowotwórczemu wiedzieli, że korpus służby cywilnej niedomaga. Część konkursów była ewidentnie ustawiona, zbyt często stosowano wyjątki pozwalające odstąpić od kryteriów wymaganych od urzędników (stąd taki wysyp osób powoływanych na stanowiska jako p.o. - pełniący obowiązki). Zgoda, to szwankowało. Ale co zrobiło PiS? Rozwaliło sam system, unieważniło zasadę, że urzędnik ma być bezpartyjnym fachowcem. Owszem, może być partyjny - orzekła bez kompleksów partia Jarosława Kaczyńskiego. I tak zrobiła.

Wszyscy, którzy nie kontentowali się w polityce europejskiej "płynięciem w głównym nurcie", wiedzieli, że Polska ma w Unii kłopot, bo nasze interesy nie są identyczne z interesami państw głównego nurtu. Niezbyt możemy sobie pozwolić na wyśrubowane normy ochrony środowiska, nie możemy się zgodzić na silną harmonizację podatkową. Tego nie możemy zrobić jeszcze teraz, a w przyszłości - tak, o ile nasza gospodarka  dalej będzie się rozwijała szybciej niż średnia UE. Czyli trzeba było nawigować ostrożnie mówiąc: zgadzamy się co do zasady, prosimy o dłuższe okresy dostosowawcze.

Co zrobiło PiS? Postawiło Polskę w Unii w roli państwa, które nie dorosło do unijnych standardów. I - jeśli przyjąć tylko kryterium rządów prawa - to, na zimno, z taką oceną trudno dyskutować: w ciągu ostatniego roku Polska uczciwie zapracowała na tę opinię. I teraz: nasi partnerzy mają mniejszą skłonność do pójścia nam na rękę, bo uważają nas za "złego ucznia". Po co nam to było? W imię czego, żeśmy się stawiali? Gdyby chodziło o jakieś wyższe względy, polityka "wstawania z kolan" mogłaby mieć sens. Ale narażać się głównemu nurtowi dlatego, że cię cofa swój kraj do azjatyckich standardów prawnych? Nonsens.

Na pieńku z Unią mamy głównie z powodu Trybunału Konstytucyjnego. Każdy, kto obserwował pracę tej instytucji przed dojściem PiS do władzy, wiedział, że pewne rzeczy były do naprawienia (i nie tylko bezprawny wybór dwóch dodatkowych sędziów). Ale co z tym zrobiło PiS? Sparaliżowało tę instytucję, a rządowa propaganda zajmuje się od miesięcy oczernianiem sędziów TK. Nikt nie jest doskonały (30-lecie TK w Gdańsku oceniam jako niefortunne), ale systematyczne judzenie (m.in. przy pomocy mediów publicznych, jak na ironię nazwanych narodowymi) na sędziów sądu konstytucyjnego, ze szczególnym uwzględnieniem prezesa Rzeplińskiego, to jest coś, co nie ma precedensu w najnowszych dziejach tego kraju. To przypomina organizowanie, w innych zupełnie czasach, seansów zbiorowej nienawiści. Do czego to ma prowadzić?

Teraz mamy pomysł niemal wszechwładnej komisji, która zweryfikuje reprywatyzację warszawską i wymierzy sprawiedliwość. Nie ma jeszcze projektu ustawy, może nie sprawdzą się najgorsze scenariusze. Oby tak się stało. Ale na razie wygląda na to, że będzie to rodzaj ludowego trybunału, z pręgierzem na końcu procedury dla tych, których komisja uzna za złodziei. No dobrze, złodziei należy karać. Ale dlaczego mielibyśmy w tym zastępować wymiar sprawiedliwości?

Jeśli on działa źle (a wiemy, że niekiedy tak jest), trzeba stworzyć instytucjonalne gwarancje, by "sprawiedliwość znaczyła sprawiedliwość". Przecież - przykładowo - ochrona zdrowia też szwankuje. Ale czy komuś przy zdrowych zmysłach przyjdzie do głowy, żeby ustanowić jakiś rządowo-obywatelski nadzór nad decyzjami lekarzy? Naturalnie, lekarze popełniają niekiedy błędy, a te błędy niosą dla poszkodowanych bardzo poważne konsekwencje. Czy z tego z kolei wynika, że jakiś ludowy trybunał miałby orzekać na skróty w przedmiocie tych błędów? Toż to nonsens, nawet jeśli wiemy, że orzekanie przez sądy w tych sprawach szwankuje.

Po prostu: nie tędy droga! Nie jesteśmy na instytucjonalnej pustyni, trzeba wykorzystać instytucje, które mamy, ewentualnie poprawić ich mechanizmy działania.

Platforma Obywatelska miała skłonność do rządzenia przez eventy: a to się zapowie drakońskie kary dla handlarzy dopalaczami, a to się roztoczy wizję chemicznej kastracji dla pedofilów... Ludzie mają poczuć, że rząd się o nich troszczy. W sumie - polityka jako spektakl.

Prawo i Sprawiedliwość też uprawia politykę jako spektakl. Tyle że zamiast zapowiedzi (z zasady przez Platformę niedotrzymywanych), że pogoni się sprawców naszych nieszczęść, proponuje się postawić ich od czasu do czasu pod pręgierz. My zaś, widząc ich pod tym pręgierzem, mamy się od tego poczuć lepiej.

Roman Graczyk

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje