​Wewnętrzne rozgrywki i obrona Konstytucji

Dużo się wydarzyło w ostatnich dniach w polskiej polityce, a to, co najważniejsze dotyczyło zmian ustawodawstwa w zakresie systemu sądowniczego. Siłą rzeczy muszę tu nawiązać do tekstu sprzed tygodnia - proszę mi wybaczyć tę monotematyczność.


Reklama

Napisałem przed tygodniem, że prezydent Andrzej Duda miałby co wetować, gdyby rzeczywiście chciał wypełnić rolę gwaranta Konstytucji i gdyby rzeczywiście chciał wybić się na niezależność w stosunku do Partii-Matki. Dziś potwierdzam tę diagnozę w ogólności, niuansując ją nieco pod wpływem wtorkowej groźby weta wobec ustawy o Sądzie Najwyższym. Co ta, skuteczna zresztą, zagrywka Pana Prezydenta w stosunku do Prawa i Sprawiedliwości zmienia? Moim zdaniem nic nie zmienia, jeśli chodzi o prezydencką powinność stania na straży Konstytucji. Zmienia cokolwiek w zakresie wybijania się na niezależność od Partii-Matki.

Prezydent wymusił na PiS-ie zmianę sposobu wybierania przez Sejm sędziów-członków Krajowej Rady Sądownictwa. Politycznie nie jest to zmiana błaha, można nawet rzec, że ma ona pewne znaczenie ustrojowe, bo skłania rządzących do bardziej koncyliacyjnego stosunku do partii spoza większości parlamentarnej. Tym niemniej takie rozwiązanie dalej pozostaje sprzeczne z Konstytucją, która wymaga, żeby sędziów-członków KRS wybierali sędziowie. Inna zmiana, którą Andrzej Duda wymusił na partii rządzącej, polega na tym, że to on - a nie minister sprawiedliwości - będzie decydował, który z sędziów Sądu Najwyższego może pozostać na urzędzie, on także będzie nadawał Sądowi Najwyższemu regulamin. Te zmiany to jedynie inne ustawienie figur na szachownicy obozu rządzącego, jeśli prezydent i większość parlamentarna wywodzą się z jednej partii. A nawet gdy wywodzą się z różnych partii, nic ona nie zmienia w zakresie podporządkowania Sądu Najwyższego politykom. Łamie więc Konstytucję w punkcie zupełnie dla ustroju liberalnej demokracji kluczowym: łamie zasadę podziału władz. O tyle więc interwencja prezydenta nic nie zmienia w jego dotychczasowym wspólnictwie w demontażu państwa prawa.

Inaczej nieco rzeczy się mają, gdy chodzi o wybijanie się na niezależność od PiS-u. Niektórzy komentatorzy podejrzewają "ustawkę", nie mają jednak na to dowodów. Moim zdaniem, to nie ma znaczenia. W ramach "ustawki" czy nie, ta operacja uświadomiła rządzącej partii, że ustrojowa pozycja Prezydenta PR wedle Konstytucji jest taka, że ma on pewien wpływ na proces rządzenia i jeśli lokator Pałacu Namiestnikowskiego zechce, to może należące doń narzędzia spowalniania i stopowania decyzji rządu wykorzystać. Inaczej mówiąc, PiS już wie - jeśli tego nie widział wcześniej - że pełna współpraca, a nawet spolegliwość Andrzeja Dudy, nie musi być dana raz na zawsze. Ta świadomość może przynieść różne skutki w przyszłości - np. może być tak, że do wyborów w 2020 roku PiS wystawi kandydata jeszcze bardziej uległego. Ale na krótką metę, to niewątpliwie zwiększa podmiotowość Andrzeja Dudy w ramach obozu "dobrej zmiany".

To jednak ciekawi tylko funkcjonariuszy, aparatczyków i - w najlepszym razie - najbardziej przekonanych zwolenników "dobrej zmiany". Całej reszty Polaków to lekkie przegrupowanie sił w obozie władzy nie dotyczy.

Natomiast dotyczy ich dalsze demolowanie państwa prawa, a to posuwa się w najlepsze. Czesław Bielecki, człowiek którego cenię za niezależność poglądów, napisał kilka dni temu: "Minister Ziobro nie psuje dobrego systemu, najwyżej - źle go naprawia" (http://bielecki.salon24.pl/794025,w-kwestii-trzeciej-wladzy). Przytaczam tę opinię, bo dosyć rozpowszechniony jest ten sposób myślenia. Zgodnie z nim, sądy w Polsce działają tak źle, że nie ma czego żałować. Nie zgadzam z tą opinią. Uważam, że nawet kiepski mechanizm można jeszcze bardziej popsuć. Zgadzam się tymi, którzy (jak Bielecki) utyskują na jakość naszego wymiaru sprawiedliwości od 27 lat. Ale tego nie poprawi sama wymiana kadr i to w dodatku dokonywana wedle partyjnego mechanizmu. Więcej: to wtłacza z powrotem wymiar sprawiedliwości w koleiny, które dobrze znamy sprzed 1989 r. A w tych koleinach, sędziowie raz okażą się odporni na naciski polityczne, innym razem odporni nie będą. Jednak - i to jest najważniejsze - system będzie nagradzał tych nieodpornych. Karierowicze będą rządzić polskim wymiarem sprawiedliwości.

Gdybym wierzył choć trochę w to, że Pan Prezydent poczuwa się do powinności obrony Konstytucji, napisałbym na koniec, że teraz (za godzinę Sejm uchwali ustawę o SN, a jutro zapewne cały pakiet ustaw zmieniających system sądowniczy trafi do Kancelarii Prezydenta) wszystko w jego rękach. Nie wierzę w to, bo niczym, jak dotąd, Pan Prezydent nie uprawdopodobnił takich nadziei.

Chętnie uznam, że się myliłem.

Roman Graczyk

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy