Zło czai się wszędzie...

Sporządziłem listę zła, o którym bębniły media w ostatnich tygodniach, te największe, ma się rozumieć, i wygląda ona imponująco.

Więc po kolei. Źli są lekarze, bo chcieli jakichś pieniędzy za to, że dorzucono im tzw. pakiet onkologiczny. Źli są górnicy, bo bezczelnie zastrajkowali, zamiast cieszyć się z tego, co mają. Jeszcze gorsi od nich są związkowcy. O! Im media mainstreamowe (na prawicy mówią - reżimowe) poświęciły wiele miejsca. Z tych wszystkich opisów wynika, że przeciętny działacz związkowy ma 120 kg wagi, nie pracuje, knuje, podburza załogę, no i zarabia przynajmniej 15 tys. zł miesięcznie. Boże, Platformo, tyle lat rządzisz i z tą plagą sobie nie poradziłaś?!

Reklama

Zło to także Sławomir Izdebski, który podpuścił rolników. I oni, supertraktorami, takimi za 200 tys. zł, przyjechali do Warszawy. O co chodzi tym milionerom? "Ja sobie nie życzę, żeby moje miasto było najeżdżane!" - pokrzykiwała pewna znana dziennikarka, ale jej nie posłuchali. Nie uszanowali woli kobiety!

Zły jest Andrzej Duda, kandydat Jarosława Kaczyńskiego na urząd prezydenta. Wprawdzie konwencję miał niezłą - cmokano (ze smutkiem) - ale to kwestia reżyserii, nie martwmy się tym! Bo swe przemówienie... przeczytał z promptera! Ooo! Jaki skandal!

Jest też inne zło - Magdalena Ogórek. Dziewczyna jeszcze ust nie zdążyła otworzyć, a już zalała ją fala wyzwisk i kpin. Dziennikarskich. Najpierw wołano, że to paprotka, że nie ma nic do powiedzenia. Teraz, po konwencji, gdy zarysowała wizję prezydentury i przestawiła sporo sensownych uwag, czytam zarzuty, że atakowała Bronisława Komorowskiego (też mi zarzut...), i że "piszczała". Raziło to Monikę Olejnik, o czym nie omieszkała powiedzieć.

Zło czai się też poza polskimi granicami. Dziś nie ma ono twarzy krzyżaka, Hupki, Czai (starsi czytelnicy wiedzą, o kogo chodzi), dziś ma twarz Władimira Putina. Każdy, kto nie wypowie zaklęcia, że Putin to łobuz, morderca, że nie wolno z nim rozmawiać, zawierać pokoju, tylko trzeba walczyć, podpada pod oskarżenie o zdradę stanu. "Mówi jak Putin!" - to brzmi dziś jak "oto szpieg i zdrajca!".

Taka sytuacja, oczywiście, kasuje jakąkolwiek rozmowę o polityce zagranicznej. Bo o czym rozmawiać, jak wkoło albo agresorzy, albo kapitulanci?

Język mediów w Polsce psuje się od lat, to banał o tym pisać. Ale w ostatnich tygodniach to już nie jest język, to są wojenne komunikaty. I aż się prosi zapytać: cóż takiego się stało? Skąd się bierze to podkręcanie nastrojów, te propagandowe chwyty? Cóż takiego się stało, że w życiu medialnym, w debacie publicznej Polska cofa się - przy zachowaniu wszystkich proporcji - do lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku?

Jest pewnie wiele tropów, które pomogłyby odpowiedzieć na te pytania. Ale proponowałbym skupić się na tym najbardziej oczywistym - jest wojna, polityczna. Jesteśmy w roku wyborczym, w czasie kampanii, która zadecyduje, kto tym krajem będzie rządził w następnych latach. Czy wszystko zostanie po staremu, czy też przyjdą nowi ludzie i zacznie się wielka zmiana.

Pierwszym etapem tej walki będą wybory prezydenckie. Jeszcze parę tygodni temu wszystko wydawało się proste - PiS we mgle, lewica rozbita, więc Bronisław Komorowski ma wygraną, i to w pierwszej turze, w kieszeni...

Ale te parę tygodni odmieniły sytuację. Andrzej Duda się pozbierał i zaczął punktować Komorowskiego. SLD wystawił zaś Magdalenę Ogórek, która sformatowała swą kampanię do młodego pokolenia, tego, które może wybierać pomiędzy darmowym stażem albo wyjazdem na zmywak do Londynu. 

Co więcej, okazało się, że Komorowski nie potrafi z tymi celnymi strzałami dać sobie rady. I prezentuje się jako osoba zdezorientowana, zmęczona, w gruncie rzeczy znudzona prezydenturą. Co akurat mnie nie dziwi, bo na pewno była to prezydentura najbardziej bezbarwna w historii III RP. I najbardziej wycofana.

Więc wszystko wskazuje na to, że Komorowski będzie tracił, że nie obroni się przed atakami, i że w maju będziemy mieli dwie tury. Nie dziwmy się więc, że Platforma jest przestraszona. I stąd ta mobilizacja. I stąd te triki.

Jeżeli wojna na Ukrainie pomogła PO, by uratować wybory do Parlamentu Europejskiego, dlaczego nie sięgnąć po tamten wzór? Okrzyk "wróg u bram!" z reguły przynosił wzrost popularności rządzących. Naród wokół nich się jednoczy. A w polskich warunkach - dzięki podgrzewaniu wojennej i antyrosyjskiej atmosfery można zablokować PiS (bo oni już Schetyny i Komorowskiego w "patriotyzmie" nie przebiją) , i wepchnąć do oślej ławki SLD (wiadomo, im zawsze było blisko do Moskwy)... Lemingom znów wytłumaczyło się, kto jest dobry,a kto zły, i na kogo trzeba głosować.

Opisywanie w najgorszych barwach protestujących, a zwłaszcza ich liderów, to też jest metoda. Nie trzeba słuchać, co mają do powiedzenia, nie trzeba na to odpowiadać, wiadomo - taka dyskusja władzy by nie służyła, lepiej więc z buta.

Czy jesteś za górnikami, którzy chcą czternastek, deputatów, i do których trzeba dopłacać? - woła dyżurny propagandysta. I już nie musi tłumaczyć, kto wepchnął kopalnie w kłopoty, jak nimi zarządzano, i za ile...

Magdalenę Ogórek też lepiej ściąć z trawą, bo po co odpowiadać na jej zarzuty. Choć psikusa Platformie sprawił Wałęsa, mówiąc, że "woli głosować na fajną dziewczynę niż brzęczącą głowę jakąś"...

Dudy z kolei ściąć się nie da - więc czekam, jakie też działa przeciwko niemu zostaną wytoczone.

Więc niby kampanii jeszcze nie ma, ale przecież jest. I to pełną parą. Na razie jest "hybrydowa", a rolę "zielonych ludzików" grają dziennikarze. Szczypią, niczym lekka jazda przed bitwą. A potem wejdzie do gry cięższa broń. Ha! Co jak co, ale spokojnie już nie będzie.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje