Niestraszny nam "smoleński" PiS...

Na miejscu speców od propagandy Platformy popadłbym w czarną rozpacz. Na horyzoncie nie widać niczego, co mogłoby zacząć poprawiać stan nastrojów panujących w i wokół rządzącej od 6 lat partii. Wewnętrzne konflikty, rządowy bezruch, stan ducha rodaków - wszystko rokuje tylko dalsze sondażowe spadki. A co najgorsze: PiS, nawet ten mocno "smoleński", przestał jakoś spędzać Polakom sen z oczu.

Kto wie, czy właśnie nie ten ostatni czynnik jest dziś dla PO najbardziej ponurym memento. W chwilach, gdy się Platformie nie wiodło, gdy gospodarka kulała, polityka trwała w marazmie, a pomysły rządu rozwścieczały większość wyborców, tego jednego zaklęcia można było się chwycić: "wróci PiS i urządzi wam wszystkim jesień średniowiecza". Nawet gdy nie skutkowało od razu, to partia Kaczyńskiego znów robiła coś takiego (najczęściej "okołosmoleńskiego"), co pozwalało wykorzystywać ją jako świetny straszak na wyborcę.

Reklama

Trudno z przesadną pewnością wyrokować, że to zaklęcie nigdy już nie będzie skuteczne. To, czego dowodzą jednak ostatnie dni, to fakt, że mimo ostrej "smoleńskiej" bijatyki, mimo blefujących ekspertów, mimo całego chichotu parówkowo-puszkowego, mimo profesorów z Ameryki i ich tez o złamanej wcześniej brzozie, i mimo szarż Antoniego Macierewicza, sondaże ani drgną.

Być może zareagują z opóźnieniem, być może kolejne dyskusje coś zmienią, ale dziś wydaje się, że notowania PiS-u zdołały jakimś niezwykłym sposobem "odkleić się" od osądów "smoleńskich". Bo wyborcy, nawet jeśli PiS-owi w teorie zamachu nie wierzą, nawet jeśli wywody komisji Macierewicza traktują z przymrużeniem oka, to zarazem nie zmieniają swych partyjnych preferencji.

Czy kluczowa w tej zmianie jest rosnąca obojętność i na zamachowe teorie, i w ogóle dociekanie przyczyn tego, co wydarzyło się w Smoleńsku 10 kwietnia 2010 r.? A może wyborcy uznali, że PiS - z natury swego rodowodu - musi mówić o Smoleńsku i podważać oficjalne wersje, ale i tak nigdy nic z tego strasznego nie wyniknie?  A może coraz bardziej wkrada się w nich poczucie, że z tą katastrofą to rzeczywiście było coś nie tak, więc niech PiS przejmie władzę i dotrze wreszcie do prawdy, którą wszystkim od lat obiecuje?

Do tych wszystkich hipotez można dodać jeszcze jedną, być może najbardziej trafną. Że rządy PO tak bardzo znużyły, zniechęciły i rozwścieczyły Polaków, że powoli obojętne jest im, czy zamiast niej będzie rządził PiS mniej czy bardziej "smoleński" - ważne, by rządził ktoś inny niż Platforma. A jeśli tak jest, to ostatnie dni tylko utwierdzą takich wyborców w przekonaniu, że mają rację.

To, co działo się wokół dolnośląskich wyborów - tajemne nagrania, polityczna korupcja, wewnętrzne waśnie, zewnętrzne pranie brudów i gorączkowe zamiatanie tego pod dywan - wystawiło PO i polskiej polityce fatalne świadectwo. Dowiodło, że kumoterstwo, załatwianie synekur w państwowych spółkach i instytucjach, i moszczenie sobie przy tej pomocy wygodnych pozycji politycznych, nie tylko nikogo nie dziwi, ale też nikt nie czuje się w obowiązku, by jakoś się z tego przed wyborcami wytłumaczyć i oczyścić z grzechów.

Jeszcze parę lat temu, w szczycie afery hazardowej, Donald Tusk potrafił roztoczyć przed Polakami wizję tego, jak bardzo wzburzyły go działania podwładnych i jak bardzo "nie ma na nie zgody". Dziś już nawet nie próbuje. Woli uznawać, że nic się nie stało.

Konrad Piasecki

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje