Wojna o zdrowie Głowy. Państwa.

Nie rozumiem, dlaczego kancelaria Lecha Kaczyńskiego tak strasznie broni się przed wydaniem z siebie komunikatu o kondycji głowy państwa. Miast rozpraszać - potęguje plotki i spekulacje. A Palikot ciśnie...

Gdybym pozbierał do kupy wszystkie wyszeptywane mi "w największej tajemnicy" i "absolutnie nie pod nazwiskiem", "bardzo prawdopodobne", a nawet i "pewne - bo z dobrego źródła" informacje na temat chorób prezydenta, to Lech Kaczyński dawno już powinien zostać obowiązkowo analizowanym, zdrowotnym fenomenem dla studentów medycyny, a jego kancelaria zawczasu powinno obstalowywać wiązanki kalii. Były w tym i nowotwory, i "Alzheimery" i "Parkinsony" i choroby serca i depresje - naprawdę zebrałaby się z nich solidna encyklopedia zdrowia. Gdyby choć ułamek tego był prawdą, to fakt, że prezydent wciąż chodzi, mówi, a nawet występuje publicznie, byłby zjawiskiem z pogranicza cudów medycyny i zjawisk nadprzyrodzonych.

Reklama

Doskonale rozumiem to, że pierwsze "alkoholowe" szarże Palikota zbyte zostały przez Pałac Prezydencki pogardliwym milczeniem. Sugerowanie, że głowa państwa ma problemy z trunkami, było stanowczo zagraniem poniżej pasa. Zwłaszcza, że nie przypominam sobie, by politycy Platformy mieli odwagę stawiania podobnych oskarżeń, przed laty, gdy filipiński wirus nazywał się jeszcze "kontuzją goleni prawej". Poseł Platformy szybko też zrozumiał, że stawiając pytania o alkoholizm mocno "przegina", z krucjaty trunkowej przerzucił się więc na zdrowotną i tu wróżę mu niejakie szanse powodzenia.

Prezydent cierpiał niedawno na infekcję ucha, ma przewlekłe zapalenie zatok, pogryziony przez kleszcze zaraził się boreliozą, po zabiegu kolonoskopii wycięto mu tez kilka guzków z jelita grubego, na szczęście okazały się być niezłośliwe. Brzmi dziwnie? W Polsce tak, ale w Stanach Zjednoczonych lekarze Georga Busha co roku publikują takież to właśnie, czasami mocno intymne szczegóły, dotyczące stanu zdrowia prezydenta. I nikomu nie wydaje się to ani godzić w prezydencki majestat, ani narażać największego światowego mocarstwa na śmieszność.

Mogą Amerykanie - mogliby i Polacy. Kilka corocznych zdań bezstronnego lekarskiego komunikatu o stanie zdrowia dwóch - trzech najważniejszych w państwie osób nikomu by nie zaszkodziło, a w kraju, gdzie wciąż za wstydliwe uchodzi przyznawanie się do niektórych, zupełnie niewstydliwych chorób, może przyniosło by trochę normalności i przełamywało dziwne i tlące się wciąż tu i ówdzie tabu. Zwłaszcza, że podejrzewam, iż sugestie Palikota są trafne niczym niegdysiejsze pytania Andrzeja Leppera o Klewki, więc publikacja raportu na temat stanu zdrowia prezydenta rozproszyłaby znaki zapytania i wprowadziła wątpiących i plotkarzy w zakłopotanie.

k.piasecki@rmf.fm

Dowiedz się więcej na temat: Janusz Palikot

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje