Bajki dla naiwnych

Rzecz jest oczywista – PiS wprowadzając ustawy o sądach i planując ustawę o Sądzie Najwyższym chce te instytucje chwycić za gardło. Chce mieć swoich prezesów sądów, swoich sędziów i swoje wyroki. Te opowieści, że w ten sposób walczy z korporacją, nieczułą na los zwykłego obywatela, że reformuje sądy, żeby to zwykli ludzie mieli na nie wpływ, to bajki dla naiwnych.

Opozycja ma więc rację, gdy woła, że właśnie Polska przestaje być demokracją. No, przestaje, bo co to za demokracja, w której władza decyduje, kto może brać udział w wyborach, i czy są one ważne czy nie.

Reklama

A taką za chwilę PiS, przepraszam, Jarosław Kaczyński, mieć będzie władzę.

Jak z niej będzie korzystał? Ma ktoś jakieś wątpliwości?

Wątpiącym przypominam lata 2005-2007, kiedy PiS był po raz pierwszy u władzy. Z komisji badającej sprawę Barbary Blidy wiemy, że w Kancelarii Premiera późną nocą zbierały się ekipy, i dyskutowały kogo posadzić a kogo nie. Nie dlatego, że był winien, ale dlatego, że dzięki temu można "wyjść" na znanego polityka. Wiemy też o innych przypadkach - że prokuratorzy na podstawie pomówień siedzących za kratkami bandytów (na przykład typa, który zgwałcił a potem zamordował 10-letnią dziewczynkę) oskarżali niewinnych ludzi. Przed aresztem, a potem, być może wyrokiem, ratował ich niezawisły sąd.   

Teraz tego sądu nie będzie.

To znaczy będzie, ale trochę inny.

Jak ktoś chce takiej sprawiedliwości, to będzie miał.

Ech, już słyszę te opinie, że za Platformy też sądy były na telefon (a konkretnie, jeden sędzia), że obywatel był przez trzecią władzę traktowany z buta, jak chłop pańszczyźniany na dworze dziedzica. Więc tym sędziom się należy... Ktoś z tą nienaruszalną kastą powinien zrobić porządek. 

No tak... To może odpowiem w ten sposób:

Księża katoliccy, o, o nich to się mówi... Ilu z nich przyłapano na molestowaniu chłopców? A ilu ma dzieci? A jak zachowują się wobec parafian! Tylko kasa i kasa!

A lekarze? Ci z najwyższej półki? Oni wymyślili z kolei, żeby nazywać ich bogami. Bo decydują, kto żyje, a kto do piachu. A ile biorą! A te ich kontakty z firmami farmaceutycznymi...

A policjanci? Nie ma miesiąca, żebym nie czytał o jakiejś korupcji w policji... A taksówkarze - ten głos ludu? Iluż z nich jeździ na przekręconych licznikach? A dziennikarze? Chodzący na pasku polityków, lobbystów...  A politycy? To dopiero towarzystwo! Na samym dnie społecznego zaufania, sprzedajni, zepsuci, zdemoralizowani...

I tak możemy sobie wymieniać zawód po zawodzie, profesja po profesji, i wszędzie wynajdywać czarne owce... I na każdą grupę znaleźć kij. Ale czy z tego powodu ktoś poważny będzie chciał wymieniać duchownych, weryfikować lekarzy, robić czystkę w policji, likwidować media?

Warto więc, byśmy potrafili odróżniać zamiary polityków od bełkotu, którym chcą nas zamulać. Szczuć nas na swoich aktualnych wrogów.

Podobnie nie wierzę w zapewnienia, że to czas walki o wolną Polskę i walki z układem. Bo widzę, jak PiS postępuje. Nie likwiduje patologii państwa PO. Zamiast ograniczać szarogęszenie się polityków w spółkach skarbu państwa - sam ich wprowadza. Zamiast oszczędzania - mamy czas dojenia państwowych firm. PiS szarga Hannę Gronkiewicz-Waltz za reprywatyzację warszawską, ale jej nie zahamował, ona wciąż trwa, nie ma ustawy, która położyłaby temu kres. I tak można wyliczać... Jak ktoś mówi o odrywaniu PO od koryta, to mogę tylko odpowiedzieć tak jak Korwin-Mikke, że jedne świnie zastąpiły drugie...

Zaproponujmy powszechne, jawne oświadczenia majątkowe - zobaczycie, jak PiS będzie protestował.  

A teraz porozmawiajmy o sprawie ważniejszej - dokąd to nas wszystko prowadzi? Do tej pory uważałem, że PiS przekręci wajchę w kierunku uspokajania sytuacji, dogadywania się z różnymi grupami. Po pierwsze, łatwiej jest rządzić gdy jest spokój, gdy można się dogadywać, niż w atmosferze ciągłej wojny. Po drugie, PiS, gdy tylko stawiał na spokój i umiarkowanie, natychmiast w sondażach zyskiwał. Po trzecie, spokojne rządzenie rozbijało opozycję, odbierało jej amunicję. Poza tym, dawało nadzieję na szybkie dogadanie się z Europą. Racjonalne argumenty przemawiały więc za takim zwrotem. Ale nic z tego! Wojna o sądy spokój wyklucza. Trwale dzieli Polskę, tak jak w stanie wojennym.

I tak się skończy. Im mocniej PiS dociśnie śruby, zlikwiduje demokrację, czy też - uczyni z niej parawan, tym mocniejszy będzie rewanż. Bo gdy władzy nie można zmienić w wyborach, decyduje ulica. I jej nastroje.

PiS nie będzie rządził do końca świata. Komunistyczna Partia Chin to nie jest, i Polska to nie Chiny. Przy tych kadrach wpadki ma jak w banku, a na końcu niechęć wyborców - gwarantowaną. Może więc sobie kontrolować opozycję, skłócać ją, likwidować wrogie media, budować pomniki Lecha Kaczyńskiego w każdym mieście, to wszystko przeminie. I przyjdą ludzie, którzy pomniki zburzą, wyniosą Lecha Kaczyńskiego z Wawelu, a Dudę postawią przed sądem.

Nie sądzę, by byli to platformersi... Takie zagrywki, jak z sądami, wypychają ku górze radykałów, osoby twarde i nieprzejednane. I z prawicy, i z lewicy.  

Taką opozycję hoduje sobie PiS, i takich następców. 

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje