No to trach!

Janusz Palikot nie jest już czerwony, jest pomarańczowo-niebieski. Takie barwy przybrała jego partia. Stara partia, z nową nazwą. I - co ważniejsze - z nowymi programowymi priorytetami.

Oczywiście, w Polsce partyjnym programem nie należy się przejmować, ale na pewne wskazania warto zwrócić uwagę. Więc nowi liderzy - Palikot, Siwiec, Hartman - wyraźnie dali do zrozumienia, że antyklerykalizm i marihuana to są rzeczy mniej ważne, że teraz sprawy gospodarki wybijają się na plan pierwszy. A co to znaczy w praktyce?

Reklama

Jakimi oczami na "sprawy gospodarki" oni patrzą? Ano oczami bynajmniej nie lewicy, lecz twardych liberałów. Hartman zdążył już powiedzieć, że podoba mu się pomysł płacenia za studia, a także płacenia za wizyty u lekarza. Gdyż odstraszyłoby to starsze panie, które zajmują miejsca w kolejkach, bo przychodzą do lekarza dla zabicia czasu.

Ha! Gdy słyszę różnych mądrali, którzy tak chcą regulować sprawy służby zdrowia i tak mówią o spracowanych i schorowanych emerytkach, to mam ochotę takiego gościa pstryknąć w ucho, ale powstrzymuje mnie od tego wrodzona łagodność  i nabyta tolerancja.

Palikot mówił co prawda o jakimś planie pięcioletnim, ale w miarę konkretnie to zapowiadał walkę o likwidację KRUS-u, o podatek liniowy i o ułatwienia dla przedsiębiorców. Bo niszczą ich urzędnicy.

Tak oto palikociarnia z organizacji barwnej, trochę beztroskiej, młodzieżowej, przekształciła się  w zwykłych liberałów, wręcz prawicę laicką, co zresztą zapowiedział Jan Hartman wołając, że teraz będą prawdziwą platformą.

Czy mnie do dziwi? Ten zwrot i ten nowy rebranding? Otóż, wcale mnie to nie dziwi.

Po pierwsze, Ruch Palikota to była porażka, ten projekt został zmarnowany, ośmieszony, przyszłości nie miał już żadnej. Trzeba było z tego uciekać. Po drugie, Palikot w swej długiej wędrówce był już prawie wszystkim. Zaczynał na niwie publicznej jako katolicki przedsiębiorca, potem był wydawcą tygodnika twardych katolików "Ozon". Na początku kojarzony więc był z prawicowym skrzydłem Platformy.

Składał sejmową przysięgę wołając "tak mi dopomóż Bóg"  i głosował za zaostrzeniem kar za posiadanie narkotyków. Potem zajął się sprawami przedsiębiorców. Wybił się jako prześmiewca Lecha Kaczyńskiego. A potem doszedł do wniosku, że jest antyklerykałem i lewicowcem. Ba! Były chwile, że zaczynał grać rolę nostalgicznego SLD-owca, gdy odwiedzał generała Jaruzelskiego w szpitalu.

Co kilkanaście miesięcy nowy wiraż. A teraz to polityczne ADHD pokazuje nową twarz. Czy prawdziwą?

Jeden z jego bliskich współpracowników powiedział mi kiedyś przy herbacie: " W jednym mam do Janusza pełne zaufanie - on nie ma żadnych poglądów". Osobiście, tak zdecydowany bym nie był. Palikot jakieś poglądy ma, choć raczej koncentrują się one na tym, żeby na pierwszy plan wysuwać jego osobę. On chce być w świetle jupiterów, chce się przebijać, więc zawzięcie szedł do przodu, najpierw jako katolik, potem jako człowiek do zadań specjalnych w PO, a w końcu jako antyklerykał.

Tak samo szedł w biznesie - jeden produkt mu nie chwytał, to przerzucał się na inny. Powiem więcej, odnoszę wrażenie, że wreszcie trafił tam gdzie czuje się najlepiej. Tam, gdzie nie musi udawać, tak jak to czynił wcześniej, kiedy grał kolejno, przedsiębiorcę-katolika w imię ojca i syna, aparatczyka PO, wyzwolonego libertyna czy wrażliwego na krzywdę socjalistę. Męczył się z tym, widać było, że to sztuczne, ale grał. Całował po rękach Annę Grodzką, obejmował ją w tańcu, pilnował się przy Nowickiej, by mówić ministerka czy marszałkini, pilnował się przy związkach zawodowych.  

No to teraz już nie musi. Może mówić, że staruszki powinny płacić, gdy idą do lekarza, że podatek powinien być jak najniższy, no i liniowy, a związki zawodowe mogą działać, ale poza zakładem pracy. Może wreszcie mówić to co jest mu, biznesmenowi z Biłgoraja, najbliższe.

Myślę zresztą, że ta przyjemność mówienia wreszcie co się naprawdę myśli, bez obaw, że obrazi się Wanda Nowicka, albo Biedroń, to dla Palikota przyjemne z pożytecznym.

Sondaże, które zamawia i śledzi, te różne fokusy, dawno mu powiedziały, że przegrał bitwę z SLD o elektorat postkomunistyczny. Tu się już nie pożywi, Miller go pogonił. Wie też, że im jest go więcej w mediach, tym mniej ma w słupkach poparcia. Że nie przyciąga, a odpycha.  No to pewnie kalkuluje, że w miarę jak Platforma będzie spadać, będą na rynku pojawiać się jej wyborcy, rozczarowani Tuskiem, szukający nowego sztandaru.

I proszę - Palikot, już odnowiony, podobno poważny (ha, ha), będzie stał na rozstajach dróg. I będzie wołał - do mnie, drogie lemingi, do mnie! Ja jestem ta prawdziwa Platforma! Ja jestem wasza nowa nadzieja!

Liczy na to, że Platforma to będzie rychło trup, i on się na tym trupie pożywi.

Smacznego.

Dowiedz się więcej na temat: Robert Walenciak | felieton

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje