PiS i PO - tak podobne, tak różne

Przy okazji konwencji PO i próbach jej przygłuszenia czynionych przez PiS, pojawiło się po raz kolejny pytanie, co te partie różni? Co osobliwe, na to proste pytanie padają odpowiedzi najrozmaitsze, od takich, że różni je wszystko, po takie, że nie różni je nic.

Jakaś logika w tym jest. Ci, którzy twierdzą, że Kaczyńskiego od Tuska różni wszystko, wskazują na stosunek obu partii do państwa, do demokracji, do politycznych przeciwników i aliantów. I faktycznie: jeżeli pamiętamy atmosferę czasów Kaczyńskiego, te szpiegowania, oskarżania, szczucia, awantury, że sędziowie nie chcą słuchać się jedynie słusznej linii (to był tzw. imposybilizm), to widzimy różnicę.

Reklama

Tusk nie mówi nikomu, kto jest dobrym Polakiem, a kto złym, kim powinny zająć się służby specjalne, nie wywala krzycząc "zdrada!". Przeciwnie, chętnie przygarnia, i tych z lewicy, i tych z prawicy, w Tuskowej drużynie każdy swoją miseczkę ryżu dostanie (o ile zna miejsce w szeregu).

A czym kierują się ci, którzy twierdzą, że Platformy od PiS-u nie różni niemal nic? Ich argumenty również trudno zbyć wzruszeniem ramion. IPN-u i CBA nie byłoby, gdyby nie współdziałanie obu partii.

PiS, jeśli chodzi o sprawy bytowe, prowadził politykę nie różniąca się w jakiś szczególny sposób od platformerskiej. U Kaczyńskiego ministrem finansów była wypchnięta z PO Zyta Gilowska. Ten duet obniżył podatki najbogatszym i zniósł podatek od spadku. Zresztą, jest cała plejada ważnych polityków, którzy byli i w jednej partii, i w drugiej, nie wyrzekając się czegokolwiek, a już na pewno swoich przekonań. Transfer pani Kluzik-Rostkowskiej, bądź co bądź szefowej niedawnej kampanii wyborczej Jarosława Kaczyńskiego, jest tego przykładem.

Więc jak jest z tą Platformą i z tym PiS-em? Różni ich wszystko czy też nie różni ich nic?

A co na to sami zainteresowani? Jak oni to widzą? Jak określają się wzajemnie? Ano tak: PiS mówi, że Tusk prowadzi politykę Gierka. Zadłuża kraj i za chwilę te dobre dni skończą się upadkiem. Platforma, nie pozostaje dłużna, i woła, że Kaczyński to Gomułka.

Ja wiem, że to wszystko retoryczne chwyty, mające obrzydzić przeciwnika, ale tym razem przyznałbym obu stronom rację.

I Gomułka i Gierek byli komunistami, widzieli Polskę w związku z ZSRR, budującą socjalizm. Z tego punktu widzenia niewiele ich różniło. Byli różnymi liderami tej samej PZPR. Ale z drugiej strony różnice między nimi były zasadnicze. Wręcz cywilizacyjne.

Gomułka był jedynowładcą. Biuro Polityczne za jego czasów obradowało godzinami. A on nad wszystkim apodyktycznie dominował. Nie było szans, by ktokolwiek z grona współpracowników mógł mieć inny pogląd niż wszechwiedzący I sekretarz. Gomułka godzinami czytał raporty i opracowania, które mu przesyłano, analizował je, uczył się na pamięć liczb, sam próbował rozgryzać najtrudniejsze tematy.

Gierek prowadził posiedzenia Biura Politycznego krótko. Po 16.00 jechał do Klarysewa, tam odpoczywał, spacerując albo oglądając filmy, które podsyłał mu szef Radiokomitetu Maciej Szczepański. Strachu nie wzbudzał. Lubił dzielić się odpowiedzialnością.

Według Gomułki, ludzie mieli wychodzić na ulice w sprawach poważnych. Gomułka osobiście nadzorował przygotowania do obchodów rocznicy 1000-lecia państwa polskiego. To była jego polityka historyczna - że oto po latach wojen, wzlotów i upadków, żeglowania po niepewnych wodach, kończy się etap burzliwych losów Polski. Że teraz, w "bratnim sojuszu" ze Związkiem Radzieckim Polska odzyskała bezpieczeństwo i najlepsze z możliwych granic. Na zawsze.

Parady wojów i patriotyczne wzmożenie to był Gomułka. Gierek preferował z kolei inne formy aktywności: wczasy pracownicze, wolne soboty, festiwale, festyny. Pochód 1-majowy to już nie był patriotyczny obowiązek tylko wspólna zabawa.

Gomułka był skąpy, miał obsesję na punkcie równości i dyscypliny. To on osobiście domagał się kary śmierci w aferze mięsnej, to jego drażniła "bananowa młodzież" i niepokorni pisarze.

Gierka ludzie, którzy się dorabiali, nie drażnili. Przeciwnie: mały fiat, M-3 plus kolorowy telewizor - to były potrzeby, które rozumiał. I liczył, że dając je, przekona ludzi do socjalizmu.

Cechy obu sekretarzy widać było w sprawach międzynarodowych. Gomułka był pełen podejrzliwości. Niemieccy rewizjoniści, ziomkostwa śląskie - to była jego obsesja. Podobnie jak i możliwość dogadania się - ponad głowami Polski - RFN i ZSRR.

Zresztą to polski wywiad nagrał wypowiedzi zięcia Chruszczowa, Adżubeja, wówczas redaktora naczelnego "Izwiestii", podczas pobytu w Niemczech, w których to nie wykluczał porozumienia ZSRR - Niemcy i rosyjskiej zgody na zjednoczenie Niemiec.

Jednym z elementów takiej układanki byłoby otwarcie kwestii polskiej granicy zachodniej... Nie ma więc co się dziwić, że taśma z nagraniami Adżubeja trafiła, via Warszawa, do Moskwy, jako koronny dowód na nielojalność "starszego brata". I tam posłużyła jako kolejny argument do obalenia Chruszczowa.

Gierek nie bał się osi Moskwa - Bonn. Przyjaźnił się z Helmutem Schmidtem, polował w Bieszczadach z Valerym Giscardem d'Estaing, Breżniewa obłaskawiał pochlebstwami i orderami. I tak dalej.

Piszę to wszystko nie po to, by głosić, że Kaczyński to Gomułka, a Tusk to Gierek, bo rzecz jest bardziej poważna. Dotyczy ona stylu uprawiania polityki, pojmowania, czym ona jest.

Obaj poruszali inne struny ludzkiej świadomości. W takim społeczeństwie jak Polska, społeczeństwie chłopskim, idea równości jest wyssana z mlekiem matki. I przaśny egalitaryzm na pewno ma więcej zwolenników niż zgoda na różnice w dochodach ( i stylu życia). Podobnie jak i niechęć do salonów, elit i jak tam się te grupy nazywają, z którymi twarda ręka państwa robi porządek (och, jak to się podoba!).

Strach przed potężnymi sąsiadami ze Wschodu i Zachodu - to też istnieje. Podobnie jak i zapotrzebowanie na nieomylnego przywódcę.

Ale miękkość też jest w cenie. Gierek zbudował swą popularność otwierając kraj na świat, otwierając szanse awansu, dorobienia się. Te archiwalne obrazki, pokazujące tysiące ludzi cieszących się z nowej drogi czy nowej fabryki, nie są zaaranżowane. Polacy cenią tych, którzy budują, potrafią zmieniać, dobrych gospodarzy - przekonaliśmy się o tym w wyborach samorządowych.

Obie partie, PiS i PO, mogą więc być podobne, bo i wspólny korzeń, i prawicowe poglądy, a z drugiej strony - tak inne. Ale to bardziej sprawa psychologii, odruchów - powiedziałbym - pierwotnych niż przekonań.

Walka postu z karnawałem? Po części tak. W każdym z nas tkwi przecież i radość, i powaga, i w zależności od sytuacji raz wygrywa jedno, a raz drugie. A które wygrywa teraz - to widzimy sami.

Dowiedz się więcej na temat: Nie

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje