PiS tylko wzmocnił pozycję Tuska

Jarosław Kaczyński jest chory na Tuska i ma na jego punkcie obsesję. Taka choroba u polityka to rzecz żałosna. Gdyż odbiera jasność widzenia. Patrzę na antytuskową kampanię prezesa PiS, na jej zajadłość, i zastanawiam się - gdzie tu logika i rozum? Przecież atakując go w ten sposób, tylko wzmocnił jego pozycję. I w Unii, i w Polsce.

Zacznijmy od Unii.

Reklama

Stawiam tezę, że gdyby PiS w sprawie Tuska zachował się powściągliwie, to różnie mogłoby być, i raczej po myśli Kaczyńskiego. Były premier ma w Unii średnie notowania, mocno krytykowano go po pierwszym roku kierowania Radą Europejską, potem było co prawda lepiej, ale nie wykluczam, że kraje romańskie - Francja, Włochy, Hiszpania, skonstruowałyby poparcie dla innego kandydata. Miały na to ochotę.

Jednakże atak na Tuska, który wyszedł z Warszawy, wszystko zmienił.

"Każdy... drapie się z niedowierzaniem w głowę. To po prostu pokazuje, że Polska i jej lider Kaczyński są całkowicie oderwani od polityki europejskiej - stwierdził najwyższy rangą urzędnik UE" - to cytat z Deutsche Welle, pokazujący zaskoczenie, z jakim Europa przyjęła antytuskową akcję. A tym urzędnikiem, "najwyższym rangą w UE", może być tylko Jean-Claude Juncker, mający umiejętność przedstawienia w paru słowach atmosfery dominującej w Brukseli.

Atmosferę oddają jeszcze dwa cytaty. Pierwszy to wypowiedź Manfreda Webera, szefa frakcji Europejskiej Partii Ludowej (czyli tej największej w Europarlamencie, do której należą m.in. CDU Angeli Merkel, PO, PSL i partia Viktora Orbana): "Tusk cieszy się jednomyślnym poparciem całej rodziny Europejskiej Partii Ludowej. (...) Kontrpropozycja polskiego rządu podkreśli jedynie, że otrzyma poparcie prawie wszystkich pozostałych rządów. Nie ma żadnej znaczącej alternatywy dla Donalda Tuska".

Drugi cytat pochodzi ze szwajcarskiego dziennika "24 Heures", znakomicie  rozeznanego w opiniach dyplomatów francuskich. W "24 Heures" czytamy: "Nie może być tak, żeby Tusk stał się ofiarą (rządu) swego własnego kraju, który chce go odrzucić. To byłoby niezgodne z zasadami - stwierdziły źródła francuskie". I jeszcze jedno zdanie: "Tusk ma bardzo silną pozycję - oświadczył Agence France Press europejski dyplomata".

Tenże dyplomata mówi również, że Tusk, jako przewodniczący Rady Europejskiej, nie potrzebuje mieć nominacji polskiego rządu, by starać się o drugą kadencję. Wystarczy, że sam wyrazi taką wolę. Co też się stało. Żeby być wybranym wystarczy mu kwalifikowana większość, czyli poparcie 55 proc. państw, mających 65 proc. ludności.

Więc te wszystkie deklaracje Witolda Waszczykowskiego, że kogoś zgłasza albo nie zgłasza, świadczą tylko o braku orientacji. I są przeciwskuteczne. Bo sytuacja wygląda tak, że obsesyjną próbą zaszkodzenia Tuskowi Kaczyński zniesmaczył niemal całą Europę. I zjednoczył ją, w niechęci do siebie.

A miarą tej niechęci niech będą dwa wydarzenia. Pierwsze - to nadzwyczajny szczyt Grupy Wyszehradzkiej w Warszawie. Podczas spotkania Beata Szydło lobbowała mocno, by Grupa wydała komunikat, że jest przeciw kandydaturze Tuska. Tak się nie stało. Zaproszeni do Warszawy premierzy wybrali Tuska a nie Kaczyńskiego.

Drugim, znacznie ważniejszym wydarzeniem, będzie dzisiejsze spotkanie w Wersalu szefów czterech największych państw Unii - Francji, Niemiec, Hiszpanii i Włoch. Zwołane zostało ono w celu przedyskutowania przyszłości Unii, zapadnie tam też decyzja kogo te państwa poprą na stanowisko przewodniczącego Rady Europejskiej podczas głosowania w czwartek, 9 marca. Jeżeli poprą Tuska, a wszystko na to wskazuje, to sprawa będzie załatwiona. Innymi słowy, histeria PiS-u, kolacje w Brukseli organizowane przez Waszczykowskiego, dziwna kandydatura Jacka Saryusza-Wolskiego, to wszystko nie ma znaczenia, bo decyzja zapadnie dziś w Wersalu.

Na marginesie - spotkanie jest z inicjatywy prezydenta Francji Francoisa Hollande'a. Tego samego, który odwołał wizytę w Warszawie i zamknął ideę spotkań Trójkąta Weimarskiego. Nie miejmy złudzeń - brak zaproszenia dla Polski nie jest przypadkowy. Przecież w obliczu tematu - "przyszłość Unii" - obecność największego kraju z grupy nowych członków powinna być naturalna. I byłaby, gdyby nie szaleństwa PiS-u. Oto rewanż Francji, za zgodą Niemiec.

Wychodzi więc na to, że największe państwa Unii przeprowadzą takie zmiany w UE, jakie sobie ustalą, i wybiorą takiego przewodniczącego Rady Europejskiej, jakiego będą mieli ochotę. Dla tych ze wschodu z prztyczkiem w nos. 

Tak wyglądają efekty polityki zagranicznej, gdy biorą się za nią dyletanci - a Kaczyński w sprawach europejskich jest dyletantem - i ludzie bez kręgosłupa, czyli Waszczykowski. Bo owszem, w polityce wewnętrznej te okrzyki: "Tusk-Niemiec", "wstajemy z kolan", "nie damy się Europie", mogą podobać się różnym Januszom, ale w Paryżu czy Berlinie nic nie znaczą, budzą ironiczne uśmieszki.

A teraz jeszcze parę zdań o Polsce, bo przecież na politykę wewnętrzną ta eskapada przeciwko Tuskowi jest nastawiona. Na jednoczenie ludu PiS-owskiego przeciwko wrogowi.

No dobrze, ale poza tym ludem też jest życie. A tu, jestem przekonany, szaleństwem Kaczyńskiego najbardziej zmartwieni są Grzegorz Schetyna i Ryszard Petru. Do tej pory to oni wymieniani byli jako liderzy opozycji (wiem, to śmieszne, ale prawdziwe...), ale teraz kotłuje się wokół Tuska, to on wykreowany został na głównego rywala prezesa PiS.

Kaczyński kontra Tusk. Tak wygląda znów polska scena polityczna, ciągle tak samo od 12 lat. Ubolewam nad tym. To jest słabe, to nie przynosi krajowi wartości dodanej. Ale tak jest.

To dołujące, że emocje dwóch już przecież starszych panów, te ich kogucie zmagania, to główny leitmotiv polskiej polityki, i że oni nas wszystkich w to wciągnęli.  

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje