Polska Ludowa pięknieje na tle Polski Tuska

Nie lubię rocznic, bo w mediach z ich okazji publikowane są najbardziej sztampowe i banalne produkcyjniaki. Wypracowania na temat tego, co Kowalski o danej sprawie ma myśleć. Forma ich jest różna - może to być cała feeria artykułów, reklamówek i eventów, jakiej doświadczyliśmy z okazji "25-lecia wolności". Może też być jakiś prześmiewczy felietonik...

Tak zresztą pewnie będzie na rocznicę 22 lipca - okrągłą, siedemdziesiątą. Że niegodna, że Manifest Lipcowy był drukowany w Moskwie, że to święto państwa gorszego, niedemokratycznego, zależnego i tak dalej. Tak jest od lat, więc będzie i teraz.

Reklama

Nie chcę zamieniać się w adwokata Polski Ludowej, ani tym bardziej w jej oskarżyciela. Nie o to tu chodzi - wiadomo, że gdyby było to państwo mlekiem i miodem płynące, to trwałoby do dziś, żadna siła by go nie obaliła, a zwłaszcza sami jego zarządcy. A tak się stało - Okrągły Stół zaproponował generał Kiszczak, a wyniki kolejnych uzgodnień aprobował generał Jaruzelski. I opozycja, i władza chciały innego państwa, lepszego, bardziej efektywnego i bardziej sprawiedliwego.

No i teraz zastanówmy się - czy tak się stało? Czy III RP, w której przyszło nam żyć, jest państwem, które dobrze wykorzystuje swój czas w historii?

Ha! Dla codziennego czytacza gazet i oglądacza programów informacyjnych takie pytania to prowokacja. Z głównych mediów niemal bez przerwy płyną opowieści, że żyjemy w najlepszym okresie w tysiącletniej historii Polski, że szczęście mamy przeogromne. Z tych samych mediów możemy się dowiedzieć, jakim nieszczęściem była Polska Ludowa, jakie to było więzienie.

I co?

Pół roku temu, w sondażu zrealizowanym przez CBOS, ponad dwie piąte Polaków (44 proc.) stwierdziło, że pozytywnie ocenia okres PRL-u. A zaledwie 2 proc. więcej (46 proc.) określiło, że ma do niego stosunek negatywny. W innym sondażu, sprzed paru tygodni, 47 proc. Polaków uznało, że generał Jaruzelski dobrze służył Polsce, przeciwnego zdania był co trzeci ankietowany.

Cóż się więc okazuje? Propaganda swoje, a Polacy swoje. I Polska Ludowa prezentuje się w oczach naszych rodaków całkiem przyzwoicie. Dlaczego?

Myślę, że składają się na to dwa elementy. Po pierwsze, tamten projekt miał w sobie kilka elementów, które Polacy bardzo sobie cenią. Można je wyliczyć- to był cały tzw. socjal, do dziś wspominany z sentymentem. Prawa człowieka nie zawsze były w PRL przestrzegane, ale Kodeks pracy jak najbardziej.  Więc każdy miał pewność zatrudnienia, bezpieczeństwo socjalne, darmową opiekę zdrowotną, przedszkola dla dzieci, zakładowe stołówki i wczasy pracownicze. I mieszkania zakładowe. To było wartościowe, nie ma co tego ośmieszać.

Posłuchajmy zresztą wspomnień z tamtych lat. W głowie utkwiła mi taka dość charakterystyczna opinia: "Było biednie, ale żyło się łatwiej, ludzie byli bardziej życzliwi, pomagali sobie, wiedziało się, kto jest kto".

Drugi element dotyczy czasów obecnych, porównania z tym, co mamy. A III RP nie błyszczy taką urodą, jak przedstawiają to gazety.

W tegorocznym sondażu CBOS już odpowiedź na pierwsze pytanie - czy prywatna gospodarka rynkowa jest najlepsza dla naszego kraju? - może zaskakiwać. O tym, że wolny rynek jest najlepszy, jest przekonanych 50 proc. Polaków, ale aż 37 proc. nie zgadza się z tą opinią! A dalej jest jeszcze mniej dla III RP ciekawie.

Otóż z funkcjonowania tej gospodarki w dzisiejszej Polsce zadowolonych jest 37 proc. Polaków, a niezadowolonych - 52 proc. To niezadowolenie koreluje z inną opinią - oceniając efekt zmian po roku 1989, ledwie 12 proc. ankietowanych twierdzi, że "wszyscy ludzie są coraz zamożniejsi", a aż 79 proc. uważa,  że "przeciętni ludzie są coraz biedniejsi, a bogaci się nieliczna grupa bogatych".

Dodam do tego jeszcze jedno badanie, sprzed roku. Otóż na pytanie, czy zmiany po roku 1989 przyniosły ludziom więcej korzyści czy strat? - na korzyści wskazało 37 proc. pytanych, a na straty - 28 proc.

Innymi słowy: III Rzeczpospolita coraz bardziej Polaków rozczarowuje, zwłaszcza sposób, w jaki funkcjonuje. Że jest podzielona na tych, którym wolno więcej, i resztę, która może niewiele.

Dziś Polska Tuska jest państwem oligarchii - partyjnej i przede wszystkim biznesowej, układów i układzików. Lody są kręcone. Kto jest z zewnątrz układów - ten zderzy się ze ścianą. Kto jest swój - przeniknie przez tę ścianę do odpowiedniego gabinetu. Taśmy kelnerów uchyliły kurtyny, mogliśmy usłyszeć, jak to "lepsza" Polska żyje, żywi się, i jak myśli.

Na tym tle Polska Ludowa pięknieje. Pięknieje czas awansu społecznego, kiedy ludzie z wiosek mogli się kształcić i iść do góry, pięknieją słowa, że fabryki są nasze, a nie "tłustego misia", pięknieje wspomnienie, że za symboliczną opłatą można było wysłać dziecko na kolonie.

Taka jest tendencja. I nie zmienią jej kolejne artykuły o Bierucie, o UB, bo to inna Polska. Tak samo jak nie zmienią kolejne filmiki z Paulem McCartneyem. Ludzie swoje wiedzą - i, tak jak w czasach PRL "ustrój im się nie podobał", tak samo "ustrój" dzisiejszej Polski podoba im się coraz mniej. Bleblanie pań i panów z telewizora nic tu nie zmieni.

I dopóki tu nie zajdzie zmiana, dopóty Polska Ludowa będzie pięknieć. Choćby po to, żeby temu napasionemu i zblazowanemu towarzystwu od Sowy pokazać wała.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje