Reparacje jako polityczny wehikuł

Coś nam PiS przycichł w sprawie reparacji za II wojnę światową...

MSZ, ustami ministra Waszczykowskiego, ogłosił, że musi to być decyzja polityczna, bo na razie nic nowego się nie zdarzyło. Rząd też nabrał wody w usta. "W tym momencie nie ma żadnego stanowiska rządu w tej sprawie. Jeżeli takie stanowisko będzie, natychmiast państwa poinformujemy. I tyle mogę w tym temacie powiedzieć" - to słowa rzecznika Rafała Bochenka.

Reklama

Na wstrzymanie wzięło również Biuro Analiz Sejmowych, które miało dostarczyć do 11 sierpnia analizę prawną sprawy reparacji. O taką poprosił na początku lipca poseł Arkadiusz Mularczyk, a Biuro niedawno mu odpowiedziało, że sprawa jest bardzo skomplikowana, wymaga wielu działań, więc to wszystko wymaga czasu. Innymi słowy - odpowiedź będzie później.

O! Na placu boju został więc sam poseł Mularczyk, który opowiada, niczym student zabierający się do napisania pracy semestralnej, że chce zebrać wszystkie informacje na ten temat, i zastanowić się, co dalej. 

No cóż, został wyznaczony, więc się wygina.

Mówił o tym w Polskim Radiu: "Nie jest to sprawa na rok, półtora czy dwa lata, to jest sprawa, która będzie wymagała olbrzymiego wysiłku ze strony państwa. To zebranie wszystkich informacji, ponowna wycena (strat) i podjęcie działań dyplomatycznych, a później prawnych jeżeli to konieczne".

No to wszystko już jest jasne - PiS chce o reparacjach gadać, opowiadać wyborcom, jaki to ważny problem. Ale na poważnie do tego się nie zabiera.

Jeżeli bowiem rząd i MSZ umywają ręce, i całe wielkie przedsięwzięcie złożone zostało na barkach posła Mularczyka, to o czym to świadczy?

O tym, że Jarosław Kaczyński wymyślił sobie kolejny polityczny wehikuł.

To poręczne narzędzie - można wołać "jesteśmy za reparacjami! Chcemy miliardów! To świadczy o naszym patriotyzmie! A ci co nie chcą, to partia niemiecka, to zdrajcy". I robić na ten temat różne programy telewizyjne, kłócić się, napinać i tak dalej.

Te programy ani o centymetr nas do tych niemieckich odszkodowań nie przybliżają, ale zdaje się nie o to w nich chodzi, redaktorom wystarczy, ze nakopią w nich w Platformę.   

To jest ten cel.

Bo gdyby to było na poważnie, to musiałoby wyglądać zupełnie inaczej. Nikt by nie mówił  - poseł Mularczyk to zbada - tylko byłyby gotowe dokumenty, ekspertyzy, przygotowana ścieżka postępowania. I takie materiały obywatelom byłyby przedstawione.

Ta ścieżka postępowania... Trzeba przecież wiedzieć, do jakich instancji powinniśmy sprawę skierować, jak zamierzamy uzyskane reparacje egzekwować, jak to będzie wyglądało w dyplomatycznej rzeczywistości... Na kogo będziemy mogli liczyć, bo jakiś międzynarodowy nacisk na Niemcy pewnie byłby potrzebny... PiS powinien pokazać, jak chce to zrobić.

A tu cisza.

To znaczy, nie do końca cisza, bo Czesi już powiedzieli, że sprawą reparacji nie są zainteresowani. Prezydent Czech Milos Zeman już powiedział w dzienniku "Lidove Noviny", "że należy wziąć pod uwagę, iż ta sprawa (domagania się reparacji) nie jest żadnym tematem w relacjach niemiecko-czeskich". Jednocześnie Zeman wyraził gotowość wysłuchania argumentacji rządu w Warszawie. Trudno ocenić, czy z ciekawości, czy ze złośliwości, bo tych argumentów, jak wiemy, jeszcze nie ma...

To może poparliby nas Francuzi?

Też chyba nie. Prezydent Macron chce wpierw wzmacniać oś Paryż-Berlin. A teraz wybiera się do państw Europy Środkowej - do Austrii, Czech, Słowacji, Rumunii i Bułgarii. Natomiast Polskę i Węgry omija szerokim łukiem.

Więc kto nam może pomóc w batalii o niemieckie reparacje? Węgry? Chyba nie byłby to najlepszy pomysł... I zdaje się, poza Łukaszenką, w tej batalii Kaczyński nie znajdzie w Europie sojusznika...

No dobrze, wyobraźmy sobie, że dokołaczemy się jakichś praw dotyczących reparacji. A wtedy Niemcy powiedzą - nie. I co wtedy? Ruszymy na Berlin swoimi czołgami leopard? A może ogłosimy wobec Niemiec sankcje gospodarcze?

Nie sądzę, byśmy kogokolwiek za Odrą takimi groźbami wystraszyli. Po cóż więc to zadęcie?

W mediach krąży kilka wytłumaczeń tej operacji. Że to przygrywka do jesiennej kampanii odbierania niemieckim firmom polskich mediów.. Że to kolejny etap zohydzania Polakom Unii Europejskiej, po to, żeby za parę lat nas z Unii wyprowadzić. W końcu - że to sposób na mobilizowanie prawicowego elektoratu, na jego scalanie wokół PiS-u...

Nie chcę wnikać w motywy działania Kaczyńskiego. Chcę tylko dopowiedzieć, że takie wrzutki, pozbawione realnych podstaw, niszczą politykę. Czynią z niej przedmiot niepoważny. Znamy to z historii. Zresztą, polska historia, a w zasadzie - polskiego życia towarzyskiego, jest przesiąknięta rozpamiętywaniem wszelakiego rodzaju krzywd, które nasz kraj spotkały. I to przez stulecia - jak 430 tys. dukatów, które pożyczyła Bona królowi hiszpańskiemu i neapolitańskiemu - o których szlachta wspominała jeszcze w XVIII wieku. Zresztą, odwołajmy się do współczesnych.

Jan Duklan Ochocki, szambelan króla Stanisława Augusta, szlachcic z Wołynia, w swoich pamiętnikach tak wspominał sejmiki: "Na sejmikach podpisywano laudum dla posłów — windykowanie sum neapolitańskich przez królową Bonę wywiezionych, nalegania o odkrycie gór olkuskich, prośby o parę beatyfikacji do Rzymu [...]. Na koniec popiła się szlachta, porąbała mocniej jeszcze i niejeden do jejmości swej z pohaftowanym policzkiem powrócił".

Zaś biskup Ignacy Krasicki, życie towarzyskie i polityczne opisywał takimi słowy:

"(...)

Pan Wojciech, co się bardzo niestrawności boi,
Po szynce, cośmy jedli, trochę wina radzi:
Kieliszek jeden, drugi zdrowiu nie zawadzi,
A zwłaszcza kiedy wino wytrawione, czyste:
Przystajem na takowe prawdy oczywiste.
Idą zatem dyskursa tonem statystycznym
O miłości ojczyzny, o dobru publicznym,
O wspaniałych projektach, mężnym animuszu;
Kopiem góry dla srebra i złota w Olkuszu,
Odbieramy Inflanty i państwa multańskie,
Liczemy owe sumy neapolitańskie,
Reformujemy państwo, wojny nowe zwodzim,
Tych bijem wstępnym bojem, z tamtymi się godzim,
A butelka nieznacznie jakoś się wysusza.
Przyszła druga; a gdy nas żarliwość porusza,
Pełni pociech, że wszyscy przeciwnicy legli,
Trzeciej, czwartej i piątej aniśmy postrzegli.
Poszła szósta i siódma, za nimi dziesiąta,

(...)"

Tak to politykowano.

I czym to się skończyło - wiemy. 

Dowiedz się więcej na temat: Robert Walenciak

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy