Skąd te fochy na prawicy?

​Nikt nie opanował lepiej sztuki drażnienia PiS-u, niż Donald Tusk. Szturcha go kijem niczym uliczny łobuziak bulteriera za płotem, zyg, zyg, i psisko szaleje. W czym tkwi przyczyna tej tuskowej skuteczności? Bo taki wredny? Być może, ale przede wszystkim dlatego, że zna Kaczyńskiego znakomicie, i dlatego potrafi trafić w punkt. No i ma cojones w przeciwieństwie do obecnych wodzów PO.

Ostatnim wyczynem Tuska był niedzielny wpis na twitterze: "Alarm! Ostry spór z Ukrainą, izolacja w Unii Europejskiej, odejście od rządów prawa i niezawisłości sądów, atak na sektor pozarządowy i wolne media - strategia PiS czy plan Kremla? Zbyt podobne, by spać spokojnie".

Reklama

Jeden wpis, i mieliśmy od razu tysiące komentarzy, w tym apel PiS do Przewodniczącego Komisji Europejskiej, by Tuska uspokoił, bo ten wtrąca się w wewnętrzne sprawy Polski.

Śmieszne?

Sęk w tym, że słowom "prezydenta Europy" trudno zaprzeczyć. Bo co w nich jest nieprawdziwego? Tak właśnie wygląda polityka PiS-u - mamy awanturę z Ukrainą (pisałem o tym dwa tygodnie temu), jesteśmy na unijnym marginesie, sądy idą pod but władzy, Zbigniew Ziobro taśmowo wymienia prezesów sądów, a o tym, jak PiS rozgrywa media i zamierza je rozgrywać, można już napisać książkę. Więc skąd te fochy na prawicy? Że garbatemu ktoś powiedział, że ma garba?

Prawda jest też taka, że takie działania Warszawy bardzo odpowiadają Moskwie. To cel rosyjskiej polityki zagranicznej - rozbijanie jedności Unii Europejskiej, tak żeby rozmawiać z każdym państwem z osobna. A jak się da - to i powrót do Europy Środkowej. No i izolowanie Ukrainy. Żeby w końcu wróciła. Przepraszam, ale to są rzeczy powszechnie znane, nie ma tu żadnej tajemnicy. Więc o co chodzi?

Może o niedopowiedzianą sugestię, że PiS z Kremlem rączka w rączkę? Że mogą być tam jakieś powiązania?  

Jest to kłopot tej partii, sygnały, że takie powiązania mogą być docierają od różnych osób, nie tylko od Tomasza Piątka, ale znacznie poważniejszych. Ale, póki co, nikt nikogo za rękę nie złapał. A przynajmniej, o tym, my-szaraczkowie nie wiemy...

Jakby więc nie patrzyć, ma Donald Tusk talent, powiedziałbym, że równy Jarosławowi Kaczyńskiemu, paroma zdaniami zachybotać łodzią przeciwnika.

Czego nie da się powiedzieć o jego byłej partii.

Platforma przeżywa bowiem kolejny okres wewnętrznego zamętu, bo nie wie, jak powinni zachować się jej eurodeputowani, podczas głosowania nad rezolucją Parlamentu Europejskiego dotyczącą Polski. Jedni byli za rezolucją a drudzy wstrzymali się od głosu. I kto miał rację?

Na pewno nie miała racji Beata Szydło, że Polska w Brukseli została obrażona i oszkalowana. Otóż, z punktu widzenia wartości unijnych, kryteriów kopenhaskich, władza w Polsce łamie praworządność, i, kładąc łapę na sądach, ogranicza ich niezależność. To są rzeczy oczywiste, nie ma sensu im zaprzeczać, mówić, że to szkalowanie, itp. Głosowanie nad rezolucją w Parlamencie Europejskim było de facto głosowaniem nad tym, jakiej chcemy Unii - czy  wspólnych wartości, czy jedynie wspólnego handlu? Czy liberalnej czy też takiej, w której rządy mogą więcej? 

Póki co, Unia jest wspólnotą wartości, więc jeżeli jakieś państwo te wartości łamie, jej obowiązkiem jest interweniować. I to się stało. Mądry rząd (albo sprytny) w takiej sytuacji by się wycofał, by uniknąć awantury. Tak swego czasu uczynił Viktor Orban (to ten sprytny rząd...), gdy Unia zarzucała  mu manipulacje przy Sądzie Najwyższym. Dlaczego tego nie może zrobić rząd polski? Dlaczego nie chce ustąpić nawet o centymetr? I woli iść na wojnę z Unią?

Odpowiedź jest prosta - bo się Unii nie boi, i chce na tę wojnę iść. Pisowscy politycy i dziennikarze wiele razy powtarzali, że Bruksela nic Polsce nie może zrobić, że żadne sankcje nam nie grożą, bo w razie czego Węgry ich wprowadzenie zawetują. Więc po co teraz ta histeria? I europosłów PiS, którzy debatę opuścili, i samej premier?  Widzę w tych działaniach pomysł na rozgrywkę wewnętrzną, na podtopienie PO. Temu służyło straszenie Polaków "sankcjami", i wyzywanie europosłów PO od zdrajców itd. Ta cała propaganda, że oto pojawił się wróg wewnętrzny.

Domyślam się, że w PiS-ie po tych wszystkich programach, w których wyzywano PO-wców od zdrajców, otwierano z radości butelki szampana. Nie chcę nikomu psuć radości, ale tylko przypomnę, że taka melodia, że my tu wieś spokojna, a oderwani od władzy obszarnicy i polityczni bankruci knują z niemieckimi rewizjonistami, to była grana już za Bieruta i za Gomułki. W ogóle, to znany leitmotiv autorytarnych reżimów - że oskarżają opozycję o "zdradę", o wynoszenie spraw wewnętrznych do obcych itd. Łukaszenko, Putin, Erdogan, wymieniać ich można długo...

PiS niczego tu więc nie wymyśla, idzie utartym szynelem. Zresztą, zastanówmy się, czego od europosłów PO wymaga - ma do nich pretensję, że nie popierają PiS-u. I jeszcze oskarża ich z tego powodu o zdradę...

Opozycja, w takiej sytuacji, jeżeli ma charakter, potrafi się obronić. A przynajmniej zachować godność, co w polityce jest ważnym kapitałem. Ale tu tego nie ma, widzę chachmęcenie, jeden mówi to, drugi co innego...Kulą ogon pod siebie. Dlatego nie są szanowani i zawsze będą przegrywać.

Przykład Tuska i przykład PO, oba z ubiegłego tygodnia, to prosty dowód na to, czym różni się cwany polityk od mamałygi, i ile w publicznej bijatyce (bo przecież nie w debacie) znaczą słowa. One rzeczywistości nie zmieniają, a przecież decydują kto jest w grze, a z kogo się śmieją. 

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje