Straszenie prezydenta

​Czy prezydent Duda jest jeszcze z nami? - dramatycznie pyta Jarosław Kaczyński. Sugerując jakieś zaprzaństwo i zdradę. Jako osoba przywykła do retoryki prezesa PiS (zdradzeni o świcie, gorszy sort, ZOMO, partia zewnętrzna, zdradzieckie mordy itp,) to pytanie traktuję jako kolejną tego typu figurę. Kaczyński tak ma - dla niego zdrajcą i łobuzem jest każdy, kto nie leży na jego wycieraczce. Więc mogę z czystym sumieniem uspokoić fanów PiS - tak, Duda jest z wami, tylko nie chce być wycieraczką. Nie tylko prezesa, ale i pomniejszych pod-wodzów.

I w tym kontekście proponowałbym patrzeć na obecny bój o sądy. To jest kłótnia w rodzinie PiS-u, kłótnia o zakres wpływów i władzy. A jest tak gorąca, bo prezydent wszedł do gry, i zburzył dotychczasową układankę. Do lipca siedział cicho, ale gdy zorientował się, że Macierewicz i Ziobro wyjmują mu ostatnie prerogatywy władzy, że publicznie strofuje go nawet taki nikt, jak Witold Waszczykowski, obudził się w nim instynkt samozachowawczy.

Reklama

I co dalej?

Na razie Andrzej Duda jest przez PiS straszony.

Urzędnikami w Biurze Bezpieczeństwa Narodowego zajął się kontrwywiad wojskowy. W ten sposób jednemu z generałów odebrano prawo dostępu do informacji tajnych. A innego z kolei urzędnika Biura, płk. Juźwiaka, zadenuncjowano jako byłego pracownika WSW, czyli wojskowego kontrwywiadu w czasach PRL. 

Oczywiście, Antoni Macierewicz udaje, że nie ma nic z tym wspólnego.

Prof. Królikowski, który z kolei przygotowywał Andrzejowi Dudzie ustawy sądowe, nagle znalazł się pod lupą prokuratury. W gazetach możemy przeczytać, dlaczego. Że jest adwokatem ludzi z mafii paliwowej. Kiedyś tego nie wiedzieliśmy, a teraz już wiemy.

Oczywiście i Zbigniew Ziobro, i prokurator krajowy Bogdan Święczkowski, uważają, że to przypadek, ze śledztwo to jedna rzecz, a usługi Królikowskiego świadczone prezydentowi - to druga.

Można więc rzec, że w dzisiejszych czasach praca dla Andrzeja Dudy to praca podwyższonego ryzyka.

Naciski na prezydenta płyną też z innych miejsc. Jawnie nie sympatyzują z nim media publiczne, odwróciła się Beata Szydło, która też nie wie, z kim trzyma Duda, a Joachim Brudziński mówi, że wyobraża sobie, że w przyszłych wyborach prezydenckich kto inny może być kandydatem PiS.

Takie to są strachy, a teraz spójrzmy jaką amunicję ma Duda.

Popiera go Jarosław Gowin, jakaś część umiarkowanych działaczy PiS, popierają go biskupi. Tłumów wokół niego nie ma, ale też nie jest sam.

Mamy więc w obozie władzy pęknięcie - dotyczące personaliów i politycznej taktyki. W jakimś stopniu kulturowe. To w Polsce nic nowego, można rzecz, że to coś stałego. Jeszcze w latach pięćdziesiątych mieliśmy w PZPR podział na "Chamów" i "Żydów", i on się regularnie w polskiej polityce odnawia.

Ale wróćmy do roku 2017.

Piszę te słowa jeszcze przed ogłoszeniem przez prezydenta projektów ustaw sądowych. Nie znam ich, choć z przecieków można się zorientować, że sądy polegną, z panią Gersdorf na czele. Tylko nie Zbigniew Ziobro, a Andrzej Duda będzie je na nowo układał.

Czy tak się stanie?

Póki co, PiS-owi średnio taka sytuacja się podoba. Co potwierdza tezę, że nie o poprawę działania sądów, a o oddanie ich pod nadzór Ziobry w tym wszystkim chodziło.   

No więc jeżeli o to chodziło, to bez złamania Dudy, tej operacji nie da się przeprowadzić. Bo zawsze może być prezydenckie weto, a w obecnym Sejmie PiS nie ma siły tego weta odrzucić.

I to doskonale wie Jarosław Kaczyński. Wie też, że sądy nie kończą planów PiS-u, że w kolejce czekają kolejne ustawy, które będą wymagać podpisu prezydenta. Ustawy, które mają tworzyć podwaliny władzy PiS na lata, więc dla tej partii są szczególnie ważne. To są m.in. sprawy służb specjalnych - PiS chce wszystkie je skomasować, i utworzyć jedno wielkie ministerstwo bezpieczeństwa. To są także sprawy tzw. repolonizacji mediów, czyli odebrania prasy regionalnej ich obecnym (niemieckim) właścicielom. No i nowy kodeks wyborczy.

Kaczyński może więc grozić Dudzie i go obrażać, ale i tak w końcu musi do niego chodzić, i zabiegać o podpisy. Był już dwa razy, i pewnie na tym nie koniec.

Brudziński może opowiadać, że PiS nie poprze Dudy w wyborach prezydenckich, ale warto żeby pamiętał, że wcześniej będziemy mieli wybory parlamentarne. W których poparcie prezydenta na pewno będzie istotne. Więc kto kogo pierwszy będzie prosił o pomoc?

Bez Dudy PiS jest jak pies w kagańcu - warczeć może, ale nie zagryzie. I każdy przytomny to wie.

Czy to więc znaczy, że te wszystkie obecne ataki na prezydenta, które produkują politycy i dziennikarze PiS, są zupełnie bez sensu? Są takim tupaniem dziecka, któremu mama zabrała lizaka? Tak chyba nie jest - to raczej element nacisku, urabiania Dudy i jego ludzi, żeby ustępował.

Adrian przez dwa lata miał spokojne życie, luksusowe w zasadzie, tylko nikt go nie szanował. A już najmniej ludzie z jego obozu. 

Więc powiedział nie. To teraz ma.

Może przekonać się na własnej skórze, że wolność i samodzielność to rzecz kusząca, ale wymagająca znoju i pełna niebezpieczeństw. 

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy