Twórczy niepokój Palikota

Nie wiem czy Ruch Poparcia Palikota będzie czarnym koniem obecnej kampanii wyborczej. Ta kampania dopiero się rozkręca, jeszcze jej daleko do ostatniej prostej, wiele może się zdarzyć. Ale faktem jest, że Palikotowi drgnęło w sondażach. Więc w takiej sytuacji nasuwa się pytanie, czy było to tylko drgnięcie i za chwilę wszystko opadnie, czy też trwały, nazwijmy to, trend?

Tego nie wie nikt, zresztą kłopot to niewielki, bo najbliższe dni dadzą odpowiedź. Ciekawsze w tym wszystkim jest coś innego - jakie grupy zamierzają (przynajmniej w sondażach) oddać głos na tę polityczną nowość i dlaczego?

Reklama

Bo Palikot jest polityczną nowością . Polacy poznali go parę lat temu podczas niezliczonych występów w mediach. Odgrywał w nich jedną rolę - pogromcy PiS-u i braci Kaczyńskich. Drażnił się z nimi, obrażał ich. Osobiście nie podobało mi się to (i nie podoba do dziś) - ale przecież nie chodziło w tej grze o moje poczucie politycznej estetyki. Chodziło o to, żeby odpowiadać PiS-owi pięknym za nadobne, rozmawiać (ha, ha, rozmawiać...) z nimi ich językiem - agresji i pogardy. Oni wymyślali Tuskowi od zdrajców i rudych złodziei, on im od pijaków i cymbałów. Tak mniej więcej to wyglądało. Klin klinem.

Tym sposobem spełniał Palikot dla Tuska pożyteczną rolę, broniąc go, odwracając uwagę od jego błędów. A jednocześnie w oczach wielu wyborców, tych szczególnie zniesmaczonych językiem PiS-u, urastał do rangi szlachetnego szermierza. Lekko przy tym szalonego. A ponieważ jego filipiki prezentowały sympatyzujące z PO media, miał więc poseł z Lublina publicity.

Nowy rozdział jego kariery zaczął się wtedy, kiedy postanowił wybić się na niepodległość. Lub też inaczej - kiedy Donald Tusk zachęcił go do tego (stoisz w przeciągu - wolał do niego - zamknij drzwi albo z tej, albo z tamtej strony!). Bo oto nagle przestały nim interesować się media, i wydawało się, że zapadł się w czarną dziurę, że już po nim. Jako obrońca Tuska był oklaskiwany i zapraszany, jako konkurent - cicho, sza! Tak Polska jest zbudowana.

Cicho o Palikocie było też z innego powodu - wyzwalając się z Platformy poszedł w kierunku radykalnego antyklerykalizmu i wojny z Kościołem. Dla mnie było to nienaturalne - bo pamiętam jak wydawał tygodnik "Ozon", wojująco-katolicki, z red. Terlikowskim na czele. Więc takie zakręty pachną fałszem. Ale on go wziął..

Rachował - przypuszczam - w prosty sposób: wielu Polaków denerwuje postawa Kościoła, to że biskupi wtrącają się do polityki, że tak nieelegancko zabiegają o dobra doczesne, że takie sprawy jak prawo do przerwania ciąży czy refundacja in vitro, w Polsce są nie do przeprowadzenia. Więc na fali takich nastrojów można zebrać sporo głosów.

Tak rachował i chyba się przeliczył - bo Polacy nauczyli się żyć z Kościołem po swojemu. Nie chcą wojować z proboszczem, Kościół potrzebny jest im do posług religijnych, jako element tradycji i samoidentyfikacji. Pierwsza komunia święta, opłatek, jajeczko - jak można sobie wyobrazić Polskę bez tego wszystkiego? A że jakiś biskup czy proboszcz nadgorliwy? A mało takich na świecie? Że trzeba ciążę przerwać - a mało to ogłoszeń w gazetach? Że Jasiek z Zośką żyją bez ślubu, a Maniek żyje z tego co wyniesie z fabryki? Takie życie, prawda? Nie bądźmy drobiazgowi...

W takim narodzie, przyzwyczajonym do oszukiwania - sekretarza partii, majstra w fabryce, księdza - trudno o wielkie oburzenie. Skoro można wszystko sposobem...

Więc dlaczego Palikot teraz wypłynął (czy też - zagulgotał - bo wciąż pod kreską...)?

Jest kilka strumyczków zasilających jego ruch. Ich wspólnym mianownikiem jest niezgoda na obecną Polskę. Na układ czterech partii, na klientelizm polityczny, rozrastającą się biurokrację, wpychanie się biskupów do życia publicznego, i narzucony przez PiS patriotyczno-łzawy rodzaj polskości.

Tu jest mocny - gdy woła, że trzeba znieść senat i polikwidować powiaty, a partiom odebrać finansowanie z budżetu. Podobnie zresztą jak i Kościołowi. Że trzeba nam więcej Europy. Na pewno też punktuje zderzać się z powszechnie obowiązującą oceną Powstania Warszawskiego, jako wspaniałego czynu zbrojnego.

Palikot uderza do wyborcy, który jest rozczarowany PO i SLD, i który jest bardzo anty-PiS. Tylko że w planach PiS-u nowa Polska, IV RP, miałaby być taka sama jak obecna, tylko bardziej.... Bardziej obrośnięta w mit "Solidarności", bardziej wierząca, bardziej rozśpiewana pieśniami patriotycznymi i religijnymi, bardziej antyrosyjska i antyniemiecka, no i przede wszystkim bardziej prokuratorska i ubecka. A Palikot idzie w zupełnie inną stronę. Z tego punktu widzenia on chce bardziej zmienić kraj niż PiS.

Jego wyborca (potencjalny) jest bardziej liberalny niż PO, i bardziej lewicowy niż SLD. I bardziej proeuropejski. Przy tym mocno zbuntowany. Na pewno też jest młodszy. Innymi słowy, Palikot to jest taka Samoobrona dla wykształciuchów, a on sam jest jak Lepper dla ludzi z dużych miast. Zwłaszcza młodych.

No dobrze, a czy z tego wszystkiego coś mu wyjdzie? Czy zrzuci z siebie czapkę błazna, którą przybrał parę lat temu? Czy pokaże, że wokół siebie ma ludzi poważnych?

Ma na to dwadzieścia parę dni. I na dwoje babka wróżyła.

Ale, niezależnie od wyniku który osiągnie, jedno trzeba mu oddać - zdążył postawić w debacie publicznej kilka istotnych pytań, poruszyć sprawy, wobec których zarówno PO jak i SLD nie będą już mogły przejść obojętnie. Te partie obracają od lat tymi samymi hasłami-zaklęciami (PiS też ma swoje...), odnoszę czasami wrażenie, że ich liderzy nawet za bardzo już nie zwracają uwagi na to co mówią, tylko wystukują te swoje zaklęcia jak katarynka. A Palikot wnosi twórczy niepokój. Świeże spojrzenie. To po nim zostanie.

Robert Walenciak

Dowiedz się więcej na temat: Janusz Palikot | niepokój

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje