W Grecji zadecydował lud

Lud powiedział "nie" i w tej przepychance - Grecja kontra "trojka" (Unia Europejska, Europejski Bank Centralny i MFW, czyli jej wierzyciele) - górą są teraz Ateny. Nie ukrywam - podoba mi się to. Dlaczego?

Gdy siedem lat temu świat zorientował się, że Grecja stoi na krawędzi bankructwa, jej długi wynosiły około 100 mld euro. To bardzo dużo jak na 11-milionowy kraj. Rozpoczęto więc gigantyczną operację nazwaną "ratowaniem Grecji". I to było jedno z największych oszustw naszych czasów. Bo dziś jej dług wynosi około 323 mld euro, PKB od roku 2010 spadło o 25 proc., bezrobocie wynosi prawie 30 proc. , a wśród młodzieży - 50 proc., zaś dochody budżetowe są niższe o około 10 proc.

Reklama

Innymi słowy: pod hasłem ratowania Grecji, Grecję uduszono.

Dlaczegóż tak się stało? Na to pytanie w polskiej publicystyce króluje odpowiedź taka, że rząd w Atenach wymigiwał się od reform, od cięć, za mało obniżył emerytury, że oszukiwał wierzycieli, a poza tym, Grecy są leniwi, więc wykorzystali Europę, pozaciągali długi, a teraz nie chcą ani płacić, ani więcej pracować.

Do tej argumentacji dorzucane są różne opowieści, mające ilustrować cwaniactwo mieszkańców Hellady i patologię państwa, w którym żyją.

Sam się z tego śmiałem. Na przykład z miesięcznego dodatku w wysokości 420 euro za mycie rąk. Albo za rentę dla córek oficerów armii - jeśli któraś z nich skończyła 30 lat i nie wyszła za mąż, otrzymywała 2 tys. euro miesięcznej zapomogi tytułem traumy psychicznej.

Takich przykładów było więcej. I wszyscy powtarzali: tak, tak, my pracowici Europejczycy z Północy musimy utrzymywać tych leni z Południa. Ba! Nawet my, biedni Europejczycy ze wschodnich rubieży Unii też musimy na nich płacić...

Tak nam zamydlono oczy.

Opowiastki o cwanych Grekach rzeczywiście bulwersują, ale - nie czarujmy się - każdy z nas jest w stanie sypnąć przykładami jak frymarczą publiczne pieniądze politycy czy wielki biznes. Tam dopiero hulaj dusza, piekła nie ma! Grecy to przy eurokratach mały pikuś.

Więc, zgadzając się z tym, że patologie trzeba likwidować, patrzmy na propagandę, którą nam serwują, z dystansem. Tak jak na opowieści o leniwych Grekach.

Otóż wystarczy sięgnąć do danych OECD, i cóż tam widzimy? Że przeciętny Polak rocznie spędza w pracy 1949 godzin, Niemiec z kolei - 1432godzin, Francuz - 1500 godzin, Włoch - 1800. Najbardziej natomiast zapracowaną nacją w Unii są Grecy - każdy z nich pracuje (jeśli ma pracę) 2120 godzin rocznie. Podobnie jest z tezą, że Grecja ma rozbuchany system opieki socjalnej. W rzeczywistości jest on mniejszy od niemieckiego.

I tak dalej.

Nawiasem mówiąc, całkiem niedawno w podobny sposób mówiono o nas.  Że Polnische Wirtschaft, że polski bałagan, i że Polska to chory człowiek Europy. I co? 

Lokowałbym więc te wszystkie greckie opowieści w szerszym kontekście, w grze, którą po wybuchu kryzysu podjęły banki komercyjne. Bo to im najmocniej  zajrzało w oczy widmo greckiego kryzysu. Gdyż bankructwo Grecji oznaczało także ich upadek.

Banki potrafiły przekonać i opinię publiczną, i rządy największych europejskich państw, do swoich racji. Postraszyły zachodnich polityków, że jak one zbankrutują, to miliony Europejczyków potracą oszczędności i wyjdą na ulice.

I jeżeli spojrzymy na to, co zdarzyło się w Unii Europejskiej w ostatnich latach, to zobaczymy, że byliśmy świadkami ratowania nie Grecji, ale ratowania zachodnich banków komercyjnych, które w Grecji, zupełnie bezkarnie, utopiły pieniądze swoich klientów.

Ta operacja ratowania banków powiodła się. Grecja tonie, a banki komercyjne są już wolne od wszelkich balastów. W ciągu sześciu lat 80 proc. ich greckich należności zostało przejętych przez instytucje publiczne. To jest mistrzostwo świata! Zyski - to my! Kłopoty - to wy! 

Banki komercyjne, które w czasach turbokapitalizmu rzuciły się w wir spekulacyjnych operacji, zupełnie nieodpowiedzialnie, bez opamiętania, inwestowały w greckie papiery dłużne. Owszem, Grecja zadłużała się w sposób karygodny, ale ktoś jej te pieniądze dawał, nie patrząc, czy będzie mogła je spłacić czy nie. Kto jest bardziej winien? Narkoman czy diler?

Unia zajmowała się do tej pory dilerem. Niedzielne referendum ten stan kończy.

Zachód już wie, że dotychczasowy program sanacji Grecji - forsowany przez Niemcy i banki - okazał się pomyłką, że trzeba inaczej. Mówi o tym m.in. czwartkowa analiza MFW - że drakońskie plany oszczędnościowe niszczą grecką gospodarkę, i że (uwaga!) program pomocy powinien objąć restrukturyzację długu. Czyli umorzenie jego części, tak jak swego czasu umorzono 50 proc. długu polskiego.

To chyba jest jedyny skuteczny scenariusz zakończenia greckiego kryzysu. I najtańszy, bo gdyby Ateny ogłosiły bankructwo, to nie zapłaciłyby nic. Więc chyba lepiej dostać połowę niż dostać zero. I lepiej mieć Grecję w Unii niż gdzieś poza strefą euro, poza Unią, a może i poza NATO...

Tak patrząc, odnoszę wrażenie, że premier Tsipras, może i bezwiednie, odwołuje się do idei europejskiej wspólnoty. Idei solidarności europejskiej, pomocy w potrzebie, konsultowania najważniejszych decyzji z obywatelami... Idei racjonalnych decyzji... To przecież jest siła Europy, a nie spekulacje banksterów.  

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje