Walenciak: Kilka powodów, dla których PiS traci w sondażach

Prasa nie lubiąca PiS-u popadła w szalony entuzjazm, bo w ostatnich sondażach partia Kaczyńskiego została prawie dogoniona przez Platformę. PiS czuje oddech PO na plecach - relacjonowano. Z nieukrywaną nadzieją, że za chwilę te partie zmienią się kolejnością, no i nastąpi wyborcza zmiana.

Rozumiem ten stan podniety, że oto suweren lada moment jednym powie dość, a drugim - zapraszam. Ale myślę, że to radość przedwczesna i niezasłużona. I że przeciwników PiS-u czeka jeszcze długa droga, raczej pełna wybojów niż wyściełana czerwonym suknem.

Reklama

Aha - i że nie jest tak, jak zwolennicy Platformy, zwłaszcza ci ze świata dziennikarskiego, myślą.

PiS traci, to niewątpliwe. Kilka powodów na to się złożyło. Ale główne wymieniłbym trzy.

Pierwszy - to Europa. Owszem, atak PiS-u na Unię Europejską, na jej instytucje, trwa od wielu miesięcy, i przez te miesiące partia rządząca z tego powodu nie traciła. Ale tym razem było inaczej, ta ostatnia bitwa o Donalda Tuska, była kroplą, która przelała czarę. Uzmysłowiła Polakom, że Kaczyński jest gotów na wszystko, żeby się zemścić, i że rzeczywiście nasza obecność w Unii może być zagrożona.

A to jest zdobycz, którą Polacy sobie cenią. Jedni za dopłaty, dla rolników, dla samorządów, za pomoc dla przedsiębiorców. Drudzy - dlatego, że na dowód osobisty mogą polecieć do Anglii, Francji czy Hiszpanii, że mogą na Zachodzie pracować, albo się uczyć. Dla innych z kolei obecność w Unii jest namacalnym dowodem, że Polska wyrwała się z moskiewskiej strefy wpływów, że jest częścią lepszego świata. 

Więcej z Unii jest zadowolonych niż jej przeciwników, oni są postrzegani jako agenci Moskwy, albo zwykli outsiderzy, osoby nieobyte, co boją się Zachodu.

Drugi powód sondażowych strat PiS-u to skłonność tej partii (i jej lidera) do bezmyślnego atakowania kolejnych grup społecznych, do budowania sobie wrogów, a nie przyjaciół. Nie ma tygodnia, by PiS kogoś nie zaatakował, obraził, napiętnował, wołając że rozbija układy, sitwy, tropi szpiegów i agentów. No, w ten sposób nie da się żyć, tylu agentów w Polsce Ludowej nie było...

I trzecia sprawa - otóż PiS idąc do władzy obiecywał, że będzie rządził inaczej niż Platforma, inaczej będzie traktował państwo. Po kilkunastu miesiącach nowych rządów widać wyraźnie, że były to puste obietnice, że PiS-owcy pozajmowali stanowiska Platformersów i już. Zasada TKM, czyli Teraz K... My! - wróciła. Co gorsza (dla nas wszystkich), jakość nowych kadr, mówiąc jak najdelikatniej, przedstawia wiele do życzenia. Kiepskich Platfromersów pozastępowali jeszcze gorsi PiS-owcy, jeszcze bardziej pazerni, jeszcze mniej kompetentni, traktujący kraj jako łup. Symbolem tej fali jest pan Misiewicz, chłopak bez wykształcenia, któremu salutowali oficerowie.

Symbolem są też fale zmian w spółkach Skarbu Państwa, już kolejne. Co pokazuje, jak PiS Państwo Polskie traktuje.

Wojna z Europą i TKM, oraz taktyka psa, który gryzie wszystko, co się rusza, naruszyły zaufanie do PiS-u, co pokazały sondaże. Ale pokazały one jeszcze jedno - że na pozycję lidera opozycji wyszła Platforma Obywatelska.

Więc Jarosław Kaczyński może odetchnąć z ulgą.   

Tak bowiem było, że przez lata całe Platforma swą siłę opierała na straszeniu PiS-em, na prezentowaniu się jako jedyna anty-pisowska zapora. Ten argument: albo my, albo potop, pozwalał jej rządzić dwie kadencje, wygrywać wybory.

Po każdych z nich to Platforma coraz mocniej się degenerowała, aż  w końcu zdesperowani wyborcy zagrali va banque i wybrali PiS. Wielu z nich może dziś żałować tamtych emocji, i źle oddanego głosu, ale nie znaczy to, że zapomnieli oni o Platformie, i o jej wyczynach. Ta społeczna pamięć to dziś wielki argument w rękach Jarosława Kaczyńskiego. Więc tak jak Tusk przez lata straszył nim, on może straszyć Tuskiem, Schetyną i Hanną Gronkiewicz-Waltz. 

Obawiam się więc, że możemy stać się świadkami politycznego ping-ponga. Najpierw Platforma straszyła PiS-em, teraz PiS będzie straszył Platformą, a jak noga mu się powinie, i straci władzę, to przecież tylko na chwilę, bo powrót PO to tylko powrót wcześniejszych rządów, z ich wszystkimi wadami. I z zakończeniem, które znamy.

Platforma do tej pory nie rozliczyła się z ośmiu lat władzy, nie ma tam żadnej refleksji nad tym okresem, poza przeświadczeniem, że było super, i tylko nieudana kampania (nie PO, tylko lewicy) pozbawiła ją władzy. No, ale za kolejnym wyborczym obrotem - taka myśl tam zaczyna dominować - wszystko wróci w utarte koleiny, gromady Platformersów znów powrócą do rządowych gabinetów i będzie pięknie. 

Ten wściekły klincz Platformy i PiS-u na pewno służy obu partiom, ale tylko im. On niszczy polskie życie publiczne, debatę, poczucie dobra wspólnego. I poczucie odpowiedzialności. Każda niegodziwość jest przecież usprawiedliwiona, gdy walczy się z agentami obcych sił i złodziejami majątku narodowego.  Albo z faszystami i ludźmi, którzy chcą zburzyć kraj. Nie czas żałować róż, gdy płoną lasy.

Dlatego dziwię się tym wszystkim, którzy cieszą się z ostatnich sondaży.   

One (jeśli im wierzyć) żadnego światełka w tunelu nie pokazują, i nic ciekawego nie zapowiadają.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje