Walenciak: Siemoniak podzielił żołnierzy na tych dobrych i parszywych

​Wicepremier i minister obrony narodowej Tomasz Siemoniak został cmentarnym cieciem. Będzie zajmował się grobami. Wydał w tej sprawie rozporządzenie, że w wojskowej części Powązek będą mogli być tylko chowani generałowie mianowani w III RP. Dla tych mianowanych w czasach PRL, nawet jeśli są kawalerami orderów Virtuti Militarni czy Orła Białego, miejsca już nie będzie. Siemoniak postawił im szlaban i będzie przy tym szlabanie stał.

Tym oto sposobem wicepremier podzielił polskich żołnierzy na tych dobrych i tych parszywych.

Reklama

Ech... W III RP mieliśmy różnych ministrów obrony - lewicowych, prawicowych, centrowych - były to osoby przeważnie rozsądne i żadnej z nich nie przyszło do głowy, by wojować z nieżyjącymi. A Siemoniak - jak dziecko IPN-u, trach! Tak będzie pamiętany - jako cmentarny stróż.

Strach się bać, bo za chwilę zacznie rozkopywać Powązki i wyrzucać stamtąd niesłusznie pochowanych nieboszczyków. Ma w tych zamiarach sojusznika, prezesa IPN, który takie postulaty już zgłaszał. A patrząc na to, jak postępuje IPN-izacja życia publicznego, wcale bym się nie zdziwił, że za parę lat pojawią się tam panowie z łopatami, żeby nowy, wspaniały ład zaprowadzić także na cmentarzach.

Wcale nie żartuję, rzecz jest przecież poważna, dotyczy bowiem i samego ministra obrony, ale przede wszystkim ładu publicznego oraz fundamentów, na jakich budowana jest Rzeczpospolita. Do tej pory - z pewnymi przerwami - budowana była na zasadzie, że wszyscy są równi, że nie można nikogo wykluczać, że jest państwowa ciągłość między Polską Ludową a jej następczynią. To jest zasada europejska. Tak m.in. postępowała II Rzeczpospolita.

Tymczasem na naszych oczach zrywa z tym wicepremier Siemoniak, przyjmując wykładnię Polski stalinowskiej,  że nowe czasy wymagają wyburzenia i wymazania starego. Sorry, ale nie mam w sobie bolszewika, wolę II RP, która szanowała generałów mianowanych przez cara czy cesarza, która nie pytała, skąd przychodzisz, tylko - co możesz Polsce dać.

Wicepremierowi Siemoniakowi poleciłbym, by przejrzał listy generałów biorących udział w Bitwie Warszawskiej. Na przykład: generał Rozwadowski stopień generalski otrzymał w czasie I wojny światowej, gdy służył w armii austriackiej. Podobnie jak generał Skierski.

Jeszcze ciekawsza jest historia innego z generałów, Wacława Iwaszkiewicza. Otóż urodził się on w Omsku, dokąd zesłany był jego ojciec, uczestnik Powstania Styczniowego. Potem pokończył w Rosji szkoły i wstąpił do armii. Carskiej! Na stopień generalski awansowany został w roku 1914, gdy odznaczył się w walkach o Łódź. Potem, w roku 1915 dowodził obroną Warszawy przed wojskami niemieckimi. Już po rewolucji październikowej przedarł się do Polski. Był dowódcą obrony Lwowa w walkach z Ukraińcami. A potem brał udział w Bitwie Warszawskiej.  Nota bene, po stronie polskiej walczyły też wtedy oddziały Ukraińskiej Republiki Ludowej...

Cóż, historia wciąż przypomina nam, że to ona jest nauczycielką życia, a nie prostujący ją  polityczni hunwejbini.

Poza tym, i losy Bitwy Warszawskiej, i innych bitew, czy też dzieje polskiej armii, już w III RP, pokazują, że wszelkie wykluczanie, dzielenie na politycznie pewnych i niepewnych, do niczego dobrego nie prowadzi. Mądry polityk łączy. Tymczasem Siemoniak dzieli, i tak naprawdę pluje w twarz swym podwładnym, tym, którzy zaczęli służbę w niesłusznej epoce, bo nie doznali łaski późnego urodzenia.

Hej, to może od razu, hurtem, anulujmy PRL, stopnie wojskowe, stopnie profesorskie, rozbierzmy fabryki, drogi, domy, wszystko co w tamtych czasach powstało! Może zrezygnujmy z Wrocławia, Szczecina, Wałbrzycha, skąd pochodzi Siemoniak, bo te ziemie dostaliśmy od Stalina?

Kuriozalne jest zresztą zachowanie wicepremiera, gdy zaczęto go za tę cmentarną decyzję krytykować. Najpierw pyskował, że ta krytyka to "wzmożenie komunistyczno-PRL-owskie". A potem tłumaczył, że "intencją zmiany jest, aby pogrzeby przestały budzić tak wielkie emocje".

Przepraszam, jakie emocje? Że jakaś gromada żulików będzie gwizdać i krzyczeć? A cóż to znaczy, wobec powagi śmierci, wobec majestatu państwa!? Przecież to są sprawy nieporównywalne. Tymczasem Siemoniak przestraszył się grupy krzykaczy. Nie ma co, odważnego wojsko ma ministra...

Piszę te słowa pełen rozczarowania - nie sądziłem bowiem, że politycy Platformy tak  niemądrze mogą się zachować. Że pod warstwą europejskiego lukru kryją się nienawidzący PRL ludzie. Wąskie czoła. I że szef MON zacznie wojować z nieboszczykami. Cholera, Polski Ludowej nie ma już 25 lat, a walka z nią trwa. Ba! Ona tężeje! Według zasady z czasów słusznych i minionych, że walka z kapitalizmem zaostrza się w miarę rozwoju socjalizmu... 

-----

PS
Podobno powodem decyzji Siemoniaka był pogrzeb płk Krzyżanowskiego, prokuratora w czasach stalinowskich, któremu w ostatniej drodze towarzyszyły wojskowe honory. Więc tytułem uporządkowania sprawy - płk Krzyżanowski stawał przed sądem, odpowiadając za swoje czyny z czasów stalinowskich - i się wybronił. Sąd wydał korzystny dla niego wyrok. Więc zanim zaczniemy szarpać jego życie, zastanówmy się, dlaczego sąd nie przyznał racji oskarżycielom? Nie przesądzam sprawy, nie znam jej - zalecam jedynie ostrożność.
Po drugie, honorowano go nie za prokuratorski epizod, ale dlatego, że przeszedł szlak bojowy I Armii, od Lenino do Berlina. To źle?

Po trzecie wreszcie, regulacja Siemoniaka dotyczy generałów, a nie pułkowników. Innymi słowy nie dotyczy Krzyżanowskiego. Więc gdzie tu logika?

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje