Waszczykowski powinien ważyć słowa

Sprawa ekshumacji i budowy pomników ofiar rzezi wołyńskiej stanęła w miejscu. Więc minister Waszczykowski pojechał na Ukrainę, i tam zaczął ustawiać Ukraińców do pionu. A, dodajmy, nie pojechał tam, jak szefowi MSZ przystoi, z gałązką oliwną, tylko z grubym kijem. Bo jeszcze zanim wyruszył z Warszawy zapowiedział, że Polska nie będzie wpuszczać na swoje terytorium osób, "które zachowują skrajnie antypolskie stanowisko". Między innymi ukraińskich urzędników, którzy blokują ekshumacje.

Stop! Teraz proszę o chwilę przerwy.  

Reklama

W czasach Polski Ludowej, raczej w jej pierwszych latach, bo na pewno nie w końcowych, panował zwyczaj, że historycy, publicyści, zanim wyłożyli swoje racje, musieli odwołać się do Marksa i Lenina, złożyć hołd ówczesnej poprawności politycznej. Żeby jacyś czujni towarzysze nie oskarżyli ich o rewizjonizm, albo drobnomieszczańskie skłonności, lub coś podobnego. Dziś mamy renesans podobnych postaw, więc zastrzegam się z góry - to dobrze, że Polska chce upamiętniać ofiary rzezi wołyńskiej, ekshumować szczątki, często powrzucane do dołów ze śmieciami, itd. To nasza powinność, nie wolno na to żałować ani środków ani ludzi. Pisałem o tym parokrotnie, jeszcze w czasach gdy było to niemodne, ale nie wszyscy muszą o tym wiedzieć.    

A teraz, wracając do Waszczykowskiego. Otóż, czym innym jest konflikt w sprawie grobów, a czym innym polityka zagraniczna. To trzeba odróżnić, te sprawy załatwiane są w różnych porządkach. Tymczasem, odnoszę wrażenie, obserwując zachowanie Waszczykowskiego, że nie chodzi mu o załatwienie sprawy, tylko o awanturę.      

Czytam relacje z jego wizyty, i włosy stają mi dęba. Waszczykowski bowiem mówi tak: - "Jesteśmy narodem, który przykłada wielką wagę do tych, którzy polegli, zginęli, którzy umarli. Czcimy wszelkie miejsca pamięci, natomiast jesteśmy też narodem i państwem, które chce, żeby te miejsca uczczenia były zorganizowane zgodnie z prawem polskim. 

Już kilka lat temu zaproponowaliśmy, aby relacje polsko-ukraińskie zwróciły się ku historii, abyśmy wyjaśnili sobie wszystkie kwestie historyczne, które nas dzielą. Mamy doświadczenia z pojednania z innymi narodami. Czekamy na odpowiedź strony ukraińskiej, aby włączyła się w proces pojednania. Kto te problemy w relacjach polsko-ukraińskich wszczyna? Po co sztucznie wszczyna się problemy polsko-ukraińskie?" 

Gdyby Waszczykowski był publicystą, to mógłby sobie tak opowiadać. Ale jest przedstawicielem państwa polskiego. Więc powinien ważyć słowa. 

Nie może domagać się od Ukraińców, by miejsca uczczenia były organizowane "zgodnie z prawem polskim", bo to ich państwo. Może mówić, że chciałby upamiętnić ofiary w imię pojednania i lepszej przyszłości, powoływać się na wartości chrześcijańskie, powtarzać to wszystko co mówili prezydenci Polski i Ukrainy. 

Ja rozumiem, że może to być kłopotliwe, bo po pięknych słowach prezydentów następowała proza dnia, i rozmaici urzędnicy blokowali prace polskich naukowców. Ale czy najlepszą metodą w takiej sytuacji jest pokrzykiwanie? 

Czy Waszczykowski uważa, że w ten sposób coś załatwi? Że to jest skuteczna metoda? Że zatrzyma na Wschodzie wzrost nastrojów nacjonalistycznych? Czy jest w nim jakaś refleksja, że Polska dziś mówiąc Ukrainie jakich powinna wybierać sobie bohaterów, prezentuje się dość bezsilnie? A może nie trzeba było w roku 2014 krzyczeć na Majdanie "Sława bohaterom"? 

Gdybyśmy od początku mówili na Ukrainie, co nam się podoba, a co nie, i podpowiadali kogo z ich panteonu zaakceptuje Europa, a kogo z obrzydzeniem odrzuci, może byłoby inaczej?      

Zastanawiam się też, czy Waszczykowski, pełen pychy wołając, że "jesteśmy narodem, który przykłada wielką wagę do tych, którzy polegli, zginęli, umarli" choć przez moment pomyślał o zdewastowanych cmentarzach niemieckich, żydowskich, poniewieranych cmentarzach żołnierzy rosyjskich... Na polskiej ziemi. 

I jeszcze jedna uwaga,  tym razem z kategorii kabaretu. Minister raczy mówić, że mamy doświadczenia z pojednania z innymi narodami". Hmm... Może i mamy doświadczenia, ale z kim w efekcie się pojednaliśmy? 

Z Rosją? Owszem, Polska prowadzi politykę, która Rosji odpowiada. Ale poza tym antyrosyjskość została wyniesiona do rangi państwowej religii. 

Z Niemcami? Właśnie nasz MON i MSZ szaleją, bo niemiecka minister obrony coś powiedziała, co w naszych ministerstwach nie do końca dokładnie przetłumaczono... Już władza wzywa niemieckich dyplomatów na dywanik, ciekawe tylko o co będą pretensje... Poza tym przygotowujemy się do walki o reparacje wojenne. A PiS-owska propaganda niczym Gomułka powtarza, jak to Niemcy nas krzywdzą. No, może oni z nami się pojednali, ale my z nimi? 

A Litwa? Tu stosunki mamy lodowate. Nie tak dawno w Sejmie przedstawiciel MSZ tłumaczył, że fakt, iż do Wilna nie wybierają się ani prezydent, ani premier, nie jest przypadkowy, i o czymś to świadczy.  

OK. Nie ma co się rozpisywać. Nie ma narodu, z którym się pojednaliśmy. Było blisko z Niemcami, ale znowu iskrzy. Polska PiS-u nie ma też w Europie przyjaciół (poza Węgrami, choć Orban raz już Beatę Szydło zostawił na lodzie...). Taki jest też bilans dwóch lat pisowskiej polityki zagranicznej. Jej ostatnim akordem była przegrana bitwa o unijną dyrektywę dotyczącą pracowników delegowanych. Prezydent Macron ograł nas jak chciał, rozbijając przy tym Wyszehrad.  

Nie mamy więc wpływów ani w Unii, ani na Wschodzie, co miało być naszym znakiem rozpoznawczym. Pogorszenie stosunków z Kijowem - o co tak stara się szef MSZ - zamyka nam przy tym możliwość jakiejkolwiek międzynarodowej gry dotyczącej Ukrainy. I tak mieliśmy słabe karty, teraz nie będziemy mieli żadnych.  

Patrząc więc z boku na postępowanie Waszczykowskiego aż prosi się, by zapytać, o co chodzi? Dlaczego on tak szaleje? Przecież aż tak niemądry nie jest! 

Sądzę, że mam na to pytanie odpowiedź. Już studenci pierwszego roku stosunków międzynarodowych uczą się, że polityka zagraniczna jest funkcją polityki wewnętrznej. I tak jest i w tym przypadku. PiS musi wszczynać awantury z Unią, z Niemcami, grozić Rosji i Ukrainie, żeby podkreślać jak to wstał z kolan i broni narodowych interesów. W tym sensie Waszczykowski jest użyteczny dla partii rządzącej, bo kreuje konflikty, którymi ona może swój elektorat uwodzić. 

A przy tym, załatwia i swoje interesy. Gromiąc Ukraińców zyskuje brawa w środowiskach narodowej prawicy. Że taki wróg Bandery i taki walczący. Polski Pan! Tej prawicy Kaczyński nie może lekceważyć, jej głos musi uwzględniać, także podczas rekonstrukcji rządu. Na przykład w sprawie obsadzenia stanowiska szefa MSZ. W ten sposób Waszczykowski - w PiS-ie nikt - buduje sobie poparcie, walczy o swój stołek. 

Oto sprawy ważniejsze niż Rzeczpospolita. 

Tfu! 

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje