Władza Kaczyńskiego nie jest absolutna

Najbliższe dni pokażą, jakie pole samodzielności będzie miał Mateusz Morawiecki, jako premier RP. Czy będzie trzymany na krótkiej smyczy, więc de facto zarządzać będzie paroma ministerstwami (jak Beata Szydło), czy też będzie miał wpływ na funkcjonowanie całego rządu?

Bo, póki co, jest premierem malowanym, posadzili go w fotelu poprzedniczki, dali mu jej ministrów, i powiedzieli - kieruj i dawaj twarz.

Reklama

Na razie Morawiecki daje twarz.

I powtarza pisowski przekaz dnia, ten dotyczący uchodźców, sędziów itd., w tych wszystkich sprawach postawiony już został na baczność. Od Beaty Szydło różni się tylko intonacją. On jest monotonny, ona zawodziła.

Dlatego czekam, co dalej. Jeszcze w grudniu mówiono, że po święcie Trzech Króli nowy premier przedstawi swój rząd. Teraz on sam mówi, że to potrwa parę tygodni. Przepraszam, to tak długo musi się zastanawiać? On czy ktoś inny?

Odpowiedź chyba jest jasna - rząd Morawieckiego to będzie wypadkowa jego zamierzeń, siły prezesa Kaczyńskiego, no i siły poszczególnych pisowskich baronów. I, jak widać, nie ma tu rzeczy prostych.

To przeciąganie daje sporo do myślenia.

To kolejny sygnał, że władza Kaczyńskiego nad polską prawicą nie jest absolutna. To nie jest władza Putina, Erdogana czy Łukaszenki. On musi, zdecydowanie częściej niż oni, najważniejsze sprawy negocjować, układać się. Z kim? To chyba wiemy...

Na pewno na samodzielność wybił się Andrzej Duda. I wszystko zależy od jego charakteru, ile tej samodzielności będzie miał. Zresztą przekonamy się o jego sile w momencie ogłoszenia rekonstrukcji - Duda nie ukrywał i nie ukrywa, że źle mu się pracuje z Antonim Macierewiczem i Witoldem Waszczykowskim. Więc ich obecność w nowym rządzie będzie świadczyła o możliwościach prezydenta.

Samodzielnym podmiotem, z którym Kaczyński musi się liczyć jest ksiądz Rydzyk, kierujący Radiem Maryja i TV Trwam. Jest w tym jakiś fenomen, w czasach, gdy media są poniewierane, politycy mianują ich szefów, Radio Maryja jest jedyną stacją przed którą korzy się władza. Przypomnijmy, pierwszy wywiad, jako premier Mateusz Morawiecki udzielił toruńskiej rozgłośni. Do Torunia jeżdżą politycy PiS, niewiele rzadziej niż na Nowogrodzką. W rządzie do protegowanych księdza Rydzyka zaliczani są minister środowiska Jan Szyszko, minister obrony, no i minister rolnictwa Krzysztof Jurgiel. Bardzo też o sympatię księdza-dyrektora zabiegają Zbigniew Ziobro i Witold Waszczykowski. No, zobaczymy, jaki będzie ich los.

Ważnych postaci w obozie władzy jest więcej. To także Antoni Macierewicz. Warto zwrócić uwagę na jego grudniowe wypowiedzi - mówił, że jest w bliskich relacjach z Rydzykiem, i że już niedługo ogłosi "prawdę" o katastrofie smoleńskiej. Więc widać, ze walczy o życie, przypominając wszem i wobec, jakie to straty poniesie Kaczyński, odsuwając go na boczny tor...

Swoją pozycję w rządzie mają też Zbigniew Ziobro i Jarosław Gowin, szefowie stronnictw sojuszniczych. Istotne jest też zdanie Joachima Brudzińskiego, sekretarza generalnego PiS, kontrolującego partię. Zwróćmy uwagę na jego komentarze, wpisy. To coraz częściej wygląda na komentarz nie tylko osoby mało inteligentnej, ale i wyrwanej wprost ze stadionu. I teraz pytanie: czy taki jest Brudziński, czy taki jest dziś PiS? Nie pomijałbym też Mariusza Kamińskiego, i systematycznie poszerzającego swój zakres władzy Mariusza Błaszczaka.

I żaden z nich nie zamierza ustępować, zwłaszcza człowiekowi znikąd, jakim jest dla pisowskich działaczy Mateusz Morawiecki.

Więc, jak to Kaczyński ułoży?

Myślę, że będzie mu coraz trudniej. PiS wszedł bowiem w etap "polonizacji". Obóz władzy zaczyna dzielić się na grupy i frakcje, i one coraz bardziej twardo walczą między sobą. Każdy ciągnie w swoją stronę. Jak to w Polsce...         

Ta walka będzie trwała, będzie narastać, bo jedyny powód, dla którego oni byli zjednoczeni, to była siła Platformy, siła opozycji. A ten powód właśnie zniknął. Bo kto boi się na prawicy Schetyny?

W ten sposób PiS wchodzi w buty swych poprzedników. AWS, który był koalicją prawicowych grup, i rządził w latach 1997-2001 rozpadł się jeszcze przed upływem kadencji. SLD, który w roku 2001 miał scenę polityczną na kolanach, też nie dotrwał. Najpierw pokłócili się ludzie Millera z ludźmi Kwaśniewskiego, potem swoje zrobił Borowski, to wszystko rozpadło się z hukiem. Platforma, pomna historycznych przestróg, trzymała się dłużej, ale przecież też ostatnie lata jej rządów znaczone są walkami między schetynowcami, spółdzielnią itd.     

Tak dzieje się zawsze, gdy politycy zgarną już wszystkie łupy, więc kolejne trzeba wyszarpać już nie z rąk wroga, a z rąk kolegi. A do tego bieżąca polityka generuje kolejne konflikty.  

Dlatego nie dziwmy się, że przynajmniej od lata w PiS-ie coraz częściej mówiono, że premierem powinien być Jarosław Kaczyński, że on by szybko skłócone towarzystwo pogodził. To nie były przemyślane opinie, to były marzenia. Kaczyński - premier nie miałby łatwiej, pozycja I sekretarza daje lepsze możliwości działania. I, jeżeli w tej sytuacji prezes tygodniami przeprowadza zmiany w rządzie, świadczy to jak wielki napotyka opór. Wśród swoich. 

Więc już zniknęło pytanie, dlaczego Kaczyński chciał tak wywyższyć Morawieckiego, i czy szykuje go na swojego następcę? To już jest nieaktualne. Pytanie jest takie, jak na początku tekstu - jakie pole samodzielności będzie miał Mateusz Morawiecki, jako premier RP? Na jakiej smyczy będzie trzymany? Nie, nie przez Kaczyńskiego... Ale przez baronów PiS.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje