Wtedy będzie jak w PRL-u

Jeżeli ktoś myśli, że rok 2017 będzie należał do spokojnych w polskiej polityce to się grubo myli. Bo spokojny nie będzie ani ten rok, ani następne. Zapowiedział to Jarosław Kaczyński, i to w sposób bardzo otwarty.

On teraz jeździ po Polsce, odbywa zamknięte dla mediów spotkania z działaczami, i tam mówi im co będzie. Tak było m.in. w Łodzi, gdzie ogłosił, że PiS ma dwa plany: wybory samorządowe w 2018 roku oraz parlamentarne w 2019 roku. I w związku z tym przygotowana będzie nowa ordynacja, na razie samorządowa. Potem powiedział tak: chcemy ustabilizowania władzy w Polsce. Bo równowaga sił jest potrzebna w demokratycznym państwie. No i że zależy mu też na reformie mediów. "Chcemy, aby dążyły do prawdy, a nie opowiadały się za jedną stroną" - stwierdził. 

Reklama

Ha! Kaczyński mówi, że chce nowej ordynacji i reformy mediów! To co, już należy się bać? Jak ktoś chce, niech drży. Choć powinien docenić, że ma niepowtarzalną okazję bycia świadkiem powrotu do PRL-u, i zrozumienia tamtych czasów.

Żeby to nastąpiło, Kaczyński musi mieć zdyscyplinowaną i zmobilizowaną armię, która bez mrugnięcia oka wykona rozkazy. Po to są te podróże i spotkania. Proszę zwrócić uwagę, liderzy PiS już parokrotnie zapowiadali, że zorganizują w Warszawie wielką manifestację, wielusettysięczną, poparcia dla rządu. Miała być taka w styczniu, "w obronie demokracji". Dlaczego jej do tej pory nie było? PiS ma pieniądze na wynajem autokarów, koszty nie są tu problemem. Więc może problemem jest brak chętnych? Może ludzie nie mają ochoty demonstrować w obronie pana Misiewicza i jego zarobków? I setek jemu podobnych?

PiS, jako partię władzy, spotkał syndrom zgaszonego światła. Jakaś grupa działaczy przeniosła się z partyjnych siedzib na państwowe posady, świetnie tam się czuje, i kuje w oczy tych, którzy się nie załapali, nowymi marynarkami, fryzurami, samochodami, ogólnie mówiąc - wzrostem stopy życiowej. Ci co zostali gryzą palce ze złości - dlaczego oni nie dostali nic? Czyżby byli gorsi? Czyżby mniej się starali? Wiadomo jak partia w takiej sytuacji się czuje - rosną szeregi frustratów, niknie chęć do politycznej walki, kwitną intrygi.

Objazd Kaczyńskiego po wojewódzkich organizacjach partii (bo przecież nie po kraju), ten proces ma zatrzymać, i go odwrócić. Więc dlatego prezes rozwija przed aktywem wizje nowych możliwości, nowych krain do podbicia i skolonizowania. Czyli mówi o wyborach samorządowych. Że będą okazją do zwycięstw (i posad), i on to ułatwi - wprowadzając nową ordynację. Taką, która ograniczy prezydentom miast, burmistrzom i starostom liczbę kadencji do dwóch. I to od zaraz. I że Trybunał Konstytucyjny nie jest tu już problemem (czy magister Przyłębska może być problemem?), bo PiS sędziów "przekona"...

O ileż więc miast może zacząć się bój! I to z szansami na sukces, skoro dotychczasowi włodarze będą wyeliminowani... "PiS musi radykalnie wzmocnić się w samorządach - mówił Kaczyński w Radiu Opole. - Trzeba polikwidować te księstewka, dyktaturki".

Ale zaraz dodawał - że już teraz trzeba się do wyborów przygotowywać, że trzeba wyłaniać kandydatów itd. Że trzeba być zdyscyplinowanym i aktywnym.

W ten sposób prezes chwyta swą partię za twarz i stawia do pionu.      

Ale, oprócz zapowiedzi nowej ordynacji do samorządów, Jarosław Kaczyński, wspomniał też o innych sprawach, które chciałby uregulować.

Wyliczmy je. Po pierwsze, Donald Tusk musi stracić stanowisko w Brukseli. Po drugie, posłowie blokujący mównicę w Sejmie muszą zostać ukarani, zmieniony ma też być regulamin Sejmu, no i ma być reforma mediów, czyli ma być tak, żeby "pisały prawdę".

Zamiar tych działań też jest oczywisty. Kaczyńskiemu przeszkadza awanturująca się opozycja i złoszczą złośliwi dziennikarze. To są jedyne siły, które krytykują rządzących, więc trzeba je spacyfikować.

Z opozycją , tą parlamentarną, chyba już sobie poradził, zresztą ona sama mu w tej bitwie pomogła. To co zrobili Petru i Kijowski dyskwalifikuje ich jako poważnych polityków. Nawiasem mówiąc, Schetyna, dużo bardziej poważnie od nich się nie prezentuje.

Dajmy zresztą spokój tej - pożal się Boże - opozycji, bo ciekawsze są zamiary Kaczyńskiego dotyczące mediów. O co mu chodzi? Co ma na myśli (i kogo) gdy mówi - "chcemy, by dążyły do prawdy, a nie opowiadały się za jedną ze stron"?

Sądzę, że mówiąc te słowa nie myśli on o mediach publicznych, ale o tych prywatnych, na które nie ma wpływu. PiS już z nimi walczy, pozbawiając  reklam, przerzucając je do swoich mediów. A teraz pewnie będzie chciał założyć im kolejny kaganiec - najpewniej wprowadzając nową ustawę medialną. Już zresztą urabiana jest w tej sprawie opinia, w PiS-ie mówią, że 16 grudnia był pucz, i że dziennikarze w tym puczu uczestniczyli. Tak PiS przenosi Stambuł do Warszawy.

Cel tej gadaniny, i działań które po niej nastąpią jest prosty - na rynku mają zostać media tylko propisowskie, bo tylko one "dążą do prawdy", a reszta ma się podporządkować, albo zniknąć.

Czy to się uda? 

A dlaczego ma się nie udać?

Owszem będzie awantura. Ale przecież prezes PiS-u uwielbia awantury, podziały, wtedy najlepiej się czuje. 

Więc nie czarujmy się, nie ma co podniecać się opowieściami, że Jarosław Kaczyński za chwilę weźmie pełnię władzy, bo on już ją wziął. Tym co ogranicza jego wszechwładzę nie jest prawo, bo Trybunał Konstytucyjny jest spacyfikowany, nie jest parlament i opozycja, bo właśnie ją tam upokorzył, nie są głosy z Brukseli, bo nie zwraca na nie uwagi. Jedyną siłą, z którą jeszcze się liczy, jest ulica, uliczne manifestacje. Takie jak czarny protest.

Ale nie sądzę, by tym razem jakieś większe grupy wyszły na ulice.

To będzie później. I wtedy będzie jak w PRL-u.  

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje