Zjednoczenie lewicy. Jest szansa na dużą grę

Nie chcę wołać hop, ale wygląda na to, że lewica w Polsce się ogarnęła, i że pójdzie do wyborów razem, nie kłócąc się i nie ośmieszając w oczach swoich wyborców.

W sobotę o wspólnym starcie zadecydowały SLD i Twój Ruch, w koalicji Zjednoczona Lewica będą też inne ugrupowania z tej strony sceny politycznej, Unia Pracy, Partia Demokratyczna, Zieloni i kilkanaście innych.

Reklama

Alternatywą Zjednoczonej Lewicy był start lewicowych ugrupowań osobno - wtedy SLD zdobyłby 5-7 proc., inni byliby poniżej progu. W Sejmie byłoby więc kilkunastu posłów lewicy, oni nic by tam nie znaczyli, i czekaliby na emeryturę.

A tak jest szansa na dużą grę.

Dlaczego tak sądzę?

Po pierwsze, dlatego, że jest w Polsce elektorat lewicy, on mocno stopniał, ale tych wyborców jest wystarczająco dużo, by zbudować mocną grupę w parlamencie. Ktoś przecież głosował na SLD w roku 2001 (41 proc.), ktoś cztery lata temu głosował na SLD i Palikota (8 + 10 proc.). Ci ludzie nie poumierali ani nie wyjechali za granicę. Oni zniechęcili się do lewicy, nie chodzą do wyborów, część z nich przerzuciła swe głosy na inne ugrupowania, głównie PO.

Co ich zniechęciło? Wyliczać jest łatwo: wewnętrzne awantury, brak konsekwencji w działaniu, gierki, żeby na chwilę zaistnieć w mediach. No i brak odwagi (i wiedzy), by bronić swych poglądów. To wyglądało niepoważnie - a wyborca lewicy jest taki, że wybaczy wszystko, ale braku powagi - już nie.

90 procent tych wszystkich niemądrych zachowań lewicy wynikało z jej rozbicia, z wewnętrznej walki. Tonący chlapie chaotycznie na lewo i prawo, do głowy nie przychodzą mu płynne ruchy.

Wiedzą o tym wszyscy w polskiej polityce - gdy jakaś formacja się dzieli, to zajmuje się sobą, a nie wyborcami, i gwałtownie traci poparcie.

Dlatego dla Jarosława Kaczyńskiego najważniejsze zawsze było, żeby nie dać odlepić się od prawej ściany, i od księdza Rydzyka. A dla Donalda Tuska - żeby zawsze kochały go mainstreamowe media.

Miejmy tę świadomość - Tusk wykorzystał bałagan na lewicy, by zbudować układ rządzący, wydawało się, na zawsze. On opierał się na dwóch filarach - na straszeniu PiS-em, że to gromada niebezpiecznych fanatyków i oszołomów, i na deprecjonowaniu lewicy - że to gromada starych, skłóconych dziadków (i trochę mało mądrej młodzieży), więc lepiej (i bezpiecznej) głosować na PO. Mówił o tym w niedawnym wywiadzie dla "Rzeczpospolitej" Roman Giertych. Oto te słowa: "Donald Tusk prowadził mądrą grę z lewicowym wyborcą. Wiele mu przez lata obiecywał, ale niczego przez siedem lat nie dał. Dbał zawsze o mocną frakcję prawicową w PO. Projekt ustawy o in vitro, mocno prawicowy, był projektem Gowina, czyli rządu Tuska. Dzisiaj Platforma nie ma prawego skrzydła i oddaje centrum".

Prezydencka wygrana Dudy i ogarnięcie się lewicy może tę grę PO wysadzić w powietrze. Duda (jak nie odpłynie w klerykalizm i IV RP) może zabrać Platformie wyborców centroprawicowych, a Zjednoczona Lewica (jak się nie pokłóci) - swoich.

To się może udać także z innego powodu - otóż Zjednoczona Lewica to nie jest proste połączenie SLD i resztek po TR, to projekt pokoleniowy, to coś nowego. Nie byłoby tej koalicji gdyby nie upór Krzysztofa Gawkowskiego i Pauliny Piechny-Więckiewicz z SLD i Barbary Nowackiej z TR. To są dziś twarze lewicy. Twarze interesujące - Barbara Nowacka, która szefowała zespołowi programowemu nowej koalicji,  na głowę bije Beatę Szydło czy Ewę Kopacz, jest od nich o niebo bardziej oczytana i elokwentna. Słucha się ją z przyjemnością, to nie jest jakaś nowomowa, którą posługuje się pani premier, czy lakoniczne uwagi, wygłaszane przez zaciśnięte usta, co jest znakiem firmowym pani Szydło. Więc...

Oczywiście, działania "młodych" nie przyniosłyby skutku, gdyby nie przyzwolenie Janusza Palikota i pomoc Leszka Millera. I jego determinacja. Warto docenić, że schowali głęboko dawne urazy, i patronowali dobrej inicjatywie.   

W efekcie lewica może być nie tylko zjednoczona, ale i może odwoływać się do różnych grup. To zaczyna wyglądać mniej więcej tak jak w PiS-ie, gdzie jest podział zadań, gdzie jest Jarosław Kaczyński, trochę w cieniu, i "młodzież".

No dobrze, żeby nie przesłodzić, trzeba postawić zasadnicze pytania: z czym ta nowa lewica zamierza iść do wyborców? I ile głosów może dostać?

To jest rzecz kluczowa - bo przecież jest ona propagandowo zmasakrowana przez PiS i PO. O "masakrze" platformerskiej już pisałem. Ale równie bolesna jest "masakra" PiS-owska. W myśl PiS-owskiej narracji (a powtarza ją Kukiz) SLD i TR to partie establishmentu, w jeszcze większym stopniu niż PO. To partie tych działaczy, którzy "wyzyskują" zwykłych Polaków, i to od zawsze, bo przecież SLD ma PZPR-owskie korzenie. Więc jeśli PO to "postkomuna" i solidarnościowi zdrajcy, to SLD to już "czysta  komuna".  

Zadaniem lewicowej młodzieży będzie z tymi mitami się zderzyć. No i przede wszystkim wepchnąć do publicznej debaty sprawy ważne dla lewicy i jej wyborców. Tak społeczne jak i światopoglądowe. Narzucić własną rozmowę o problemach Polaków, pokazać własną wizję Polski.  Czy to się uda? Nie wiem.

A czy taka koalicja przekroczy próg 8 proc. i wprowadzi swoich posłów do Sejmu? Na to pytanie odpowiedź jest łatwiejsza - jeżeli projekt Zjednoczonej Lewicy zatrybi, zakończy waśnie na lewicy, i pozwoli  jej liderom dobrze się zaprezentować, to taka koalicja może wziąć kilkanaście procent głosów. I wtedy lewica wyjdzie z kąta.

Przypomnę, że w roku 2001 Platforma zdobyła 12,6 proc. głosów, a PiS - 9,5 proc. Ale to wystarczyło, by wprowadzić do Sejmu kilkudziesięciu posłów, którzy zbudowali potęgę tych partii. Ci posłowie mieli jednak coś do powiedzenia, chciało im się walczyć, no i przeciwnik popełniał błędy...

To jest ten scenariusz, na który liczą dziś ci, którzy 14 lat temu byli górą...

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje