Znowu kasa

Jest coś fascynującego w tej grze, jaką toczy opozycja z PiS-em w sprawie nagród dla ministrów. To trwa już dwa miesiące. Opozycja widzi, że złapała PiS za delikatne miejsce, więc dociska jeszcze mocniej. Jeżdżą plakaty po Polsce, kręcone są filmiki, posłowie nie ustają w kolejnych pytaniach, o premie, o pensje. Teraz dołączył się PSL, który publikuje nazwiska lokalnych polityków PiS, którzy zarabiają w spółkach skarbu państwa, oczywiście podając te zarobki. Milion, pięćset tysięcy… itd.

Władza tak złapana próbuje się wyrwać z uścisku. Na kilka sposobów. Na murzyna, na świetlaną przyszłość i na szatniarza.

Reklama

Więc, po pierwsze, władza wypomina Platformie jej winy. Tak jak Związek Radziecki wypominał Ameryce, że "u was biją murzynów". Ech, jakoś nie chce mi się wierzyć, że ostatnie zatrzymania byłego wiceministra Jacka Kapicy, i innego byłego wiceministra, a obecnie sekretarza generalnego PO Stanisława Gawłowskiego, to przypadek. Raczej jest to próba odzyskania inicjatywy w tej przepychance, kto większy chachmęt, uzyskanie "moralnej" przewagi. Na zasadzie - to wy, to wy, to wy...

Te zmagania, kto komu lepiej naklei gębę aferzysty niosą ze sobą rosnącą złość i nienawiść. Sejm, głosami PiS, uchylił immunitet Kamili Gasiuk-Pihowicz i Ryszardowi Petru, bo chcą ich pozwać politycy PiS. Ale wcześniej, w podobnym przypadku, obronił posła PiS Dominika Tarczyńskiego. Sejm zgodził się na aresztowanie Gawłowskiego, choć wcześniej Senat obronił pisowskiego senatora Stanisława Koguta.

Sejm przyjął nowy, zaostrzony regulamin, który posłom już naprawdę na niewiele pozwala. W związku z tym ukarano Kamilę Gasiuk-Pihowicz, z paragrafu o naruszenie powagi Sejmu, bo chciała zadać pytanie. I tak dalej.

Jest w tym wszystkim mściwość, zawziętość, i ochrona swoich. PiS lubi powtarzać, że prawo musi być równe dla wszystkich, po czym ostentacyjnie pokazuje, że jedno prawo jest dla opozycji, a drugie dla władzy i jej ludzi. A na takie sprawy Polacy są wyczuleni, więc nie sądzę , by tymi aresztowaniami i różnego rodzaju ukąszeniami opozycję dało się przestraszyć i wyciszyć.

No, ale władza ma jeszcze inną metodę. Numer dwa. Opowieść o świetlanej przyszłości, czyli ucieczkę do przodu. Obserwowaliśmy to na konwencji samorządowej PiS, podczas której obiecano Polakom dodatkowe pieniądze. Polkom - jak urodzą "szybko" kolejne dziecko, i 300 zł na każdego ucznia, w sierpniu, na wyprawkę szkolną. Plus niższe podatki dla mikrofirm. To, oczywiście, niewiele ma wspólnego z samorządem, ale buduje przyjazną atmosferę, bo jak tu nie lubić kogoś, kto daje. I jak nie oczekiwać zrozumienia - wprawdzie wziąłem te 70 tys., ale o was, drodzy obywatele, też pamiętam, proszę, dodatkowe 300 zł na tornister i kurtkę dla syna... Czy to będzie skuteczne? Sam się zastanawiam...

No i jest jeszcze trzecia metoda, za pomocą której władza chce się otrząsnąć od namolnej opozycji - na szatniarza. Pamiętacie państwo ten dialog z "Misia"? Nie mamy pańskiego płaszcza, i co pan nam zrobi?

Tu w rolę szatniarza wszedł wiceszef kancelarii premiera Paweł Szrot, który w Sejmie zakomunikował: "temat nagród jest zamknięty, jestem absolutnie przekonany, że wszyscy których to dotyczy, wykonają zobowiązania i przekażą nagrody na cele charytatywne". I zapowiedział, że kolejnych informacji Kancelaria udzielać już nie będzie.

Jedna wypowiedź, dwa byki... Miejmy świadomość, że jeżeli ministrowie przekazują swoje nagrody dla "Caritasu", to przecież ich nie zwracają, tylko nimi dysponują, zgodnie z własną wolą. A że ta wola to efekt rozkazu ich partyjnego szefa, to już ich sprawa. Głupio jest mi pisać takie banały, ale chciałbym przypomnieć ministrom płci obojga, że te nagrody otrzymali z państwowej kasy (a nie z "Caritasu"), więc i do tej kasy powinni je zwrócić.

A po drugie, nie jest rolą urzędników, bądź co bądź pośledniego szczebla, ogłaszać, który temat jest zamknięty, a który otwarty. Bo na to wpływu nie mają.

PiS więc się szamocze, z jakim skutkiem - to się okaże, a przecież mógłby tych kłopotów uniknąć. W sposób bardzo prosty - mógł po objęciu rządów uczynić wszystkie zarobki w sferze publicznej, czyli urzędników i pracowników spółek skarbu państwa, absolutnie jawnymi. W realu. A nie tak, jak jest teraz, że trzeba się dowiadywać, dokopywać każdej informacji, bo oprócz oficjalnej pensji są premie, trzynastki, nagrody, i jeszcze jakieś dodatkowe zaskórniaki. Bo najlepszą metodą na rozmaite kombinacje władzy jest jawność.

To dobre lekarstwo na hucpę, na chciwość, na sypanie publicznego grosza swoim. Obawa, że ludzie się dowiedzą, że będzie szum... Więc proszę mi PiS-ie wytłumaczyć, dlaczego jawności nie chcesz?

Hmm... W tej sprawie mam pewne podejrzenia. A mianowicie takie, że, po pierwsze, PiS nie chce jawności, bo ma coś do ukrycia, bo uważa, że ludzie o pewnych sprawach wiedzieć nie powinni. Zwłaszcza tego, jak partia rządząca wynagradza sobie trudy rządzenia. Po drugie, co łączy się z pierwszym, wynika to też z przekonania, jak państwo powinno działać i wyglądać. I Kaczyński i jego współpracownicy postrzegają państwo jako machinę, która narzuca obywatelom wolę przywódcy. Która jednemu da 300 zł, a drugiego ukarze grzywną, która jednego zamknie, a innych nie (narodowcy dziękują Zbigniewowi Ziobrze za łaskawość...), która swoim biznesmenom da, a innym zabierze. A ciemny lud ma słuchać, podziwiać, i nienawidzić kolejnych, wskazywanych przez władzę wrogów.

Zupełnie innym modelem państwa, od którego PiS się oddala, jest państwo przezroczyste. W którym każdy, klikając w domu, może dowiedzieć się, ile zarabiają polityk X czy prezes Y, łącznie z premiami i nagrodami. W którym centrum decyzyjne jest w parlamencie, a nie w siedzibie partii, a takie programy, jak 300 zł na podręczniki, są wpierw przez media i polityków przegadane, a potem uruchamiane. I w którym opozycja nie jest gangiem do rozwalenia.

I to jest, sądzę, najważniejsze w tym całym sporze o kasę. Bo oni, i PiS, i opozycja, kłócą się, kto więcej brał, kto więcej kroił. I kto bardziej to ukrywał. A zaproponowanie takiego modelu państwa, w którym takie krojenie byłoby niemożliwe, bo wszystko byłoby na tacy, i zarobki, i wydatki spółek skarbu państwa na różne promocje itp., ani jednym, ani drugim nie przechodzi przez gardło.

Zastanawiał się ktoś, skąd ta zgoda?

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy