​Bolek i inni

"Panie premierze, więcej zdecydowania! Dość takiej zabawy! Władzę trzeba szanować, to są przedstawiciele narodu, nie można pozwolić na opluwanie i bijatykę" - tak wołał swego czasu Lech Wałęsa do premiera Tuska o spacyfikowanie siłą związkowców z "Solidarności", gdy ci zapowiadali, że usiądą politykom na drodze i zablokują im dostęp do Sejmu. I żeby dodać premierowi odwagi i stanowczości wobec wichrzycieli, zapewniał, że sam gotów wziąć pałę i dać dobry przykład. "Ja bym wyszedł i spałował, na miejscu premiera albo komendanta sam bym wyszedł, żeby jakiś policjant się nie bał spałować przewodniczącego, to ja bym sam go spałował!"


Reklama

Ale to było oczywiście w czasach, gdy górą była sitwa Wałęsy. Teraz punkt siedzenia się Wałęsie zasadniczo zmienił, a wraz z nim także punkt widzenia. Skończyło się okadzanie "mędrca Europy", donosy kapusia "Bolka" pokazano całemu światu wraz z niezbitymi dowodami ich autentyczności, nowe zarządy spółek skarbu państwa, wydojonych przed laty przez tzw. Instytut Wałęsy upomniały się o zwrot wziętych na lipne "programy" grantów - słowem, nie pozostało Wałęsie nic innego, niż rzucić na szalę walki z PiS ostatni atut: swój zad, który właśnie obiecał usadzić najbliższego dziesiątego na trasie przemarszu pisowskiej "miesięcznicy smoleńskiej".

Ta zapowiedź szalenie podnieciła cokolwiek ostatnio oklapłą "totalna opozycję". No, ależ to fotki pójdą w świat, rajcują się na mediach społecznościowych redaktor Grochal z "Newsweeka" z redaktor Wielowieyską z "Wyborczej". Legenda "Solidarności" brutalnie wynoszona przez policję z trasy smoleńskiego pochodu! A te newsy, które już pewnie zdążyły one i ich towarzystwo przygotować - Wałęsa aresztowany! Represje! Brunatna fala! Aaaach... Sam nie wiem, czy to ciśnienie funkcjonariuszy agit-propu PO, żeby generować i puszczać w świat niusy poniżające Polskę i pozwalające ją ustawiać od pręgierzem, żeby byle przepychankę na wiecu podnosić do rangi "brunatnej przemocy" czy wręcz od zera zmyślać sensacje typu "oplucie muzułmanki", jest bardziej groteskowe czy bardziej obrzydliwe. W każdym razie jest. Wałęsa sprowadzający się do roli ulicznego zadymiarza jest dobrym symbolem degeneracji całej totalnej opozycji, której idea, program i praktyka sprowadza się już tylko do jednego, żeby jakoś zrobić Kaczyńskiemu na złość.

A co będzie, gdy Wałęsa na antymiesięcznicach smoleńskich i manifestacje pod prywatnym mieszkaniem prezesa, jak ta urządzona przez panią Dryjańską i jej wulgarne "dziewuchy", też się już opatrzą? Czytałem niedawno, jak z pełną operacyjną powagą prowadziła SB akcję nękania śp. Haliny Mikołajskiej poprzez... jakby to ująć? Defekowanie jej na wycieraczkę. Szkoda, że nie zachowały się szczegóły tej akcji. Jak dobierano zadaniowanych funkcjonariuszy, względnie współpracowników, czy ich przed akcją specjalnie karmiono, czy zdarzały im się problemy z terminowym i punktowym wykonaniem zrzutu? Na swoje szczęście "totalna opozycja" ma dziś tych fachowców w swoich szeregach, w końcu broni ich prawa do emerytur znacząco wyższych od, jak to ujął profesor Sadurski w "Newseeku", "nieoświeconego plebsu", więc może dopytać o szczegóły know-how. Może już tak czyni, bo naprawdę, poza narobieniem Jarosławowi Kaczyńskiemu na wycieraczkę nic już jej nie zostało. No, może jeszcze w ramach eskalacji za każdym razem robić będzie każdego dziesiątego coraz to inna legenda opozycji, do Wałęsy włącznie.

Młodzi ludzie może dziwią się, że tyle teraz nagle tych "legend opozycji". Nie ma nic dziwnego, droga młodzieży, tak się to w fachowej mowie służb nazywa: "legendowanie". Legendowało się konfidenta, agenta lub prowokatora na przykład aresztując go demonstracyjnie i poddając pozorom prześladowań - i tak zalegendowany osobnik zostawał na przykład przynętą, do której ciągnęła naiwna młodzież o gorących sercach, zbuntowani "robole", katolicki ciemnogród i wszelki w ogóle element wywrotowy. Albo rozbijaczem, niweczącym radykalizmem i awanturnictwem starania tych, których się złamać i pozyskać nie udało. Niby napisano o tym setki książek, począwszy od czasów Dostojewskiego, bo wszystkie owe szulerskie chwyty w pokerze rozgrywanym z wrogami reżimu stosowała już Ochrana, niby sprawy są znane, dość poczytać historię "Narodnoj Woli" czy Jewno Azefa, ot, choćby wydane niedawno "Ikony" Thürshmida, żeby pewne podobieństwa zaczęły bić po oczach... Niby. Ale co innego wiedzieć, a co innego przyjmować do wiadomości.

Ruch "Solidarności", który tak ważną rolę odegrał w dziejach Polski i świata, w prawie już 40 lat po Sierpniu nie ma wciąż swojej historii. Ma tylko legendy. A historii nie ma właśnie dlatego, że "legendy" skutecznie odstraszyły historyków od zajmowania się tematem. Trzeba mozolnie rekonstruować nasze najnowsze dzieje ze wspomnień działaczy, z zachowanych dokumentów operacyjnych, z donosów i meldunków, relacji żyjących jeszcze świadków. To bardzo ciekawa praca, i bardzo gorzka, gdy zaczyna się rozumieć, że krwawej masakry w 1980 uniknęła Polska tylko dzięki temu, że SB zdołała w trzech z czterech ośrodków strajkowych umieścić na czele buntu swoich tajnych współpracowników. Tym jedynym wyjątkiem były Katowice, gdzie miejsce szykowane dla lokalnego odpowiednika Wałęsy, Jurczyka i Sienkiewicza zajął Andrzej Rozpłochowski. Jak potem tego autentycznego robotniczego przywódcę i kryształowego człowieka Wałęsa we współpracy z SB gnoił i niszczył, podobnie zresztą jak podobnych mu "ekstremistów" (niestety, zapisów tych konsultacji "legendarnego" przewodniczącego NSZZ "Solidarność" z przyszłymi partnerami od Okrągłego Stołu wiarołomny Kiszczak też nie zniszczył) można poczytać, choćby we wspomnieniach Rozpłochowskiego "Postawią ci szubienicę".

Ilekroć o tej wiedzy, dobrze już udokumentowanej i dostępnej, wspominam, zaraz oczywiście pada nieśmiertelny argument trolli - "a co ty wtedy robiłeś, gdy Władek, Lechu czy inny legendarny siedzieli w więzieniu?!". Odpowiadam więc z góry, zgodnie z prawdą - ja wtedy wierzyłem, że to naprawdę nasi bohaterowie i bojownicy o świętą polską sprawę, bo byłem młodym, naiwnym idiotą. Dzisiaj mi z tego powodu wstyd.  

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje