Do przyjaciół Niemców

Nie mam z Niemcami, o ile wiem, żadnych związków rodzinnych, nie łączą mnie z nimi jakieś szczególne wspomnienia czy przyjaźnie, ot, tyle, że pamiętam z czasów dawniejszych pary wolontariuszy, którzy robili tu całkiem dobrą robotę. Nie mam więc innej możliwości zadać im tego pytania, niż publicznie: Czy wy naprawdę chcecie tego, nad czym uporczywie pracujecie? Tego, by słowo "Niemiec" znowu w przeciętnym Polaku budziło wrogość, by było synonimem buty, arogancji i pogardy dla "untermenschów"?

Bo, mam nadzieję, przynajmniej zdajecie sobie z tego sprawę, że od dłuższego czasu popychacie nasze relacje w tę właśnie stronę? Zaledwie parę lat temu - rzecz jeszcze przed pół wiekiem nie od pomyślenia - badania pokazywały, iż Niemcy darzeni są w Polsce niemal taką samą sympatią, jak Amerykanie, a pierwsze skojarzenie z Niemcami to dla Polaka już nie potworności czasów wojny, ale nowoczesność, gospodarka, dobrobyt. Ale za kilka lat, jeśli nic się nie zmieni, sytuacja wróci do dawnego stanu. Naprawdę, ktoś tam u was uznał, że to korzystne?

Nie, nie myślę nawet o takich prowokacjach - czy aktach strzelistej głupoty - jak używanie określenia "polskie obozy koncentracyjne" i uporczywa odmowa sprostowania i przeprosin. Albo obrzydliwa, wyssana przez scenarzystów z palca scena w popularnym serialu historycznym, gdzie partyzanci z AK uwalniają niemieckich więźniów, by po stwierdzeniu, że to Żydzi, oddać ich z powrotem oprawcom. Rzecz jasna, jeśli ktoś chce Polaków rozsierdzić, to trudno wymyślić skuteczniejszy sposób. My tu w Polsce, obserwując niemieckie media, widzimy dobrze, że są one znacznie silniej od naszych kontrolowane przez władzę, trudno nam uwierzyć, że jeśli niemiecki rząd jest w stanie cenzurować informacje o gwałtach czy innych przestępstwach imigrantów, sprawach, które powinny bulwersować niemiecką opinię publiczną - to nie może, gdyby tylko chciał, ukrócić prób przerzucania na Polaków odpowiedzialności za zbrodnie dokonane przez waszych przodków w ubiegłym stuleciu.

Reklama

A zresztą, oba podane wyżej przykłady pochodzą przecież z mediów publicznych.

Ale to, uważam, tylko objaw, a nie przyczyna. Podobnie, jak sprawa imigrantów. Oczywiście, jeśli kanclerz Niemiec zaprasza do swego kraju masy nie poddających się żadnej kontroli ani nie dopuszczających żadnej asymilacji przedstawicieli obcej, agresywnej kultury, uważających, że biali mają obowiązek oddać im swoje bogactwa na mocy sprawiedliwości dziejowej, a potem tych zaproszonych usiłuje wmusić innym państwom, w tym nam, i jeszcze przy tym niemiecka propaganda wmawia, że ludzie ci nie są tym, kim są, migrantami szukającymi bogatszych krain do osiedlenia, tylko "uchodźcami" - to nas gniewa. Nie uważamy problemu imigracji za nasz problem. Po pierwsze, oni wcale nie wybierają się do nas - wielu prawdziwych uchodźców z Syrii, których przyjęliśmy, zapewniając na miarę swoich możliwości utrzymanie i pracę, przeniosło się niemal natychmiast do Niemiec, zwabionych waszym socjalem. Po drugie, nie mieliśmy żadnego udziału w kolonizowaniu ich krajów, sami wtedy walczyliśmy o niepodległość, więc nie mamy żadnego powodu by się wobec mieszkańców Bliskiego Wschodu czy Afryki do czegokolwiek poczuwać. Przyjęliśmy wielu Czeczenów, bo heroiczna walka małego narodu z rosyjskim imperium przypominała nam naszą własną historię. Jest u nas milion, a może już półtora miliona Ukraińców, są dziesiątki tysięcy Wietnamczyków, są też Turcy i Arabowie - wystarczy przejść się ulicą, by zobaczyć, ile prowadzą restauracji i barów, albo zasięgnąć informacji w izbach gospodarczych dokumentujących liczbę przedstawicielstw handlowych. Więc nie ma powodów oskarżać nas, jak to czyni wasza propaganda, o ksenofobię czy rasizm. Oni wszyscy nam nie przeszkadzają, bo przyjechali tu pracować, a nie brać zasiłki, nie poczuwając się w zamian za nie do niczego. Nie zamierzamy powtarzać waszych błędów i nie damy się zmusić do tego, choćby niemiecki rząd i media nie wiem jak gniewnie na nas tupały i pokrzykiwały.

Ale i to tylko objaw czegoś gorszego. Czegoś, co wynika z faktu - wybaczcie, powiem tak, jak to my, Słowianie, u nas "co w sercu to na widelcu" - że wy, Niemcy, macie jakiś cholerny psychiczny problem. Coś w waszych mózgach, czego inne narody nie mają, narzuca wam pęd do pouczania całego świata i porządkowania go według waszych, niemieckich wzorców. Jako tych najlepszych i bezdyskusyjnych. Właściwie to nawet nie muszą być wzorce wasze - odnosimy wrażenie, że w sumie wszystko wam jedno, co tam akurat na świecie jest modne, Niemcy zawsze chcą być w tym prymusami i z tej pozycji rozstawiać wszystkich innych po kątach. Jak świat odurzony był darwinizmem i teoriami rasowymi, to Niemcy byli największymi rasistami świata. Jak z kolei na topie jest political corectness, to wy musicie być bardziej poprawni od najpoprawniejszych i przypisujecie sobie misję zmuszenia do politpoprawności innych, a już nowych krajów członkowskich zwłaszcza.

Nie ma dnia, żeby jakaś niemiecka gazeta czy telewizja nie pouczała nas, kogo nam wolno było wybrać do parlamentu i rządu, i że ma to być kto inny, wskazany przez światłe germańskie elity. Nie ma dnia, by w polskich mediach nie cytowano jakiegoś kolejnego waszego bezczelnego mędrka, który insynuuje nam autorytaryzm, poucza, narzuca i bezczelnie wmawia, że tylko ci politycy, którzy posłusznie chodzili przez osiem lat na politycznym pasku niemieckich elit, mają prawo w Polsce rządzić.

Tymczasem to - jak to mawiają Amerykanie - nie waszej babci zakichany interes. Ta wasza bezczelność samozwańczych starszych braci, ta buta kolonizatorów, patrzących na nas jak na małpy skaczące po drzewach, sączy kropla po kropli jad w nasze wzajemne relacje.

Gdzieś jest granica, gdy tego jadu zrobi się za dużo, i wtedy naprawić to, co właśnie psujecie, będzie naprawdę trudno.

Chyba że z jakichś powodów robicie to wszystko świadomie. Że to taki plan, żeby znowu być znienawidzonym przez całą Europę, nie tylko Środkową. Jeśli tak, to przepraszam - nie jestem Niemcem, nie myślę się wtrącać w cudzą politykę.

Ale jeśli nie zdajecie sobie sprawy z tego, jak jest odbierane wasze gorliwe zaangażowanie w szkodzenie polskiemu rządowi i to aroganckie pouczanie nas w sprawach, w których Polacy nigdy nikomu się bezkarnie pouczać nie dawali - to, bardzo was proszę, przyjaciele Niemcy, zastanówcie się nad swoim postępowaniem, zanim będzie za późno.

Rafał Ziemkiewicz

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje