​Europa ślepa, głucha i bezmyślna

Towarzysz Lenin mawiał: "kapitaliści sami sprzedadzą nam sznur, na którym ich powiesimy". Proroctwo nie do końca się spełniło: kapitalizm, którego ostateczną śmierć ogłaszał Lenin sto lat temu, wciąż żyje i ma się nieźle, a ZSSR wręcz przeciwnie. Ale to nie dlatego, żeby towarzysz Lenin mylił się co do głupoty Zachodu - nic podobnego, zachodnie elity naprawdę robiły przez wiele dziesięcioleci wszystko, żeby umożliwić sowietom realizację ich globalnych planów. Za obsuwę winę ponosi sam komunizm, który okazał się systemem tak niewydolnym, że mimo posiadania setek tysięcy czołgów, dział i rakiet z głowicami jądrowymi oraz wsparcia "poputczików" z uniwersytetów i salonów całego postępowego świata w przeciągu dwóch pokoleń kompletnie się skichał i zawalił pod swoim własnym ciężarem.

Nie wyleczyło to w najmniejszym stopniu Zachodu z nawyku ochoczego podkładania się najeźdźcom, gorliwego plecenia sznura na własny kark i z przekonania, że najlepszym sposobem na agresora jest mu ustępować i przymilać się. Przed osiemdziesięciu laty przymilał się tak do Hitlera, pozwalając mu na wszystko, aż narodowosocjalistyczny bandzior z drobnego opryszka wyrósł na potężnego dyktatora, którego ujarzmienie wymagało pięciu lat wojny, śmierci milionów i ogromnych poświęceń materialnych. Niemniej, wtedy jeszcze Zachód był dość silny, by w końcu z wyhodowanym przez siebie zbrodniarzem wygrać. Jego dzisiejsze umizgi do wojującego islamu prawdopodobnie będą ostatnimi.

Reklama

Bo obecne zachowanie Europy wobec inwazji islamskiej jest dokładną powtórką tego, jak ochoczo rozkładała się przed nazizmem i komunizmem, marząc, że uległość i poddanie przyniesie jej upragniony "pokój naszych czasów" a potem powtarzając sobie, że "better red, than dead" - lepiej się poddać czerwonym, niż zostać przez nich zabitym.

Wystarczało przecież swego czasu przeczytać dzieła Lenina czy "Mein Kampf" Hitlera. Ani pierwszy, ani drugi, w najmniejszym stopniu nie ukrywali swoich zamiarów. Pisali wprost: opanujemy cały świat, wymordujemy klasy posiadające i historycznie zbędne (Lenin), wyniszczymy rasę żydowską i rasy niższe (Hitler) a resztę poddamy swemu bezwzględnemu panowaniu (obaj). A jednak - Zachód udawał, że tego nie ma. Nie widział. Wmawiał sobie, że Lenin to idealista, który może trochę błądzi, ale chodzi mu wyłącznie o poprawę losu mas pracujących, taki, ot, rosyjski odpowiednik naszych liderów związków zawodowych. Że Hitler z tymi Żydami tak tylko gada, bo musi, żeby wygrywać wybory, ale przecież jest rozsądnym człowiekiem, można się z nim dogadać i robić interesy jak z każdym. Że Stalin to fajny facet, sojusznik i przyjaciel, a te opowieści o gułagach czy głodzie na Ukrainie to propaganda wstrętnych reakcjonistów.

Dziś Zachód wmawia sobie, że Islam to religia pokoju, że jego wyznawcy przybywają do Europy po to, by się z nami "zintegrować", podzielają nasze wartości i są z natury tolerancyjni. A w ogóle to przecież "uchodźcy". Uciekają przed wojną, należy im się z naszej strony życzliwość, opieka, pomoc. Musimy ich kochać - to chrześcijański obowiązek, dobro "uchodźców" ważniejsze jest niż bezpieczeństwo nas samych i naszych narodów!

A przecież wystarczyłoby przyjąć do wiadomości elementarne fakty. Miażdżąca większość zalewającej Europę imigracji z krajów islamskich w żaden sposób nie pasuje do wyznaczonych m.in. konwencją ONZ kryteriów "uchodźców". Nie uciekają z krajów, w których toczy się wojna, nic im nie grozi, nie szukają azylu w pierwszym bezpiecznym kraju, nie zamierzają powracać do swego kraju pochodzenia, gdy stanie się to możliwe. To migranci, szukający lepszego życia, zdecydowani osiedlić się w krajach białych, ściągnąć tu swe rodziny i korzystać z tutejszego bogactwa, socjalu, zasiłków i innych form pomocy - ale bez zobowiązań wobec gospodarzy. To osadnicy, ciągnący do Europy z tych samych powodów, które przed wiekami pchały europejską biedotę do zasiedlania terenów amerykańskich Indian.

A przecież wystarczyłoby przeczytać Koran i przyjąć do wiadomości elementarną wiedzę o islamie. To nie jest religia stworzona przez męczennika, jak Chrystus, czy filozofa, jak Budda, czy proroka wyprowadzającego swój lud z niewoli, jak Mojżesz. Islam stworzony został przez wodza, podbijającego świat - i stworzony został na użytek tego podboju. Po to, by podbite ludy scalić, poddać swojej władzy i pchać do dalszych podbojów. Mahomet nie był ani trochę Chrystusem, Lao-Tse czy Buddą, był raczej Aleksandrem Macedońskim, Hitlerem i Stalinem - z tą różnicą, że odkąd tamci gryzą ziemię, ich armie się rozeszły, a armie Mahometa, mimo upływu wieków, dzięki stworzonej przez niego religii walczą o jego panowanie nad światem nadal.

Trzeba być skończonym durniem, by szukać symetrii zła między chrześcijaństwem a islamem i mówić, że przecież chrześcijanie też dopuszczają się przemocy i zabijają. Tak - wiem, że tak głosi papież Franciszek, i powtarzam z całą mocą: bzdury! Bo chrześcijanin sięgający po przemoc sprzeniewierza się swojej religii, a muzułmanim mordujący niewiernego bądź konwertytę, który z islamu ośmielił się przejść na inną religię, wypełnia nakaz swego Proroka. Za to samo, dokładnie to samo, za co chrześcijanina Biblia straszy wiecznym potępieniem, muzułmaninowi Koran obiecuje wieczną szczęśliwość i posuwanie rajskich dziewic. Wystarczyłoby ten Koran przeczytać!

Wystarczyłoby posłuchać samych "uchodźców". Oni wcale nie ukrywają, że mają głęboko w de europejskie "wartości" i prawa, że w żadnym wypadku nie zamierzają się do nich dostosowywać ani z nami integrować - przeciwnie, patrzą na świat "demokracji liberalnej" z tą samą pogardą, jaką dla "zgniłego kapitalizmu" i "dekadenckich upadłych imperiów" czuli komuniści i naziści. Uważają nas za ludzi zdegenerowanych, krańcowo zdeprawowanych, bezbożnych, nie znających żadnych wartości poza dogadzaniem sobie, ludzi, którzy nie chcą mieć dzieci, którzy starych rodziców odsyłają do państwowych umieralni albo dobijają - jednym słowem, mamy im oddać swoje bogactwa (ukradzione, jak są o tym przekonani, przodkom dzisiejszych imigrantów) i zdychać. A jeśli nie chcemy zdychać wystarczająco szybko, to oni nam w tym pomogą.

Uchodźcy? Gdybym musiał kiedykolwiek uchodzić przed prześladowaniami czy wojną, uciekałbym do współbraci, rodaków, współwyznawców. To przecież oczywiste. Ale rzekomo "uchodzący" muzułmanie jakoś nie uciekają do krajów muzułmańskich, arabskich, choć tam mają najbliżej, a i dostatek Emiratów Arabskich czy Arabii Saudyjskiej jest legendarny. A i te bogate, islamskie kraje stanowczo braci-muzułmanów przyjmować nie chcą. Za to, owszem, sypią hojnie kasą na meczety, "centra kultury islamskiej" (także w Polsce, w Białymstoku, za łaskawym przyzwoleniem prezydenta Truskolaskiego) i wszelką inną infrastrukturę przydatną "uchodźcom" w kolonizowaniu ziemi giaurów, "niewiernych", dla Allaha. Wystarczyłoby zapoznać się z podstawowymi faktami i chwilę pomyśleć.

Ale Zachód nie chce wiedzieć. Zachód nie widzi. Zachód nie myśli. Zachód sobie opowiada bajki i gniewnie karze tych, którzy nie chcą wierzyć w oczywiste bzdury. Zachód po raz kolejny sądzi, jak dziecko, że kiedy się schowa głowę pod kołdrę, to zagrożenie zniknie.

Należę do tego pokolenia, które chciało, aby Polska, podbita przez sowieckich Hunów, na powrót stała się częścią Zachodu. Ale to było w innej epoce. W tej obecnej mogę tylko przypomnieć słowa z ballady Kaczmarskego - "są ludy, co dojrzały do śmierci, z rąk ludów niedojrzałych do życia". I mieć nadzieję, że w przeciwieństwie do Niemców, Anglików, Francuzów czy Szwedów, my jeszcze takim "dojrzałym" ludem nie jesteśmy. 

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje