Najgorszy z gangów Nowego Jorku

Nie wierzę w istnienie "złotego pociągu", z szeregu różnych przyczyn, nad którymi nie powinno się tu i teraz rozwodzić. Ale za znaczący fakt uważam światowe reakcje na odgrzanie po raz kolejny tej powracającej co kilka, kilkanaście lat legendy. Szczególnie reakcję Światowego Kongresu Żydów, który nie czekając na znalezienie legendarnych skarbów i choćby wstępne ustalenie, skąd się wzięły, już uznał je za swoją własność. Zabrzmi w tym kontekście jak żart, gdy przypomnę, że organizacja ta ma w statucie między innymi starania o zmianę niekorzystnego stereotypu wizerunkowego Żydów.

Oświadczenie kierującego kongresem Roberta Singera trudno jednak potraktować jako roszczenie tylko śmieszne, zawiera ono bowiem fragment arcypodły: Żydom należy się "złoty pociąg" nie dlatego, że zawiera dobra im zrabowane (bo skoro nie wiadomo, czy skarb w ogóle jest, tym bardziej nie wiadomo, skąd się wziął) ale dlatego, że "Polska nigdy w żaden sposób nie zadośćuczyniła ofiarom holocaustu za zbrodnie i straszliwe straty materialne".

Reklama

Idąc ta logiką - cokolwiek wartościowego znajduje się w Polsce, należy się Światowemu Kongresowi Żydów na poczet odszkodowań za holocaust. I nie jest to bynajmniej jakiś "lapsus" pana Singera, odosobniony eksces. Jeden z poprzedników Roberta Singera na stanowisku dyrektora wykonawczego WJC, Israel Singer, zasłynął wypowiedzianymi prawie dwie dekady temu słowami: "Ponad trzy miliony Żydów zginęło w Polsce i Polacy nie będą spadkobiercami polskich Żydów. My nigdy na to nie pozwolimy (...) Jeśli Polska nie zaspokoi żydowskich żądań będzie publicznie atakowana i upokarzana na forum międzynarodowym". Co prawda w 2007 roku Israel Singer został w atmosferze skandalu odwołany ze swej funkcji, gdy pojawiły się podejrzenia, że odszkodowania za holocaust, które bardzo sprawnie wymuszał od różnych państw i instytucji, przyklejały mu się do palców - ale ta zmiana, dokonana jak tylko się dało bez nadawania skandalowi rozgłosu, nie zmieniła jak widać ogólnych wytycznych.

Z całą świadomością, narażając się na niesłuszne oskarżenia o szerzenie nienawiści rasowej, oznajmię państwu: obaj panowie Singerowie (nie wiem, czy są spokrewnieni) i organizacja, o której mówimy, są emanacją wyjątkowo nikczemnego gatunku ludzkiego, który nazywam "nowojorskimi parchami".  Jeśli kogoś oburza, że to określenie nader obelżywe, potwierdzam: właśnie dlatego go używam. Choćby dlatego, że o wspomnianych nowojorskich grandziarzy miałem okazję się osobiście otrzeć. Są to ludzie szczególnej podłości, chciwi ponad wszelkie wyobrażenie, butni i bezczelni, po prostu współczesne wcielenia szekspirowskiego Shylocka - ale gorsi od niego o tyle, że do wszystkich negatywnych cech amoralnego bankiera dodają jeszcze cynicznie rozgrywany moralny szantaż, ustawiając się na pozycji ofiar największej zbrodni w dziejach świata. Wszystkie swe gangsterskie wymuszenia uzasadniają moralnym prawem ocalałych z holocaustu, mścicieli holocaustu, spadkobierców ofiar holocaustu - choć sami nie należą do żadnej z tych grup. Przeciwnie, oni akurat są spadkobiercami tych, którzy w Hitlera zainwestowali, bo jest faktem dobrze przez historyków opisanym, aczkolwiek wstydliwie nie nagłaśnianym, że naziści nigdy by nie rozwinęli skrzydeł bez kredytów od J.P. Morgana i innych żydowskich bankierów z Wall Street - i tych, którzy wtedy, gdy holocaust się dokonywał, dla bieżącej polityki pracowali usilnie, aby wieści o nim jak najgłębiej ukryć i wyciszyć.

Jakie ma prawo Światowy Kongres Żydów, światowy z nazwy, bo w istocie nowojorski, do mienia po trzech milionach polskich ofiar holocaustu? Z punktu widzenia całej tradycji prawa cywilnego, od rzymskich jego korzeni - żadne. Jeśli ktoś umiera, czy to z przyczyn naturalnych, czy zamordowany, nie pozostawiając po sobie spadkobiercy, jego mienie przechodzi na skarb państwa, którego był obywatelem. Jeśli bezpotomnie i bez testamentu umrze Polak w Nowym Jorku jego mienie przejmie stan Nowy Jork, i gdyby zgłosił się po nie Kongres Polonii Amerykańskiej, nie mówiąc o jakiejś polskiej organizacji z Warszawy, zostałby wyśmiany. Oczywiście roszczeń organizacji żydowskiej nikt na świecie nie ośmiela się wyśmiać, ale nie dlatego, by nie były one równie absurdalne.

WJC i powiązana z nim Światowa Żydowska Rada Restytucji Mienia swe idące w miliardy wymuszenia oparły na przedziwnej, plemiennej - należałoby mądrze, po prawniczemu, powiedzieć "trybalistycznej" - zasadzie dziedziczenia "po narodowości", czyli po Żydach przez innych Żydów, choćby zupełnie skądinąd i w żaden sposób ze spadkodawcą nie powiązanych. Gdyby ta zasada miała być traktowana poważnie, my z kolei powinniśmy zażądać od Światowego Kongresu Żydów odszkodowań za zbrodnie dokonane na narodzie polskim przez Fejginów, Bermanów, Różańskich i innych - a Rosja na przykład za spustoszenia rewolucji bolszewickiej, bo przecież całe bolszewickie KC poza Dżugaszwilim i Uljanowem rekrutowało się z żydowskich odszczepieńców. Oczywiście, takie roszczenia, w przeciwieństwie do żydowskich, nie zostałyby poparte przez światowe media, ale nie dlatego, że byłyby mniej zasadne.

Z argumentem, iż Polska powinna płacić odszkodowania, bo zbrodni dokonali Niemcy na terenie Polski, tym bardziej trudno poważnie polemizować - równie zasadne byłoby domagać się odszkodowań dla spadkobierców polskich zesłańców od Czukczów czy innych rdzennych mieszkańców Syberii.

Może więc "prawo moralne"? Także z tego punktu widzenia kto jak kto, ale Żydzi amerykańscy lokują się raczej po stronie współwinnych holocaustu, niż jego ofiar. O niechęci amerykańskich organizacji żydowskich do środkowoeuropejskich współbraci w wierze uciekających jeszcze przed wojną przed Hitlerem wiele mówi historia statku St. Louis, którą przypominałem kiedyś w jednym z tych tutaj felietonów. O ich stosunku do dokonującej się na oczach świata zbrodni - los Szmula Zygielbojma, wspomnienia Jana Karskiego i niezliczone inne źródła z epoki. Wystarczy wziąć z biblioteki wojenne roczniki "New York Timesa" bądź innej wpływowej żydowskiej gazety i poszukać w nich wzmianki o holocauście, bądź wyrazów pogardy dla niego. Powodzenia życzę. (A tak nawiasem, spotkałem się niedawno u amerykańskich historyków z teorią, że Rooseveltowi i organizacjom żydowskim bardzo zależało, by wiadomość o eksterminacji Żydów w Europie się nie rozniosła, bo oceniali, że to by w amerykańskim społeczeństwie przysporzyło Hitlerowi sympatii.)

No, ale wszyscy wiemy przecież, że używane argumenty to tylko pozory. Światowy Kongres Żydów wymusza pieniądze "na holocaust" nie dlatego, że uprawnia go do tego prawo międzynarodowe, ani dlatego, że mu się to z przyczyn moralnych należy, tylko dlatego, że ma wystarczającą siłę. Bo jest w stanie tak uprzykrzyć życie i przysporzyć takich strat wziętym na cel firmom, bankom i całym państwom, że tym opłaca się machnąć ręką i zapłacić okup. Z moralnego punktu widzenia nie różni to niczym od haraczu ściąganego przez gangsterów od restauratorów, i dokładnie tak samo trzeba Roberta Singera i wszystkich zaangażowanych w proceder traktować - jako działających na wielką skalę, międzynarodowych gangsterów, dokonujących szczególnego rodzaju wymuszeń rozbójniczych, pod grozą pozbawienia szantażowanych dobrego imienia.

Zwróćmy uwagę na jeszcze jedno - żaden z panów Singerów nie wspomniał o należnościach za mienie żydowskie pozostawione na terenie, na przykład, Białorusi. Wiadomo, że tam się nic nie wyciśnie, przynajmniej na razie, więc szkoda zachodu. Mowy nie ma też, by coś miauknięto o żydowskim mieniu w Rosji, w obwodzie Kaliningradzkim dajmy na to. Putin umiałby się obrazić i popsuć interesy cwaniaczkom z Wall Street, więc lepiej nie. W gangsterskim procederze działa prosta zasada, zawarta w przysłowiu o kozach skaczących na pochyłe drzewo. Ponieważ Polskę można "atakować i upokarzać na forum międzynarodowym" bezkarnie, mało tego, polskie elity chętnie się do tego dołączają, by wspomnieć choćby nieszczęsną "Idę" czy graną w amerykańskich teatrach "Naszą Klasę" Słobodzianka, ponieważ polscy politycy reagują na pohukiwania różnych Singerów potulnością i lękiem, więc oświadczenia tak horrendalne i obelżywe, jak w wypadku "Złotego Pociągu", stają się codziennością polsko-żydowskich stosunków.

Myślę, że największy legion najbardziej wpływowych antysemitów nie jest w stanie tak zaszkodzić Żydom i popsuć im opinii, jak czynią to nowojorskie parchy. Dlatego nie przestaję się dziwić, jak niewiele krytycznych opinii o gangsterach pojawia się w środowiskach, którym los tego narodu najbardziej powinien leżeć na sercu. Odważną książkę o "Przedsiębiorstwie holocaust" napisał Norman Finkelstein, i przez wielu Żydów uznany został za odszczepieńca. Incydentalnie, w wyważonych słowach dystansują się od wymuszeń WJC wpływowi Żydzi, jak kiedyś na przykład felietonista "Time’a" Charles Krauthammer - ale generalnie panuje zasada, by swoich nie krytykować, nawet jak są łajdakami i gangsterami. Rozumiem historyczne uwarunkowania, które tę niezdrową solidarność zrodziły, ale przestrzegam, że może ona mieć dla Żydów bardzo złe skutki.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje