Oszuści z klubu "Wiewiórka"

Przyznaję uczciwie, że wobec tzw. zielonych nie jestem zapewne obiektywny. Wiele mnie od tego towarzystwa, do obrzydliwości promowanego w postępowych mediach, odrzuca. Choćby już samo przywłaszczanie sobie nazwy "ekolog". Ekolog, jak sama nazwa wskazuje, to naukowiec, ktoś, kto skończył ekologię - dział biologii - obronił pracę dyplomową i może się wylegitymować wiedzą, a nie tylko dobrymi chęciami. Nazywanie "ekologami" maniaków, którzy przykuwają się do drzew albo odprawiają różne uliczne rytuały religijne "klimatyzmu" to coś takiego, jakby anarchistów robiących zadymy podczas szczytów G-20 nazywać "ekonomistami".

Fałsz, ale powszechny, ugruntowany - jak nazywanie narodowych socjalistów "skrajną prawicą". Na dodatek ta "ekologia" dziwnie przyciąga w pierwszej kolejności ten szczególny typ osobników, którzy "kochają ludzkość, ale ludzi nienawidzą". Takich, którym czułe serca każą "adoptować pszczołę", roztkliwiać się na cierpieniem wigilijnego karpia etc., ale zabicie dziecka tylko dlatego, że mamie-celebrytce nie chce się przeprowadzać do większego mieszkania, nie budzi w nich już najmniejszego sprzeciwu, a wręcz entuzjazm.

Reklama

Trudno nie przypomnieć w tym kontekście, że bardzo zagorzałym "ekologiem" był także wybitny socjalista, Adolf Hitler. Nie tylko on sam w sensie osobistych nawyków - nienawidził "mięsożerców", co okazywał im boleśnie, i nawet swoją sukę, chwalił się, nauczył wegetarianizmu (w istocie biedną Blondie dokarmiały ukradkiem sekretarki), ale także jego partia. Ustawa o ochronie zwierząt przyjęta przez NSDAP w połowie lat trzydziestych do dziś pozostaje dla "ekologów" wzorcową, i, powiedzmy sobie szczerze, była istotnie pełna autentycznej troski o komfort zwierząt hodowlanych czy np. koni. Zresztą była w tym jakaś diabelska logika - pies czy koń na pewno nie jest Żydem, a z ludźmi to nigdy nie wiadomo.

Toteż gdy zieloni rozpoczynają jakąś histerię, że matka ziemia płacze, bo coś tam, od razu się najeżam i sprawdzam, czy aby nie jest to kolejna piramidalna bzdura. Zwykle przeczucie mnie nie myli. Ot, jak choćby teraz z tym cyrkiem o rzekomym wycinaniu drzew przez PiS.

Kto rozsądny, od razu się domyśli, że jeśli histerię nakręca michnikowszczyzna, ringiery-szpringiery i tefałeny, a za autorytety robią tak tęgie mózgi jak p. Korwin-Piotrowska, to musi to być ściema. I oczywiście. Zadałem sobie trud prześledzenia, o co konkretnie chodzi w tym czy innym przypadku latających po internecie zdjęć wyciętych drzew - za każdym razem okazywało się, że "dowód", mający szarpać serce naiwnych, nie ma nic wspólnego ze sprawą. Symbolem ściemy - bo powiedzmy wyraźnie, że to propagandowa ściema, taka sama jak "Ziobro zabiera dzieciom internet" - służyć może zdjęcie tulącej się do urżniętego pniaka wiewiórki, która przez złego Kaczora i jego "szyszkodnika" straciła domek. Chlip, chlip, serce pika jak klapa u śmietnika, móżdżek się wyłącza, piana występuje na zakodowane usteczka.

Ale gdyby móżdżek się nie wyłączył, to dostrzegłby podpis, że to zdjęcie z warszawskiego Parku Szczęśliwickiego. A inkryminowany przepis ministerstwa, który niedawno wszedł w życie, stanowi przecież, że bez dotychczasowej biurokratycznej gehenny może wyciąć drzewo na swojej działce właściciel prywatny. Park miejski nie jest własnością prywatną, nawet Hanna Gronkiewicz-Waltz nie posunęła się jeszcze w "reprywatyzacji" tak daleko - więc domek rozpirzyli biednej wiewiórce urzędnicy na zupełnie innej podstawie prawnej. Na dodatek zrobili to jesienią ubiegłego roku, i z tamtego czasu pochodzi zdjęcie, które dopiero teraz zrobiło karierę. Na dodatek byli to właśnie urzędnicy wspomnianej Hanny Gronkiewicz-Waltz, wiceprzewodniczącej PO. Skądinąd faktycznie nader do niszczenia drzew skorzy - wyrąbali też starodrzewy w Parku Krasińskich, a zwłaszcza nikczemna była zarządzona przez nich wycinka na Placu Powstańców, który zabetonowali i ustawili na nim ohydne donice (w końcu zresztą zabrane, i teraz zielony niegdyś plac jest betonową pustynią). W pełni podzielam oburzenie, tylko co ma z tym wspólnego PiS?

Gdy zapytać o konkrety, to okazuje się, że zarzut stawiany nowym przepisom jest tylko jeden - służą deweloperom  do obchodzenia starych przepisów, które w ich wypadku się nie zmieniły. Zamiast pierdzielić się miesiącami z kolekcjonowaniem zezwoleń i słono za nie bulić, łatwiej teraz deweloperowi przepisać grunt np. na przyszłych lokatorów i ciąć od razu, formalnie na ich zlecenie, za darmo. Pytanie, czy przyśpieszenie i potanienie budowy krzywdzi przyszłych lokatorów i jak wyważyć ich komfort ze stratami budżetu, ale ta nieprzewidziana luka, uczyniona w prawie nowym przepisem, w zamyśle ułatwiająca życie rolnikom, nie wpływa przecież na liczbę wycinanych drzew.

Wystarczy jedna szara komórka. Tam, gdzie mowa o wycince pod deweloperkę, tam drzewa usunięto, by tak czy owak - jeśli ktoś widział dom albo biurowiec zbudowany wokół drzewa, czekam na zdjęcia. Kwestia tylko opłaty i dojścia do wycinki na skróty. Możliwe, że ułatwienia spowodowały chwilowy wzrost liczby wycinek, ale logika łatwo to tłumaczy. Ci, którzy czekali od miesięcy na zezwolenie, ci, którym wcześniej nie chciało się o nie występować, bo i tak miało się zmienić, plus deweloperzy, plus wszyscy ci, którzy mają wątpliwe okazy na działce, a wobec całej histerii przestraszyli się, że poprzednie przepisy zostaną przywrócone, więc trzeba szybko załatwić sprawę, póki można - wszystko to zbiega się w czasie. Ale jestem gotów się założyć o własną rękę, że w dłuższym czasie wszystko się wyrówna i statystyka wyciętych drzew w roku 2017 nie będzie odbiegać od lat poprzednich.

No cóż, wyobraźmy sobie, że stosowne ministerstwo upraszcza przepisy dotyczące utylizacji zajeżdżonych samochodów. Czy ktoś na poważnie twierdzi, że ludzie dotąd zadowoleni ze swych samochodów nagle rzucą się je prasować na złom - bo można? Twierdzenie, że ktoś nagle zacznie na swojej działce rżnąć zdrowe drzewa, nie zagrażające zwaleniem się na dom czy innym nieszczęściem, tylko dlatego, że PiS pozwolił, jest przecież równie głupie. Ludzie, ogarnijcie się, na litość Boską - jak można być tak naiwnym, by dawać się tefałenom wkręcać w tę histerię z du... powiedzmy, z dużego palca wyssaną?

"Opozycja totalna" od półtora roku nie  jest w stanie wymyślić niczego innego, niż to, żeby sprokurować jakąś taką histerię, żeby otumanionych Polaków wyprowadziła na ulice. A to, że niby PiS zabiera młodym internet. A to, że zabiera kobietom badania prenatalne i będzie zamykał do więzień za poronienie. A to znowu "wolność słowa" zagrożona w Sejmie, albo "puszczę białowieszczańską" wycinają. A to, że "naszych" zastępują w Trybunale Konstytucyjnym czy telewizji swoimi . A to, że Macierewicz pokłócił nas z Francją, albo zaatakował NATO, albo przeszedł przez ulicę. Co tydzień, jak dosadnie mawiała moja śp. mama, "jak nie urok to sraczka", jak nie sierotki z Aleppo to drzewa, panie, wycinają, histeria nieustająca - i za każdym razem, jak się zapytać o konkrety, to okazuje się, że ta histeria jest oparta albo na doniesieniach całkowicie zmyślonych, albo totalnie zmanipulowanych, a gdzie nawet trafi opozycja realny problem, to rozdyma go z tam bombastyczną egzaltacją, że śmiech pusty bierze.

Współczuję tym biednym ludziom, którzy wierząc w to wszystko, żyją w nieustannym emocjonalnym spazmie pisofobii i wariują, jak, nie przymierzając, pani Jethon, której dzisiejsza rozmowa z Robertem Mazurkiem jest poglądowym przykładem kodomickiego "obłędu udzielonego", jak zdiagnozował to swego czasu prof. Święcicki, psychiatra, na łamach tygodnika "Do Rzeczy". 

Wiewiórka to sympatyczne zwierzę, ale jeśli ktoś chce z niego zrobić symbol, to wcale nie żadnego "pisowskiego wycinania lasów", którego nie ma, tylko bezczelnej manipulacji, kłamstw i histerii obalonych elit III RP. "Klub Wiewiórka" - reaktywowałbym ten szyld. Jako klub doborowych manipulatorów, specjalistów od ściem, szczucia, nagonek i demagogii. Mam wiele propozycji personalnych, ale sami Państwo wiedzą, kto by się najlepiej nadawał na patrona, kto na prezesa, a kto na, par excellence, członków.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje