​Pod Twoją obroną

Nasi przodkowie twierdzili, że Polska pozostaje pod szczególną opieką Bożą i wszystko jej zawdzięcza. I mieli rację. Najnowszy przykład opieki Bożej mieliśmy w tym tygodniu w Gorzowie, kiedy to wataha policjantów usiłowała chaotycznie zatrzymać furiata z tłuczkiem, strzelając do niego z różnych stron z kilku metrów i nijak nie mogąc trafić.

Na filmowym zapisie tej popisowej akcji obserwować można wykwitające na ścianie pobliskiego budynku malowniczymi obłoczkami rykoszety. To, że któryś z tych rykoszetów nie rozwalił głowy przypadkowemu przechodniowi, dziecku ani kobiecie, że nie zranił nawet tych, z przeproszeniem, stróżów prawa, a samego furiata ledwie drasnął w ucho, to jest właśnie cud Boże i widomy znak opieki pańskiej nad nieudacznikami, tworzącymi służby państwowe.

Reklama

Oczywiście do policjantów nikt nie może mieć pretensji. Nich ich nie uczy strzelania. Znajomy, który ostatnio zapałał pasją do sportu strzeleckiego mówi, że on podczas jednego treningu wystrzeliwuje więcej pocisków, niż statystyczny policjant (a w statystykę wliczone są też np. jednostki antyterrorystyczne) przez cały rok. No, ale on ma kupę wolnego czasu, a policjant musi, po pierwsze, wypełniać rozmaite papiery i sprawozdania.

Po drugie, musi walczyć z faszyzmem - oburzające, jak nikt nie chwali policji, że może na wariata z tłuczkiem była za cienka, ale zatrzymanie w Lublinie nastolatka z tzw. falangą, czyli zarejestrowanym sądownie jak najbardziej legalnym znakiem polskiego ruchu narodowo-radykalnego poszło jej na wzór-konspekt, wykazując liczebność i koordynację całego prokuratorsko-policyjnego spec-aparatu! Pan minister Sienkiewicz byłby doprawdy dumny, gdyby nie był zajęty dilem w sprawie PWPW, giełdy oraz wyczarowywania pieniędzy z NBP na kiełbasę wyborczą, dilem, jak widać, mimo ujawnienia, realizowanym wciąż konsekwentnie, z całą platformerską bezczelnością. Po trzecie wreszcie, policjant musi przynosić z miasta mandaty i ratować nimi budżet ("Nie wracać mi k... bez trzydziestu mandatów na łeb!", pamiętacie to Państwo jeszcze?). Kiedy tu się szkolić do walki z tłuczkowym terrorystą?

Nie jesteśmy krajem cudu gospodarczego, jak twierdzą rządowe media, chyba że uznać za takowy pendolino. Ale jesteśmy krajem licznych innych cudów. Cudem jest, że jeszcze nie wywalił w powietrze żaden z magazynów amunicyjnych polskiej armii, cudem jest, że choć co trzeci wypadek kolejowy w Europie zdarza się u nas, większe tragedie z pokaźną liczbą ofiar zdarzają się stosunkowo rzadko, a nie co miesiąc, cudem jest, że nie zechciał skorzystać z ogólnego rozprzężenia żaden prawdziwy terrorysta, nie jakiś "bzdurabomber" od sztucznych nawozów - no, słowem, że mimo gigantycznego chaosu i bylejakości na wszystkich szczeblach wciąż się to jakoś, dzięki opiece Bożej i Świętych Patronów, kręci.

No, a jeśli w końcu pieprznie, zawsze pozostaje odwieczne kretyńskie "Polacy, nic się nie stało", przechodzące gładko w jeszcze bardziej kretyńskie "Polacy, nic się nie stanie". Napisałem całą książkę o tym, jak idiotyczny refren "ten głupi Hitler się nigdy nie odważy" określił całą politykę przedwojennej sitwy rządzącej, wcale podobnej do tej dzisiejszej, tak że kierując się wyłącznie potrzebami polityki wewnętrznej, dla zaszachowania opozycji, popchnęła ona bezmyślnie Polskę do katastrofy i zagłady. Gryzłem się przy tym intensywnie w pióro, by nie wskazywać bezpośrednich podobieństw, ale one się przecież naprawdę cisną w oczy.

Nic się złego zdarzyć nie może, Opatrzność nas zawsze ustrzeże, po cholerę procedury, szkolenia, ustalanie, kto za co odpowiada. Jakoś to będzie, a jak nie będzie, to się powie, że wina pilotów i taki mamy klimat. Jeżeli komuś się bardzo, ale to bardzo nudzi, może strawić bezpożytecznie dowolnie długi czas na próbie znalezienia jakiejkolwiek afery, katastrofy czy tylko wtopy, która skończyła się rzeczową analizą przyczyn, wyciągnięciem wniosków, ukaraniem winnych i podjęciem działań gwarantujących, że się to na przyszłość nie powtórzy.

Jeśli w prasowych spekulacjach o propozycji dla Donalda Tuska, żeby zastąpił Van Rompuya na stanowisku "prezydenta" Unii Europejskiej jest cokolwiek, to chyba tylko uznanie świata dla tej szczególnej opieki, jaką nad naszym krajem i nad rządzącymi nim roztacza Opatrzność. Znaczące jest, że europejskie media spekulując o posadzie dla Tuska piszą wprost, że Niemcy chcą na tym stanowisku człowieka im posłusznego. To, że Tusk jest przy... przyplecznikiem naszego nowego wielkiego brata dla nikogo w Europie nie ulega wątpliwości, nikt tego nie ukrywa, i dlatego zresztą właśnie kandydaturę polskiego premiera blokują Anglicy; i chyba zablokują, ku wielkiej uldze jego licznej służby.

Przyjemnie swoją drogą było posłuchać w Tok FM, w jakiej panice znaleźli się rządowi dziennikarze na sam cień obawy, że Wódz może ich olać i uciec, zostawiając na pastwę straszliwego Kaczora. No ale cóż, w ciężkich chwilach Unia potrzebuje kogoś takiego, kto natychmiast po zestrzeleniu malezyjskiego boeninga zacząłby rozsyłać smsy, że winę ponad wszelką wątpliwość ponoszą piloci i do ustalenia pozostaje tylko, kto ich do tego skłonił. Europejskie autorytety, dla których tragedia jest dodatkowym bodźcem do bombardowania Ukrainy żądaniami, by wreszcie uległa Putinowi i zakończyła tę wojnę, pewnie plują sobie w brodę podobnie jak ekipa z Tok FM, choć z odmiennych powodów.

A tak mówiąc poważnie, żadnego z tego rzekomo "ważnych" stanowisk w Unii, których nie udało się porozdzielać na ostatnim szczycie, nie sprawował dotąd Niemiec, a jakoś nikt nie wątpi, że to właśnie Niemcy tym całym interesem kręcą jak chcą. Niemcy też kiedyś nosili na pasach napis "Gott mit uns", ale dawno już zrezygnowali z opierania się na pomocy Niebios i zabrali do ciężkiej pracy, której owoce dziś zbierają. Może by tak, nieśmiało zaproponuję rodakom, przemyśleć ten wzorzec?

Rafał Ziemkiewicz

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje