Polska pośmiewiskiem narodów, jak zwykle

Bogu dzięki, że nasza reprezentacja piłkarska przegrała już wszystko, co było do przegrania, i ten kretynizm wreszcie się skończy. Przynajmniej na czas jakiś. Nigdy mnie specjalnie piłka kopana nie emocjonowała (no dobra - za czasów Górskiego, ale byłem wtedy dzieckiem), niemniej, nie mogę wyjść z podziwu, jaka moc w niej jest, że wydobywa z każdego narodu jego najbardziej charakterystyczne cechy. Niestety, w naszym wypadku jest to cecha, która dumy nie przynosi - zamiłowanie do bezmyślnej tromtadracji. Co takiego w nas, Polakach, tkwi, że zawsze, nie tracąc ani chwili na realistyczną ocenę swych szans, od razu się napuszamy, nadymamy, robimy groźne miny, że nikt nam nie weźmie nic, ani guzika od munduru - a potem, kiedy ku pośmiewisku całego świata raz-dwa zabierają nam nie tylko guziki, ale całe gacie, zamiast choć troszkę się nad sobą zastanowić, powtarzamy głupkowato: nic się nie stało, nic się nie stało!?

Przypadkiem miałem kiedyś możność zapoznać się z życiem polskiego piłkarza, znajomego-znajomych-znajomych; nie mającego wielkiego nazwiska, uważanego za średnio obiecującego zawodnika średniego klubu pierwszoligowego. Wcześniej sądziłem naiwnie, że taki facet za swoje prawie dwadzieścia tysięcy miesięcznie (w końcu niejeden Polak może o takiej pensji tylko marzyć) po całych dniach trenuje, aby dorównać Pelemu, albo przynajmniej Lubańskiemu. Tymczasem okazało się, że gość prawie nie ma na treningi czasu, bo większość tygodnia zajmują mu, nie pamiętam, jak się to fachowo nazywa, takie piłkarskie castingi. To znaczy pokazy, popisy - polscy młodziankowie biegają po murawie wymachując nogami i podbijając piłkę głową, na trybunach zaś siedzą różni bogaci Arabowie, Turcy, Murzyni, ostatnio też biznesmeni z byłego ZSSR, najrzadziej przedstawiciele klubów europejskich, a pomiędzy nimi kręcą się handlarze z PZPN, zachwalając towar i targując się o ceny transferów. Bo cała polska piłka nożna jest nastawiona nie na trenowanie mistrzów, ale na handel tanią masówką - średniej klasy, ledwie do czegoś tam przyuczonymi adeptami, z których może coś będzie, a może nie, to już ryzyko kupującego. Z tego jest kasabubu dla działaczy, starcza też na kupienie trenera z nazwiskiem, ale sukcesu żadnego być nie może. Polska liga, obłuskana na dzień dobry z talentów, które dało się zhandlować za dolary, na dodatek do szpiku skorumpowana, to przecież jedno dziadostwo. Ci, którzy w zachodnich klubach do czegoś doszli, wcale nie są skłonni grać w reprezentacji narodowej, bo ryzykują wtedy okupioną takim trudem karierę. Pozostaje opierać ową reprezentację na reimportowaniu średniaków, posprzedawanych wcześniej do pośledniejszych klubów, albo wysiadujących w tych bardziej renomowanych ławy rezerwowych.

Reklama

Każdy, kto piłkę śledzi, musiał przecież wiedzieć, co jest warta taka reprezentacja. Więc skąd, u diabła, to żenujące nadymanie się, to bredzenie o "ułańskich szarżach" i szansach na mistrzostwo? Żeby potem wstyd i upokorzenie były jeszcze większe?

Nie wiem, skąd w piłce kopanej taka siła odbierania rozumu ludziom, którzy jeśli nawet nie są poważni z natury, to przynajmniej z racji pełnionych urzędów powinni takich udawać. Rządzący politycy przebierają się w kibolowskie szaliczki, bredzą, że wygramy ze wszystkimi, chcą zabijać sędziego, który odebrał nam szanse - wstyd na to wszystko patrzeć, i jako obywatel RP, powtórzę, cieszę się, że się ten kretynizm kończy. Koniec i bomba, jak to ujął Gombrowicz, choć z cytatów tego autora bardziej pasuje inny, z "Operetki": "rzyg, rzyg!"

Dowiedz się więcej na temat: piłka | reprezentacja

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje