Ruch Poparcia Pedofilii

"Udał nam się Palikot" - cieszyła się swego czasu "Wyborcza". I, jak rzadko w tej gazecie, była to prawda - udał się, i to właśnie im. Ostatnio polityczny sojusznik Aleksandra Kwaśniewskiego, postraszony więdnięciem sondażowych słupków, rozpoczął kolejną "ucieczkę do przodu".

Nowym jego hasłem będzie obniżenie wieku legalności seksu, do lat trzynastu. Palikot prezentuje to hasło tak, jakby chodziło o umożliwienie dzieciom legalnego "bzykanka" (mówiąc językiem Bridget Jones) między sobą, ale tylko idiota może w to wierzyć. Nigdy jeszcze nie zdarzyło się, by prawo interweniowało w wypadkach przedwczesnej inicjacji seksualnej między rówieśnikami. Zapis, który atakuje Palikot (w Polsce i tak liberalny - na Zachodzie granicę karalności za seks z nieletnim ustalono w większości krajów na 16. rok życia, a nie, jak u nas, 15.), służy ochronie przed seksualnym wykorzystywaniem dzieci przez dorosłych.

Reklama

Pedofile, jak pokazał belgijski proces Marka Doutrux czy niedawna tragedia na Litwie, potrafią organizować bardzo bogate, wpływowe i złowrogie siatki. Za polską odnogą tej pedofilskiej ośmiornicy chodził przez długi czas Sylwester Latkowski, miał być z tego demaskatorski i pełen wstrząsających faktów film, ale w końcu nie powstał, a sam Latkowski mówił potem, że ten układ ukazał się zbyt silny i zbyt wpływowy w strukturach III RP, by się dało cokolwiek zrobić. Można oczywiście uznać, że facet "polewa", ale zagraniczne doświadczenia czynią jego słowa raczej prawdopodobnymi.

Niewykluczone zatem, że swą deklaracją załatwia Palikot Europie Plus poparcie bardzo wpływowego w Polsce i w Europie, choć nie obnoszącego się z tym, lobby. Ale jeśli nawet tak, to sądzę, że kieruje się on także bardziej dalekowzrocznym wyrachowaniem. Tak samo jak wtedy, gdy pierwszy z całej lewicy ogłosił publicznie, że warunkiem wejścia do Europy jest wyrzeczenie się przez Polaków polskości. Przypomnę, że jego obecny koalicjant, czy może raczej promotor, skarcił go wtedy łagodnie, w duchu "wszyscy wiemy, ale jeszcze o tym nie należy mówić".

Palikot nie mówi nic dla lewicy horrendalnego, narusza jedynie "mądrość etapu" - moim zdaniem świadomie, żeby w wyścigu do nowoczesności i do łask zachodniej lewicy przeskoczyć pozostałych.

Kto zna wypowiedzi ideologów i medialnych żołnierzy światowej lewicy, wie, że swą działalność widzą oni w długiej perspektywie. Mają wizję światowej rewolucji, której zresztą wcale nie ukrywają (wielki błąd, że nikomu się nie chce czytać opasłych tomów różnych lewicowych mędrców, choćby tych promowanych u nas przez politkrytykę). Dziś mówi się u nas o "tolerancji dla homoseksualistów", ale przecież nie chodzi tak naprawdę o nich (bo co to za różnica, czy zawrą swą umowę w notariacie, czy w USC) tylko o wprowadzenie do kodeksu rodzinnego konkubinatu z prawami małżeństwa, a bez jego obowiązków.

Na Zachodzie, gdzie "związki partnerskie" już ustanowiono, mamy etap kolejny - o rozciągnięcie tych praw na związki wieloosobowe. Kilku tatusiów i kilka mam żyjących sobie w wesołej komunie, z prawem do adopcji - to jest obecny cel, w naszym "zacofanym", katolickim kraju na razie jeszcze nie podnoszony, ale czekający na swą kolej. Zwracam uwagę, że o ile przywrócenie w prawie cywilnym instytucji legalnego konkubinatu jest cywilizacyjnym cofnięciem się do średniowiecza (w Europie zlikwidowano tę instytucję gdzieś w okolicach XIII wieku), to legalizacja "rodzin" wieloosobowych cofa nas jeszcze dalej, do wspólnoty plemiennej.

Kampania w obronie praw homoseksualistów też niezauważalnie zmieniła kierunek. Jeszcze kilka lat temu opierano ją na aksjomacie, że homoseksualista taki się rodzi, tak samo, jak rodzi się człowiek Murzynem, Żydem albo Słowianinem, i tak samo nie można do niego o "orientację seksualną" mieć pretensji. Argument popierano opiniami lekarzy, więc został przyjęty i zmienił sposób postrzegania homoseksualistów - a gdy już się to stało, to, proszę zauważyć, niepostrzeżenie propaganda homolewicy odwrócona została o 180 stopni.

Dziś już głosi ona, że "orientację seksualną" się wybiera, a więc nie wolno dzieciom niczego w tej kwestii narzucać, nie wolno traktować dziewczynek jak dziewczynek ani chłopców jak chłopców, bo to dopiero oni sami w stosownej chwili wybiorą. To znaczy, w wieku lat trzynastu. A może jedenastu? A może siedmiu? Palikot naprawdę nic nie wymyślił, on tylko chwyta idee i hasła płynące z Zachodu i stara się czynić to jako pierwszy.

Słowem, skoro "małżeństwa" homoseksualne i adopcję przez nie dzieci mamy już klepnięte, następnym celem dla homolobby jest zabezpieczenie starym pederastom łowisk w szkołach - no bo przecież któż ośmieli się być tak nietolerancyjnym, by zabraniać wiadomym środowiskom, by w "wybieraniu" właściwej orientacji służyć młodzieży radą i pomocą?

Polacy dali sobie wmówić, że w dzisiejszych czasach nikt w nic nie wierzy, wszyscy kierują się tylko "pragmatyzmem", i nikt nie dostrzega innych perspektyw niż finansowe i osobiste. To bardzo na rękę ludziom, którzy oddali się służbie lewicowej ideologii, i którzy wciąż mają przed sobą ten sam cel, jaki starali się realizować jakobini, bolszewicy, naziści i inni ich duchowi przodkowie: "ruszyć z posad bryłę świata", rozpieprzyć istniejący porządek. Zniszczyć jego hierarchie, wartości, tradycje, po prostu - całą naszą cywilizację. Bo dzięki temu ma powstać "nowy wspaniały świat", jakiś raj na ziemi.

Doświadczenie historyczne uczy, że raj oczywiście nie powstaje, ale niszczenie, tak jak w przywołanych przypadkach, i równanie gruntu pod różne zbrodnicze reżimy, zawsze wychodzi lewicy świetnie. Zachodnioeuropejska rewolucja też nie skończy się żadnym gejowsko-lesbijskim rajem, tylko prawem koranicznym, kamienowaniem za cudzołóstwo i legalizacją zabójstw w obronie honoru, ale to oczywiście do zakutych głów bezrozumnych wyznawców "postępu" za wszelką cenę nie dociera.

"Cel jest niczym, ruch jest wszystkim". Ludzie fanatycznie oddani przesuwaniu granic i niszczeniu mają z tego wielką radochę, a jeszcze poczucie, że są bojownikami o jakąś nie wiedzieć jak szlachetną sprawę, i to im wystarcza. Jak to mówią Amerykanie: nie ma nic przyjemniejszego niż jazda do Piekła. Problem w tym, że, jak każda jazda, musi się ona prędzej czy później skończyć osiągnięciem stacji docelowej.

Rafał Ziemkiewicz


Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje