Tęczowe pęknięcie

Nie wiem, czy zwrócili Państwo uwagę na swoisty "coming out" Krystiana Legierskiego. Jeden z najbardziej znanych aktywistów ruchów "gejowskich" opowiedział mediom o tym, że w dzieciństwie molestowany był przez zboczonego księdza. Pomijam dość, delikatnie mówiąc, odrażającą otoczkę tego wyznania - bo wyrażanie radości z czyjejś śmierci zawsze jest odrażające, a Legierski uzasadnił swą przeszłością wyrazy zadowolenia z powodu śmierci brazylijskiego duchownego, oskarżanego o takie same czyny - by zwrócić uwagę na fakt, na który ani sam Legierski, ani nagłaśniające ochoczo jego słowa media uwagi najwyraźniej nie zwróciły.

Otóż jest to kolejne wyznanie sławnego homoseksualisty, z którego wynika, że homoseksualistą został, ponieważ za młodu został skrzywdzony. Nie zamierzam w żaden sposób usprawiedliwiać tego, który się wobec niego i innych dzieci dopuścił jednego z najobrzydliwszych czynów, jakie sobie można wyobrazić, ani tych, przez których pedofil nie poniósł należytej kary. Odnotowuję tylko wyznanie Legierskiego jako kolejne - pamiętam, jak swego czasu do bycia ofiarą pedofila przyznał się inny "superpedał" (tak piszę, bo on sam o sobie tak mówi) Tomasz Jacyków. Przecież jeśli się zastanowić, to niszczy ono zupełnie oficjalną homonarrację.

Reklama

Oficjalna homonarrracja jest taka, że homoseksualista się taki urodził, więc jego "orientacja" jest kwestią nie podlegającą ocenie, po prostu faktem, na który nikt nie ma wpływu, i odmiennością, która powinna być ceniona na równi z normą. Zawsze mnie, nawiasem mówiąc, ciekawił fakt, że głosząc, iż homoseksualizm nie jest wyborem ani efektem wychowania, pozostają ruchy "gejowskie" w bratnim sojuszu z feministkami, głoszącymi z kolei, że "nikt nie rodzi się kobietą". Cóż, gdyby wszyscy ludzie rozumowali logicznie, Marks i Engels zmarliby bezpotomnie w nędzy i zapomnieniu.

Powyższa narracja, oficjalnie głoszona przez zawodowych homoseksualistów, sponsorowanych górami europejskich i sorosowych pieniędzy, zawsze była w sprzeczności z wiedzą medyczną. Seksuologia - zresztą rozróżniając cały wachlarz mniej lub bardziej intensywnie homoseksualnych i biseksualnych zachowań - stosunkowo niewielką rolę w ich ukształtowaniu przypisuje czynnikom genetycznym. Mówi raczej, choć to dziś politycznie niepoprawne, o zwichrowaniu popędu, do którego dochodzi w okresie dojrzewania. Właśnie pod wpływem gwałtu, homoseksualnego uwiedzenia, rodzinnych patologii etc.

Nie wiem zresztą właściwie, czy to wciąż niepoprawne, czy już poprawne. Pokręcona lewicowa logika i tu daje o sobie znać, bo ruchy homoseksualne, wciąż głosząc jako aksjomat to, że homoseksualizm nie jest wyborem, tylko cechą wrodzoną, jednocześnie prowadzą wielkie kampanie na rzecz prawa do samodzielnego wyboru własnej "orientacji" i "tożsamości płciowej", a przeciwko narzucaniu tego "wyboru" przez rodziców i wychowanie. Bezkarność, jaką rządzący dziś pomiot czerwonej rewolty 1968 zagwarantował homolewicy, zaszła tak daleko, że nikt nie odważa się publicznie nie tylko protestować, ale nawet zwracać uwagę, gdy sadzą oczywiste, nie trzymające się kupy, kocopały.

A jakie to w ogóle ma znaczenie? - zdziwi się może czytelnik. A fundamentalne, roszę Państwa. Bo jeśli homoseksualizm jest skutkiem krzywdy, na przykład takiej, jaka spotkała Legierskiego czy Jacykowa, to obowiązkiem państwa jest zadbać o ochronę dzieci przed pederastią. Jeżeli jest "zwichrowaniem popędu płciowego", do którego dochodzi w okresie dojrzewania, to jak najbardziej uprawnione są działania, mające uchronić młodych ludzi od wszelkich wpływów, mogących zachwiać ich kształtującą się dopiero tożsamością płciową.

Innymi słowy: tak, trzeba chronić ludzi, zwłaszcza młodych, przed "promocją homoseksualizmu", które to określenie jest rytualnie wyszydzane i ośmieszane w lewicowo-liberalnych mediach. Wychodzi na to, że te zapewnienia różnych autorytetów, utrzymane w tonie perswadowania przez mędrca debilowi czegoś oczywistego: "no, z nikogo przecież nie można zrobić homoseksualisty", są zwyczajnym kłamstwem. A nawet gorzej - kłamstwem nie zwyczajnym, ale celowym, głoszonym przez lobby starych pederastów, pragnących sobie możliwie ułatwić możliwości zdobywania "świeżego mięska".

Homoseksualizm przez wieki otaczany był pogardą i prześladowany - wbrew stereotypowi, głównie w społecznościach protestanckich; podobnie zresztą jak tam właśnie rozwinął się obłęd polowań na czarownice; kraje katolickie, jak nasz, dzięki dobrodziejstwu spowiedzi, nigdy nie popadały w taki obyczajowy fanatyzm (już pierwszy kodeks karny odrodzonej Polski nie uważał homoseksualizmu za przestępstwo, gdy na Zachodzie było tak jeszcze do lat 70. XX wieku - tu są korzenie dzisiejszego szaleństwa, oni po prostu miotają się od ściany do ściany). Przyczyną tej pogardy było przekonanie, że homoseksualizm stanowi wyrafinowaną formę rozpusty; ot, tak sobie już facet dogadza, że nie wiedząc, co by tu jeszcze, zabrał się za chłopczyków. Ten stereotyp nie wytrzymuje porównania z wiedzą, do jakiej doszła medycyna w czasach współczesnych.

Ale wiedza medyczna przeczy też ideologii, która - z braku jakichkolwiek sensownych propozycji w sprawach gospodarczych czy społecznych - stała się podstawą tożsamości dzisiejszej lewicy. Tolerancja i szacunek należy się każdemu, kto nie krzywdzi innych, ale dzieci trzeba chronić przed pokazywaniem odstępstwa od normy jako czegoś nie tylko równie normalnego, jak małżeństwo i rodzina, ale też fajnego, polecanego, modnego. A to oznacza, że jeśli chcemy chronić dzieci przed losem Jacykowa czy Legierskiego, to pewne restrykcje są uzasadnione, konieczne wręcz.

Jakie? To temat do dyskusji, ale co do samej zasady, nie widzę żadnego sensownego argumentu przeciw.

Rafał Ziemkiewicz

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje