Zarządzanie wariactwem

"Poradnik" tygodnika "Newsweek" dla niepogodzonych z wynikiem ostatnich wyborów obśmieli już chyba wszyscy, ale na wszelki wypadek przypomnę: tygodnik panów Ringera, Springera i Lisa pochylił się ze śmiertelną powagą nad ludźmi, którzy w "Polsce PiS" cierpią, wciąż nie mogąc się pogodzić z wynikami wyborów. Jedna pani nie może spać w nocy, bo myśli o tym "bezmiarze podłości" Kaczyńskiego, inna ma poty, skoki ciśnienia i drżą jej ręce, jeszcze inna "nigdy nie czuła nienawiści, a teraz czuje ją codziennie, jak włącza Tok FM" i słucha w nim o nowych zbrodniach PiS. Ktoś tam znowu, jak ogląda TVP, a zwłaszcza Wildsteina, to ma mdłości i nim trzęsie, ale z jakiegoś powodu ogląda. Ktoś inny miał remontować dom, a teraz nie może, bo PiS. Co przypadek, to lepszy.

Bohaterowie tekstu pozrywali znajomości, bo nie mogą wytrzymać, jak znajomi chwalą Dudę albo Kaczyńskiego i niczym Lucuś ze starego opowiadania Mrożka walczą, wypisując po całych dniach antypisowskie kawałki w internecie, albo na pudłach wystawianych do śmietnika (naprawdę!). Tygodnik okazuje im pełne zrozumienie, wzywa, aby walczyli tak dalej, a także podtrzymuje w przekonaniu, że poza marszami KOD powinni się wstrzymywać od uczestnictwa w życiu publicznym, ograniczać kontakty tylko do wąskiego kręgu osób podzielających ich emocje i takichże mediów. Najlepszą radę daje im jednak zaangażowany przez tygodnik autorytet, psycholog Jacek Santorski, wprost mówiąc tkniętym pisofobią, żeby się pier... to znaczy, chciałem napisać, żeby po pierwsze się częściej kochali. W sencie - fizycznie. Seksem w Kaczyńskiego! (Naprawdę!).

Reklama

"Newsweek" słynie z reportaży pisanych zza biurka i pokazywania w nich anonimowych postaci tak doskonale ilustrujących publicystykę redaktora naczelnego, że każdy wie, co o tym myśleć. Ale ten akurat tekst nie jest jedyny. Pamiętam na przykład sprzed ponad roku reportaż "Dużego Formatu" o założycielach warszawskiego KOD - nie tych głównych, tylko takich, co przyszli na założycielskie spotkanie. Opisano tam galerię podobnych świrów - mnie szczególnie zapadła w pamięć pani, która wyznała, że każdego ranka budzi ją strach, kogo ze znajomych tej nocy aresztowano, i nie może wstać z łóżka ani zjeść śniadania, zanim nie obdzwoni ich wszystkich i nie uspokoi się, że nadal są.

Pamiętam też - jakże by inaczej - wywiad, jakiego udzielił mojemu tygodnikowi "Do Rzeczy" profesor Łukasz Święcicki, ordynator jednej z klinik psychiatrycznych. Mówił w nim o "obłędzie udzielonym", którego symptomy dostrzegał u działaczy KOD, opisał dość wyraźnie, co to za schorzenie (mówiąc najogólniej, człowiekowi nic konkretnego się nie dzieje, ale wmówiono mu jakieś straszliwe zagrożenie i on się właśnie tak zachowuje) i że powinno się to leczyć. Najśmieszniejsze, że ci sami, którzy się wtedy nie posiadali z oburzenia i urządzali profesorowi medialny jazgot, że jak w Sowietach wysyła do psychuszki za poglądy polityczne, czy nawet że chce kopać kodomitów prądem, teraz właśnie podobnymi publikacjami jak ta w "Newsweeku" potwierdzają jego rozpoznania w całej rozciągłości.

Co tu zresztą gadać - wystarczy zajrzeć na kodomickie fora internetowe czy profile w społecznościówkach. Ja to robię regularnie, szczególnie od czasu, gdy wypłynęły faktury Kijowskiego i liderzy KOD oraz ich stronnicy wzięli się za łby między sobą. Ale to temat na kiedy indziej.

Mówił mi niedawno znajomy, że u niego akurat większość rodziny stanowią zwolennicy "opozycji totalnej" - i nie o to sobie krzywduje, ale o to, że te polityczne wybory krewnych zaowocowały w ciągu ostatniego roku widocznym zgłupieniem. Choć wykształceni, przeważnie prawnicy, gdy rozmowa schodzi na politykę, nie potrafią znaleźć żadnego racjonalnego argumentu. W zasadzie ich postawa sprowadza się do czystych emocji i argumentu Maleńczuka: "jak ja te ich mordy widzę, to mnie o, tutaj, skręca". Wierzę w tę opowieść, bo mniej więcej tak koduje podatnych propaganda, którą śledzę z racji zawodowych. Zauważ, drogi czytelniku, że żaden kodomita nie potrafi konkretnie powiedzieć, co PiS robi złego. Wszystko obsługują frazesem "to, co się wokół dzieje".

A co się dzieje? No, "rozmontowują demokrację". "Nienawidzą kobiet", "te pełne buty twarze" - to odpowiedzi postaci ze wspomnianego poradnika Lisa. "Zrobili z nas pośmiewisko Europy" - to profesor Balcerowicz, który, przykro powiedzieć, stoczył się do poziomu twitterowego trolla. PiS prowadzi Polskę na wschód, cofa w czasie do PRL, a nawet do epoki kamienia łupanego (posłanka Lubnauer), i nawet jeśli nienawidzi Putina i oskarża go o zamordowanie śp. Lecha Kaczyńskiego, to jest proputinowski. Ten ostatni argument jest szczególnie rozpowszechniony, nie tylko w odniesieniu do PiS. Przecież najbardziej proputinowski jest dziś, w dyskursie lewackich mediów, Trump, który wzywa do zwiększenia wydatków na NATO i zapowiada, że nigdy nie uzna aneksji Krymu. Za to "reset" Obamy, który otworzył Putinowi drogę do agresji na Gruzję i Ukrainę był bardzo antyputinowski, podobnie jak postawa liderów zachodnioeuropejskiej socjaldemokracji i chadecji, stale wzywających do zdjęcia z Rosji sankcji, bo psują one interesy wielkim korporacjom.

Już nawet Schetyna z Petru stają się za mądrzy na przewodzenie "opozycji totalnej". Ba, nawet Pomaska i Scheuring-Wielgus. Przewodnictwo nad obozem antypis przejmują Maleńczuk, niejaki Wątły czy Zbigniew Stonoga, od wczoraj obrońca i przyjaciel Lecha Wałęsy. Może ogranicza to liczebność obozu, ale za to coraz w nim weselej.

Przynajmniej, dopóki nie przyjdzie jakaś siostra z kaftanem i strzykawką.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL