Żyć z paranoicznym niedźwiedziem

„Lud to swołocz i gawno” – powiada Caryca z genialnego poematu Janusza Szpotańskiego (nawiasem: po raz kolejny wznowionego, wraz z wiecznie aktualnym „Towarzyszem Szmaciakiem” – polecam serdecznie). Od czasu, gdy te słowa zostały napisane, kolejnych caryc było już kilka, ale zasada ich polityki pozostaje aktualna. Lud nie ma swej woli, nie ma swego rozumu, jest tylko stadem, którym się zarządza – najlepiej za pomocą bata.

Jaki jest główny argument Putina, jego agentów wpływu i "pożytecznych idiotów"? Że Rosja została przez Zachód oszukana. Była umowa, że ZSRR zwija "zewnętrzne imperium", ale wedle tej umowy NATO nie miało się rozszerzać na Zachód. Opuszczona przez Sowietów środkowa Europa miała pozostać strefą półsuwerenności, taką wielką Finlandią z czasów "zimnej wojny".

Reklama

A tymczasem, wbrew tej umowie, NATO przyjęło Polskę i inne nowe kraje członkowskie, rozszerzyła się też Unia Europejska. Granica "wrażego zapada" przybliżyła się niebezpiecznie do granic Świętej Rusi. Słowem: zdrada, wiarołomstwo. Dlatego właśnie Rosja ma prawo do wiarołomstwa ze swej strony. Do wysyłania w bój wojsk bez oznaczeń i dystynkcji, udających "samoobronę" i spontaniczną ludność, do propagandowych kłamstw o krwawych faszystach rządzących Kijowem, o prześladowaniu Rosjan i milionach uchodźców. Tak długo ściskano sprężynę, że musiała w końcu odbić, jak uzasadnił imperialną kontrofensywę Putin.

W tym myśleniu - podzielanym przez wielu zachodnich komentatorów i polityków, zwłaszcza w Niemczech - jedna sprawa jest kompletnie ignorowana. Fakt, że to Polacy chcieli wstąpienia do NATO i innych struktur zachodnich. Pamiętam jeszcze - ma się swoje lata - z jaką niechęcią te polskie starania przyjmowano.

Gdy premier Olszewski jako pierwszy postulat taki sformułował, tutejsze salony, przyjmujące bez reszty zachodni punkt widzenia, nie zostawiały na nim suchej nitki (co nie przeszkadza dziś tym samym pętakom puszyć się, jaki to sukces III RP, że jesteśmy w  NATO). Politycy amerykańscy, brytyjscy i francuscy wynajdywali dziesiątki obiekcji, przypominając o dilu zawartym z upadłym w międzyczasie ZSRR; a Wałęsa, by im dogodzić, bredził o stworzeniu jakiegoś NATO-bis...

A jednak wola Polaków zadecydowała. Polacy chcieli być częścią Zachodu, a nie Kacapii, i nie uznali za wiążącej umowy, którą ponad ich głowami zawarli przywódcy imperiów, w formie aneksu do wcześniejszej umowy w Jałcie. Tak samo jak Polacy, chcieli być Zachodem Czesi, Słowacy, Bułgarzy - a teraz wolę taką udokumentowali Ukraińcy.

W rosyjskich głowach to się nie mieści. Co znaczy, że Polacy coś chcieli? Co znaczy, że Ukraińcy mieli dość postkomunistycznego feudalizmu i samowładztwa w cieniu posowieckich pomników Lenina? Jak mogą ludzie chcieć czegoś sami - od tego jest władza!

Dla Rosjan - mówię teraz nie tylko o rządzących czekistach, mówię o mentalności tego nieszczęsnego narodu - opowieści o woli ludu to tylko kapitalistyczna propaganda, której nie dadzą się zwieść. Oni dobrze wiedzą, że "Solidarność" od początku do końca stworzona została przez CIA, sfinansowana za amerykańskie dolary, i dyrygowano nią z Pentagonu. I dokładnie tak samo wiedzą, że teraz z Warszawy, za kolejne amerykańskie dolary, zorganizowano faszystowski Majdan, wyszkolono, uzbrojono i rzucono do akcji banderowców.

Wszystko po to, by szkodzić Świętej Rusi. Cały świat wszak od wieków o niczym innym nie marzy, tylko by ją zdusić i zdławić - i dlatego Rosjanin nie może żyć normalnie, nie może się dorabiać i szukać szczęścia, tylko musi stale atakować ościenne kraje, by odsunąć zagrożenie od granic. No, ale jak już je odsunie, przestawiając granicę o kolejne kilometry, to znowu się okazuje, że granicą jest nie-Rosja, czyli zagrożenie, i znowu trzeba to zagrożenie odsunąć... Und morgen ganze welt, a mówiąc ściślej, aż się imperium od tego ciągłego podbijania, pacyfikowania, deportowania i okupowania zes... ze snu zbudzi.

Naiwni myśleli, że jak się już - po sowieckiej megalomanii - zbudziło z ręką w wiadomym miejscu, to Rosjanie wreszcie zrozumieli, jakiej paranoi ulegali od pokoleń, i teraz zaczną myśleć inaczej i żyć jak ludzie. Nic podobnego.

Pozbierali się, odetchnęli, wykorzystali koniunkturę, by się dozbroić i nic im teraz w głowie innego niż odzyskać imperium. Przecież nie może być tak, żeby Rosjanie, którzy się osiedlali w krajach podbitych, podlegali dziś jakiejkolwiek innej władzy niż rosyjska. Przecież nie mogą pozostawać poza Rosją kraje, usiane cmentarzami sowieckich "wyzwolicieli". Bo niby jakieś tam mniejsze, a więc z zasady nie mające praw ludy czegoś tam sobie chcą? Jakiejś "wolności", "samostanowienia"? Lud to swołocz i gawno - jedynie samodzierżawcy decydują o losach świata i strefach wpływu!

Problem, jaki ma świat z Rosją, polega na tym, że Rosja jest paranoiczna. I kieruje się swoimi paranoicznymi urojeniami, a nie interesami czy logiką, jakimi przywykł się kierować świat. A z paranoikiem, przeświadczonym, że wszyscy nań dybią, i że wszystkim musi nakłaść po gębach, nie da się negocjować. Trzeba go obezwładnić i leczyć.

Bardzo trudne zadanie. Ale z każdym ustępstwem - coraz trudniejsze.

Rafał Ziemkiewicz

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje