Opole: Proces Romów oskarżonych o napaść na tle rasowym

Przed Sądem Okręgowym w Opolu rozpoczął się proces siedmiu Romów oskarżonych o napaść i pobicie Wojciecha O., który ożenił się z byłą żoną jednego z podsądnych. Zdaniem prokuratury, przestępstwo miało podłoże rasistowskie.

Do zdarzenia doszło 24 sierpnia 2017 roku na dworcu PKP w Brzegu. Według ustaleń śledztwa do Wojciecha O. i jego żony Krystyny podbiegło siedmiu Romów. Kobieta schowała się w taksówce, Wojciech O. otrzymał cios w głowę butelką, a następnie przez kilka minut był bity i kopany, w wyniku czego odniósł poważne urazy czaszki, zagrażające jego życiu. Napastnicy zostawili go nieprzytomnego, wcześniej zabierając mu telefon komórkowy i portfel. Napaść utrwaliły kamery dworcowego monitoringu.  

Reklama

Pokrzywdzony zeznał przed sądem, że powodem napaści mogły być zwyczaje panujące w środowisku romskim.  

"Poznałem swoją obecną żonę w czasie, gdy jej mąż - Andrzej G. - odbywał karę pozbawienia wolności. Już wtedy chciała od niego odejść. Żona uprzedzała, że nie wszystkim spodoba się to, że Romka poszła z Polakiem i musimy liczyć się z konsekwencjami, ale pocieszałem ją, że nic się nie stanie" - zeznał Wojciech O., który zamieszkał z żoną we Wrocławiu.  

W sierpniu jego żona poinformowała, że mieszkająca w Brzegu mama poprosiła ją o przyjazd. Wojciech O. zgodził się pod warunkiem, że będzie jej towarzyszył. Jak tłumaczył, bał się puścić ją samą. Kiedy przyjechali do rodzinnego domu kobiety, okazało się, że nikogo tam nie ma. Para pojechała taksówką pod dworzec PKP. Kiedy mężczyzna wyszedł z samochodu, usłyszał krzyki żony i poczuł uderzenie. Ocknął się dopiero w szpitalu. Od policjantów dowiedział się, że został zaatakowany przez byłego męża swojej żony - Andrzeja G. i towarzyszących mu sześciu mężczyzn z jego rodziny.  

Przed sądem Andrzej G. przyznał się do pobicia Wojciecha O. Jak wyjaśniał, miał do niego pretensje o to, że zabrał mu żonę i dzieci w czasie, gdy przebywał w więzieniu. Przyznał, że wiedział o przyjeździe byłej żony i czekał na dworcu na Wojciecha O. Zapewniał, że chciał się z nim bić sam na sam i nie ma nic przeciwko Polakom i związkom Romów i Polaków. Jak twierdził, nie chciał, by do bicia Wojciecha O. włączyli się towarzyszący mu członkowie rodziny i nie pamięta, dlaczego go bili.  

Kiedy sędzia odczytał jego wcześniejsze zeznania, w których Andrzej G. powiedział m.in., że "On (Wojciech O. - PAP) nie jest Romem. Jest Polakiem. Ona jest Romką i powinna żyć z Romem", oskarżony zwrócił sądowi uwagę, by ten "nie łapał go za słówka".  

Natomiast inny oskarżony - Emanuel Sz. zeznał w śledztwie, że Krystyna sprowadziła wielką hańbę na rodzinę przez to, że zostawiła Roma dla Polaka. Przed sądem wycofał się z tych stwierdzeń, mówiąc, że takie były zasady w przeszłości, a dzisiaj Romowie żyją z Polakami i nie ma z tego powodu żadnych komplikacji. Jak tłumaczył, przyszedł na dworzec, by sekundować krewniakowi w pojedynku. Kiedy zobaczył, że Andrzej G. nie daje sobie rady, podbiegł z innymi Romami i przyłączył się do bicia.  

Z kolei oskarżony Paweł K. przyznał się do udziału w pobiciu, ale nie potrafił wyjaśnić, dlaczego to zrobił. Nie umiał też wytłumaczyć, dlaczego podczas przesłuchania przedstawił się jako swój brat Andrzej S. Podobnie jak inni podsądni, przeprosił Wojciecha O., wyraził skruchę, zapewnił o swoim pozytywnym stosunku do Polaków i prosił sąd o wyrażenie zgody na dobrowolne poddanie się karze

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje