Polski Kanadyjczyk kocha Ziobrę

Jakiś widz z Kanady wysłał emaila, w którym gratuluje ministrowi sprawiedliwości.

Nazajutrz, po dniu zatrzymań Kaczmarka i innych oglądałem "Poranek TVN 24". W oknie kontaktów z widzami przeczytałem taki mniej więcej tekst (cytuję z pamięci): "Brawo Ziobro... Od kiedy wyjechałem z Polski w 85 roku jeszcze nie widziałem tak przerażonych komunistów... Andrzej z Kanady". Ależ się we mnie zagotowało!

Reklama

Mam szczególny stosunek do emigracji Polaków, a jeszcze bardziej szczególny do powodów opuszczania kraju i stosunku do Ojczyzny. Mieszkam na śląsku opolskim i chcąc nie chcąc, wiem o tym całkiem sporo.

Zupełnie jasna jest emigracja wojenna i tuż powojenna. Ci "uciekinierzy" wyjechali z przyczyn ideologicznych. Nie mogli się pogodzić z "Jałtą", represjami wobec akowców itp. Jednak ci ludzie kochają (raczej kochali, bo przeważnie już ich nie ma) Ojczyznę, działali w organizacjach polonijnych, wspierali organizacje charytatywne, wydawali polskie pisma itd.

Potem była emigracja lat 70-tych. Dla mnie to żadna emigracja: niektórzy po prostu jechali do ojczyzny. Inni do niemieckich marek, tacy z nich Niemcy jak ze mnie ksiądz. Dziadkowie i ojcowie tych ostatnich pewno przewracają się w grobach wspominając walkę w powstaniach śląskich (za Polskę rzecz jasna). Ale to już zupełnie osobny temat.

Oczywistą jest też emigracja stanu wojennego. Chociaż wtedy mnóstwo ludzi po prostu skorzystało z okazji. Ale wielu z nich wróciło. Działacze opozycji, ci, którym się powiodło, a ważne jest dla nich by być tutaj. I tu chciałbym się na chwilę zatrzymać.

Niektórzy z nich zostali posłami, niektórzy działaczami samorządowymi, jeszcze inni piastują jakieś ważne funkcje w wysokich urzędach, dużych fundacjach, bankach itd. Mogę ich lubić albo nie ale jedno trzeba im oddać: tutaj wpływają lub próbują wpływać na to, co jest w kraju (lepiej lub gorzej), tutaj wydają swoje pieniądze, tutaj je inwestują. Co by nie powiedzieć - widzą i wiedzą co się dzieje w kraju.

A co robi widz z Kanady? Ano wysyła emaila jaki to jest szczęśliwy z powodu strachu komunistów. Emigrant z roku 85 nie jest jak sądzę politycznym, a ekonomicznym. Ale nawet ci jeśli chcą, mają pojęcie o sytuacji w kraju. Tymczasem Pan "85" z Kanady cieszy się z przerażenia panów: Wujca, Niesiołowskiego, Geremka, Bartoszewskiego, Komorowskiego, Wałęsy i innych "komunistów". Boże, dobrze, że taki palant wyjechał w 85.

Każdy dureń mniej, to dobrze dla kraju. Człowiek, który nie ma bladego pojęcia co się dzieje w Polsce, ma czelność wygłaszać swoje "zdanie" (określam to tak przez grzeczność), ma czelność wybierać Prezydenta RP, posłów i senatorów. On się zwyczajnie bawi. Nie ma co robić w nocy więc się bawi nie zważając na to, że ktoś to ogląda, kogoś to obchodzi, jeszcze kogoś martwi.

Mogę zrozumieć słuchaczy Radia Maryja, na myśl o których nóż mi się otwiera w kieszeni. Ale traktuję ich jako przeciwników politycznych, a raczej światopoglądowych. Oni tutaj żyją, tutaj to i tamto im się nie podoba, a jeszcze coś podoba. Mogę stanąć z nimi w szranki: na ulicy, w kościele, w gazecie czy przy urnach.

A Pan "85" z Kanady rzuca sobie coś i już. Ilu jest na świecie takich "85"? Ilu z nich wspólnie ze mną decyduje o losach mojego kraju? Ilu z nich wybiera mój sejm i Bundestag, prezydenta RP i innych państw? Jestem biedny i chory. Ale na Boga, kocham mój kraj całym sercem, całą swoją duszą.

To jest mój kraj. Mam nie tylko prawo ale i obowiązek być tutaj i na wszelkie możliwe sposoby okazywać mu swoją miłość.

Autor: Andrzej Sliżewski

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje