Anna na tropie Ordyczyńskich

Stankiewicze na dworze Giedroycia

Reklama

- Jeszcze bardziej pogmatwane są dzieje rodziny ze strony ojca, Antoniego Stankiewicza - opowiada Ordyczyńska.

- Nazwisko Stankiewicz wskazuje na litewskie korzenie, choć rodzina ojca i dziadka mieszkała na Wołyniu. Dziadek był gajowym na dworze księcia Władysława Giedroycia.

Antoni Stankiewicz, ojciec pani Anny, świetnie znający Karpaty, w czasie II wojny przeprowadził ponad 100 osób z okupowanej Polski do Rumunii i na Węgry. Był przewodnikiem m.in. córki księcia Giedroycia. Po wojnie na krótko wrócił do Żubraczego k. Cisnej, gdzie się wychował, potem osiadł w Łańcucie, na stałe w Leżajsku.

Dziś pan w starszym wieku, mimo skończonych 80 lat, ciągle zaskakuje rodzinę fantazją. Kilka lat temu w tajemnicy kupił skrzypce i uparł się, że nauczy się grać.

- Ojciec pojechał ze mną w sentymentalną podróż w Bieszczady. W Żubraczem trafiliśmy na grób księcia Władysława Giedroycia, który po naszym odkryciu wpisany został do wszystkich przewodników - opowiada kobieta.

Po bułki do sklepu z aparatem fotograficznym

Anna Ordyczyńska, wskazując na półki z pękatymi segregatorami, mówi o ponad 1000 drzew genealogicznych, jakie udało się jej odtworzyć.

- Nie robię tego na zamówienie. Wszystkie te historie wiążą się z losami rodziny mojej albo męża - dodaje.

Kobieta nawet po bułki do sklepu nie wychodzi z domu bez torebki, w której zawsze ma aparat fotograficzny. W żadną podróż nie wyjeżdża bez kamery, ale najcenniejszy jest dyktafon. Nagrała setki godzin rozmów z członkami rodziny i najstarszymi mieszkańcami Leżajska.

- Żaden ze mnie Sherlock Holmes, macha ręką. Pasjonuje mnie życie, ludzie, coś prawdziwego, a wszystko tak szybko odchodzi, staje się historią trudną do odtworzenia.

Jeśli trzeba, bywam Żydówką

A czy pani Anna jest Żydówką? - Bywa - śmieje się kobieta. Od kilku lat fascynuje się chasydami, co roku przyjeżdżającymi na grób cadyka Elimelecha do Leżajska. Ta fascynacja ma związek z teściową Ordyczyńskiej, która przez długie lata była strażniczką klucza do żydowskiego ohelu.

Pani Ania robi zdjęcia, nagrywa rozmowy z chasydami, a wszystkie materiały umieszcza w Internecie, podobnie jak wyniki genealogicznych poszukiwań.

Stateczna mikrobiolog, by skosztować koszernych potraw oraz podejrzeć śpiewających, modlących się ortodoksyjnych Żydów, sama przebierała się za Żydówkę i starała się być jak najbliżej najważniejszych wydarzeń związanych z cadykiem Elimelechem.

- Człowiek musi być odrobinę szalony - śmieje się.

- Teraz marzy mi się wyprawa do Petersburga, ale stać mnie tylko na kawę w Londynie, gdzie mogłabym polecieć z tanimi liniami. I polecę.

ANETA GIEROŃ

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje