Baba zawsze z tyłu

Puk, puk. - O, witajcie sąsiedzie. Wchodźcie, wchodźcie. A gdzie to macie swoją babę? - Idzie, idzie, tylko specjalnie kazałem jej trzymać się z tyłu. Nie wiedziałem, czy już was ktoś odwiedził, czy jeszcze nie. Wiadomo, że gdy w wigilię pierwsza do domu zawita baba, będziecie mieć pecha przez cały rok!

Nie ma to jak profilaktyka. Cały wieczór wigilijny stawał się zaklinaniem losu, zamawianiem zdrowia i zapowiedzią przyszłych dni. A to, co złe, najłatwiej było zwalić na biedną kobitkę. Najgorzej, gdy ta nie dość, że przyszła pierwsza, to jeszcze chciała coś pożyczyć. To już był istny koszmar. Gdy pożyczyła mleko, rzucała urok na krowę, kiedy pożyczała mąkę, domownikom groziło, że przez cały rok nie będą mieli mąki.

Reklama

Siekiera pod stół

Kiedy zapłonęła na niebie gwiazdeczka, dzieci stawiały w oknie zapaloną świeczkę. - Żeby wszyscy sąsiedzi wiedzieli, że już wigilia. Na stole leżała spora wiązka siana. Pod stołem słoma, a w nią wbita solidna siekiera. - To, żebyśmy zawsze tacy mocni byli, jak ta siekiera.

Dorośli siedzą przy drewnianej ławie, dzieci stoją, żeby ich krzyże nie bolały. Nikomu nie wolno odejść od wieczerzy, tylko gospodyni miała przywilej wstawania. Ale zarówno ona jak i pozostali biesiadnicy nie mogli odłożyć łyżki. Dlaczego? - Żeby nas nie spotkała choroba, albo jeszcze co gorszego.

Na zakąskę wykorzystywano np. czosnek. To miało zapobiegać bólowi zębów nie tylko w okresie świątecznym, ale i przez cały rok. Należało zaserwować 12 potraw, bo tyle było miesięcy w roku. Najczęściej gotowano groch z kapustą, szykowano pierogi z ziemniakami i miętą, grzybami, kaszą lub suszonymi śliwkami, kluski z olejem. Chętnie wcinano też wszelkie kasze. Przy jęczmiennej zaklinano: "sio wrony, sio wrony", bo to sprawiało, że ptaki nie wydziobywały posianego jęczmienia.

Po co rzucano jedzeniem

Na pograniczu polsko-ruskim raczono się kutią. Dobrze było rzucić łyżkę tego specjału w górę, bo ile się ziarenek pszenicy przykleiło do powały, tyle kop pszenicy miało się znaleźć w przyszłym roku w stodole. Przyklejone ziarna maku wróżyły urodzaj żyta. Później popijano kompot z suszonych owoców i gryziono skorupy z orzecha. Ten zwyczajowy zabieg zapobiegał, podobnie jak czosnek, bólowi zębów.

Wieczerza wigilijna czyniła cuda również w ludzkich duszach, bo "kto pośnika ruszy, poprawić się musi"... To ostatnie warto zapamiętać i można spokojnie stosować do dziś. Natomiast leczenia zębów skorupami z orzecha nikomu nie polecamy.

Wigilijne tradycje i zwyczaje podpatrzyliśmy podczas prezentacji w rzeszowskim WDK. Korzystaliśmy też z "Leksykonu kultury ludowej w Rzeszowskiem" Krzystofa Ruszla.

Beata Sander

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje