Bez pieczątki nie ma miejsca w przedszkolu

W patowej sytuacji znalazła się Katarzyna Sztorc z Dębicy. Chce podjąć pracę, więc szuka dla syna miejsca w przedszkolu.

Sęk w tym, że w przedszkolach pierwszeństwo mają dzieci tych rodziców, którzy już pracują.

Reklama

Katarzyna Sztorc jest bezrobotną matką 4-letniego chłopczyka. Pracy nie ma nie, dlatego, że nie chce pracować. Jest zarejestrowana jako bezrobotna w Powiatowym Urzędzie Pracy w Dębicy i cierpliwie czeka na propozycje zatrudnienia, ale sama także stara się znaleźć wolny etat.

Czasami się to udaje, dlatego już dwa lata temu chciała posłać syna do przedszkola. Ale z każdego została odesłana z kwitkiem. Podobnie było w tym roku - podania złożyła w 5 placówkach, żadne nie zostało przyjęte, bo teoretycznie, jako niepracująca matka, pani Sztorc sama może zaopiekować się swoim synem.

- Chciałam być uczciwa i nie miałam wbitej pieczątki zakładu pracy na formularzu zgłoszeniowym, chociaż bez problemu mogłabym się o to postarać. Wiem, że takie praktyki są stosowane. Natomiast zgłosiłam dyrekcji przedszkoli, że szukam pracy i mam zamiar ją podjąć - opowiada Katarzyna Sztorc.

Taka deklaracja okazała się niewystarczająca, bez pieczątki zakładu pracy nie było mowy o przyjęciu chłopca do przedszkola.

Tymczasem pani Katarzyna otrzymała propozycję pracy i to w swoim zawodzie. Jest pedagogiem, miała podjąć zatrudnienie w Powiatowym Centrum Pomocy Rodzinie. Niestety, nie ma z kim zostawić synka.

- Oboje moi rodzice nie żyją, teściowa jest za granicą, teść sam jeszcze pracuje. Na niańkę mnie nie stać - martwi się kobieta.

Z prośbą o pomoc zwróciła się do wiceburmistrza Mariusza Trojana i dyrektora Miejskiego Zarządu Oświaty Ireneusza Kozaka. Twierdzi, że w odpowiedzi usłyszała, że miejsca awaryjne są w przedszkolach nr 6 i 8, ale kiedy tam zapytała, okazało się, że to nieprawdziwa informacja.

- Faktycznie odesłaliśmy tą panią do placówek, gdzie były wolne miejsca. Wydaje mi się, że gdyby ich tam nie było, ta pani wróciłaby do nas. Byłem pewien, że zostało to pomyślnie załatwione - mówi wiceburmistrz Mariusz Trojan.

Katarzyna Sztorc musiała odrzucić ofertę pracy, nie wie, jak długo będzie musiała czekać na kolejną tak atrakcyjną. Jest rozgoryczona, że skoro podstawą przyjęcia dziecka jest zatrudnienie rodziców, nikt rygorystycznie nie sprawdza, czy i ojciec, i matka rzeczywiście pracują.

- Znam przypadki, że matki są bezrobotne, albo na urlopie wychowawczym, a ich dzieci chodzą do przedszkola. To nie fair, bo zajmują miejsca tym, którym są one o wiele bardziej potrzebne - żali się.

Wiceburmistrz Trojan wyjaśnia, że istnieje komisja, która szczegółowo weryfikuje wszystkie podania i sprawdza oświadczenia pracodawców.

- Nie sądzę, żeby któryś z nich zdecydował się na wystawianie oświadczeń niezgodnych z prawdą. Przecież to byłoby łamanie prawa - stwierdza Trojan.

Dodaje, że w Dębicy nie ma większych problemów z umieszczeniem dziecka w przedszkolu. Czasem trafia ono jedynie do innej placówki, niż życzą sobie tego rodzice.

gaM, akr

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje