Chore prawo, ale prawo

Kazimierz N. z wioski koło Kolbuszowej dostał pół roku odsiadki za to, że trzeci raz złapali go, jak jechał rowerem po wypiciu kilku piw. Małgorzata K i Agnieszka E. z Rzeszowa wyłudziły z banku kilkadziesiąt tysięcy złotych. Przyznały się do winy i wróciły do domów.

Aleksander M. pędził samochodem po obwodnicy Rzeszowa. Spowodował wypadek, w którym zginęła niewinna kobieta. Prokurator nie zgodził się na aresztowanie szalonego kierowcy.

Reklama

Jak najłatwiej uzyskać dobry wynik w policyjnej statystyce obrazującej walkę z nietrzeźwymi kierowcami? Wystarczy zapolować na wsi obok sklepu lub knajpy na rowerzystów wracających po wypiciu piwa. Policjanci robią to nagminnie. Dlatego latem w statystykach codziennie jest 30- 40 nietrzeźwych kierujących, a zimą kilku lub kilkunastu. Większość to rowerzyści.

Wystarczą dwa piwa, by stężenie alkoholu przekroczyło 0,5 promila. Wtedy rowerzysta jest przestępcą. Za pierwszym razem płaci grzywnę. Po drugiej lub trzeciej wpadce idzie siedzieć, mimo że nikogo nie skrzywdził, ani się nawet nie przewrócił. Jednak stwarzał zagrożenie...

Okradły bank

29-letnia Agnieszka E. wyszukiwała klientów, którzy chcieli wziąć kredyt, lecz nie spełniali warunków stawianych przez banki. 27-letnia Małgorzata K. prowadzi własną firmę. Dała Agnieszce pieczątkę i druki na potwierdzenie zatrudnienia oraz wysokości zarobków. Agnieszka wypisywała te fałszywe zaświadczenia i podrabiała podpis Małgorzaty. Gdy bank sprawdzał telefonicznie zatrudnienie klienta przychodzącego po kredyt, Małgorzata potwierdzała kłamstwo. W ten sposób kredyty wzięło kilku lub nawet kilkunastu ludzi. Pieniędzmi podzielili się z Agnieszką, a ta z Małgorzatą.

Proceder się wydał, gdy kolejny kredyt chciała wziąć 31-letnia Ewa D., bezrobotna z Dynowa. Pracownik banku zdziwił się, że tyle osób z tej samej firmy bierze kredyty i zawiadomił policję. Ta wykryła oszustwo.

Przedsiębiorcze panie przyznały się do zarzutów prokuratury, wyraziły skruchę i dobrowolnie zgodziły się poddać karze. Mimo że grozi im nawet osiem lat więzienia, wyszły na wolność. Mogą dalej pracować i czekać na zakończenie śledztwa, a potem na decyzję sądu.

Pirat drogowy zabił kobietę

Internauci twierdzą, że 18-letni Aleksander M. od kilku miesięcy siał postrach na rzeszowskich ulicach. Jego czerwony pontiac z amerykańską rejestracją śmigał głównymi ulicami, lawirował pomiędzy innymi autami i wyprzedał je raz z lewej, raz z prawej strony.

W końcu przy takim manewrze uderzył w skodę i wepchnął ją w tył ciężarówki. 81-letnia pasażerka skody zginęła na miejscu. 56-letni kierowca został ranny. Sprawcy wypadku grozi osiem lat więzienia. Policja chciała, by nieodpowiedzialny młodzieniec został aresztowany na trzy miesiące.

Jednak prokuratura nie złoży do sądu wniosku o areszt. Uznano, że wystarczy zabranie paszportu i zakaz opuszczania kraju. Aleksander M. wrócił do domu.

- Ma szczęście, ze ten wypadek spowodował w Polsce - komentuje jeden z internautów. - W Stanach, gdzie mieszkał, zrobił prawo jazdy i dokąd miał wkrótce wrócić, za taki wypadek poszedłby od razu do więzienia i siedziałby tam wiele, wiele lat. U nas dostanie wyrok w zawieszeniu i wyjedzie za ocean.

Krzysztof Rokosz

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje