Dlaczego wybierają śmierć

18-letni Marcin powiesił się. Niespełna tydzień później, życie odebrała sobie 16-letnia Karolina. Wszyscy zachodzą w głowę, jak mogło dojść do tragedii.

Przecież oboje byli ledwie nastolatkami. Na początku swojej życiowej drogi...

Reklama

Miasto huczy od plotek. Niemal codziennie na światło dzienne wyciągane są coraz to nowe fakty z życia nieżyjących już nastolatków. Szkoda, że dopiero teraz znaleźli się w centrum zainteresowania. Gdyby wcześniej ktoś usłyszał wysyłane przez nich sygnały, pewnie nie doszłoby do śmierci.

- Przyszli samobójcy, często ci, którzy dokonują tylko prób samobójczych i ci, którzy nie są dotknięci poważną depresją sygnalizują swe myśli, plany w różny sposób. Wysyłają sygnały, że coś jest nie tak. Jeśli nie spotkają się z reakcją, decydują się na ostateczny krok - mówi Maria Dekert psycholog z Powiatowego Ośrodka Interwencji Kryzysowej w Stalowej Woli.

Śmierć wolontariusza

Marcin w tym roku skończyłby 18 lat. Chodził do zawodówki. Miał wielu znajomych. Jeszcze dwa tygodnie temu, w niedzielę, na ulicach miasta kwestował jako wolontariusz Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy.

Wieczorem, jak każdy uczestnik finału WOŚP rozliczył się z zebranych pieniędzy. Chwilę zabawił przed sceną Miejskiego Domu Kultury, gdzie odbywały się koncerty. Potem poszedł zobaczyć się ze swoją dziewczyną. Podczas spotkania pokłócili się. Próbowała go uspokoić. Nadaremnie. Poszła do domu, ale przypomniała sobie jeszcze o czymś. Wróciła, żeby mu to powiedzieć... Marcin wisiał już na pobliskim trzepaku. Dziś w tym miejscu płoną znicze.

- To nie jest tak, że zawód miłosny był przyczyną tragedii. Mogła być to kropla przelewająca czarę goryczy, tzw. wywoływacz.

W tak młodym wieku niespełniona miłość nie jest powodem samobójstwa. Coś musiało być już wcześniej. Coś, co zostało zgubione po drodze, na co nikt nie zwrócił uwagi - tłumaczy Maria Dekert.

Tracą sens

Tydzień później z soboty na niedzielę do identycznej tragedii doszło w podstalowowolskich Jastkowicach. 16-letnia Karolina, której rodzice przebywają za granicą, mieszkała u dziadków. W minioną sobotę urządziła prywatkę. W jej trakcie pokłóciła się z bliskimi. Wyszła z domu, by już nigdy doń nie wrócić. Powiesiła się na drzewie w pobliskim lasku. Prokuratura odmawia wyjaśnień.

- Jestem zdecydowanie przeciwna informowaniu o takich zdarzeniach opinii publicznej. To bardzo trudna i skomplikowana sprawa.

Samobójcza śmierć młodej, kruchej osoby nie powinna być przedmiotem publicznych dywagacji - mówi Małgorzata Bilińska-Kubica, zastępca Prokuratora Rejonowego Stalowej Woli.

Tymczasem miasto aż huczy od plotek. Wszyscy prześcigają się w szukaniu przyczyn tragedii.

- To nigdy nie jest jeden powód, a plotki sąsiadów czy kolegów nie pomagają rodzinie w takich sytuacjach.

Całe zło zaczyna się w momencie, kiedy człowiek traci swoją ważność. W ślad za tym sens życia. Na to składają się problemy w domu, w szkole, wśród znajomych i emocje, z którymi ktoś sobie nie radzi. Rodzice wyjeżdżają za granicę, dzieci zostają w domu. To teraz częsty problem młodych ludzi - mówi Maria Dekert.

Nie lekceważ sygnałów

Tylko człowiek w głębokiej depresji targa się na własne życie w ukryciu. Młodzi ludzie zazwyczaj próbują zwrócić na siebie uwagę. Przestrzegają, mówią o tym głośno. Żegnają się z bliskimi. Wysyłają niejednoznaczne sygnały, sms-ami, na blogach, w rozmowach na gadu-gadu. Największym błędem jest ich lekceważenie.

- Często jest tak, że rodzice tłumaczą wtedy swoje dzieci. Że to tylko takie dziecinne gadanie albo szantaż. Lekceważą ważny manifest. Potem jest już za późno - przestrzega Dekert. Tymczasem tragedii można uniknąć.

W ostatnim czasie do Powiatowego Ośrodka Interwencji Kryzysowej trafiły trzy młode osoby. Na ich zachowanie uwagę zwrócili: rodzice, nauczyciele, dyrektor szkoły. W każdym z tych przypadków udało się odwieść młodych ludzi od samobójstwa.

- W jednym z nich potrzeba było umieścić dziewczynę na oddziale. Nie docierała do niej żadna argumentacja. Nie dało się nawet odłożyć samobójstwa w czasie. Wymagała bezustannej opieki, ale było warto. Żyje, a to jest najważniejsze - podkreśla Maria Dekert. Podkreśla też rolę opiekunów. Tak rodziców, jak i nauczycieli. Są w stanie zobaczyć, że coś jest nie tak. Często przyjaciółka wie więcej niż matka. Ważne, żeby ktoś dostrzegł ukryte sygnały i nie pozostawiał samemu sobie. Taka sytuacja wymaga reakcji.

Szukaj pomocy

Powiatowy Ośrodek Interwencji Kryzysowej udziela pomocy psychologicznej oraz wsparcia dzieciom, młodzieży i dorosłym, których rodziny znalazły się w ostrym kryzysie, zagrożone są poważnymi urazami fizycznymi i psychicznymi lub przeżyły poważną stratę.

Ośrodek pomaga w konstruktywnym rozwiązywaniu problemów osobistych, rodzinnych, małżeńskich, materialno-bytowych związanych z zaistniałym kryzysem, zapewnia możliwość zatrzymania się w hostelu w sytuacjach zagrożenia zdrowia i życia.

Ośrodek oferuje również szkolenia dotyczące interwencji kryzysowej oraz problematyki rodzinnej, ze szczególnym uwzględnieniem mechanizmów rządzących w rodzinach dotkniętych alkoholizmem i przemocą. POIK w Stalowej Woli znajduje się przy ul. Ofiar Katynia 57. Telefon (0-15) 842 92 80. Pracuje całodobowo. W razie potrzeby, szczególnie w zagrożeniu życia, terapeuta wzywany jest nawet w nocy. We wtorki i piątki w godz. 17 - 20 działa też dodatkowy bezpłatny telefon zaufania: 0-800 702 888.

PIOTR PYRKOSZ

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje